Szczęśliwa matka z córką - Daria i Maja

Szczęśliwa matka z córką - Daria i Maja

Dzisiaj znów fotograficznie i myślę, że sesje będą przewijały się tutaj dość często, bo chciałabym wrzucać wszystko na bieżąco, choć to pewnie jeszcze zależy od tego, jak wiele ich wykonam. Tym razem to ostatnie zdjęcia czerwcowe, a pozuje mi moja siostra, która już wielokrotnie stawała przed moim obiektywem przez te wszystkie  lata, gdy tak po prostu biegałam z aparatem, jednak tutaj w towarzystwie Majki - jej dwumiesięcznej córeczki, a zarazem mojej prawie-chrześnicy :)

Ta sesja była dość spontaniczna, po prostu miałyśmy się spotkać i Daria poprosiła, abym zabrała ze sobą aparat, bo jeszcze nie ma fajnych zdjęć z małą.











Jak Ci się podobają zdjęcia? 
Kwartalnik #1

Kwartalnik #1

Ten rodzaj wpisu miał się pojawić na końcu  marca, ale się nie wyrobiłam, a w połowie kwietnia nie było sensu już publikować podsumowania z poprzednich trzech miesięcy. Tym razem się zebrałam a pierwszy kwartalnik pojawia się w terminie. Co to jest? Postanowiłam, że zrobię po prostu takie podsumowanie ostatnich minionych tygodni. Napiszę, co fajnego się działo, który post wydaje mi się najlepszy, który post wy najchętniej odwiedzaliście, podrzucę ciekawe linki, które są warte podzielenia i tego typu rzeczy. Będzie też odrobinę zdjęć.


Ostatnie tygodnie wspominam naprawdę bardzo dobrze. To był czas, który obfitował w mnóstwo sesji zdjęciowych (małą próbkę macie w poprzednich wpisach), co prawda były to bardziej znajomi + plenery zorganizowane w ramach mojego kursu fotografii, ale jednak jestem bardzo zadowolona. W czerwcu wykonałam także pierwsze zdjęcia na chrzcinach, które niebawem pojawią się na blogu, choć niestety straciłam także dwa zlecenia, ponieważ byłam prawie trzy tygodnie na kwarantannie.

Przez ten czas opublikowałam trzynaście postów, co daje średnio około cztery teksty na miesiąc, więc myślę, że to dobry wynik, biorąc także pod uwagę fakt, że publikuję na moich innych blogach. Mam nadzieję, że przez kolejne miesiące utrzymam ten wynik. Tak btw, to nie sądziłam, że mój ostatni post, w którym po prostu przestałam być anonimowa, wywoła tyle pozytywnych reakcji. Naprawdę byłam bardzo zaskoczona!

Przez ten czas napisałam także wiele wierszy; jeszcze ich nie podliczyłam, ale przoduje na pewno czerwiec, bo postanowiłam sobie, że będę pisała codziennie. Co prawda nie sięgałam po długopis każdego dnia, ale zrealizowałam to w 75%, więc jest dobrze. Wzięłam także udział w wyzwaniu fotokwarantanna stworzonego przez fotodokwadratu, na instagramie, ale poległam po pierwszych dniach, choć miałam połowę zdjęć, tylko nie dopilnowałam ich publikacji.


Udało mi się przeczytać także ponownie Harry'ego Pottera ostatnio, a przeżywanie jego przygód na nowo, było bardzo ciekawym doświadczeniem. Tak, możesz mnie nazywać psychofanką jeśli chcesz i zapraszam na moje fanfiki w takim razie xd.

Najlepszy post według mnie z tego czasu to ten o typowych tiktokerkach oraz o tym, gdzie kupować książki i nie przepłacać.  Natomiast post, który najczęściej był czytany na tym blogu to ten, w którym dzielę się tym, jak schudłam bez diety i ćwiczeń, oraz przepis na sałatkę z pomidorów.


W tym czasie przeczytałam kilka książek; wspomnianego wyżej Harry'ego Pottera, zaczęłam serię o Błękitnokrwistych, która jednak mi się nie spodobała, ale za to bardzo urzekła mnie Księżniczka Incognito - muszę napisać recenzję, oraz nieco przejęłam się Historią pewnej dziewczyny, której recenzja pojawiła się na Book Oazie, więc linkuję :)


Przez ten czas nadrobiłam także kolejne sezony seriali, oraz zaczęłam nowe, gdzie zapamiętałam między innymi Jeszcze Nigdy, który na początku wydawał mi się bez sensu i żenujący, ale główna bohaterka odwalała takie akcje śmieszne, że byłam ciekawa, co będzie dalej.




Przez ten czas przewinęło się także dużo muzyki i bardzo zapadło mi w pamięć kilka piosenek; Miłość - South Blunt System

Oczywiście było ich więcej, ale to kilka z tych, których słuchałam po prostu non stop.


Oprócz tego natrafiłam na kilka fajnych artykułów od Was, z Waszych blogów i tym także chciałabym się podzielić, bo czemu nie?

Jednym z takich tekstów jest ciekawy wpis od coosure dotyczący demotywacji do działań. Tutaj macie link rzecz jasna.
Kolejny to autorstwa Delishe, która zdradza tajniki olejowania włosów. Myślę, że to bardzo fajny poradnik i mam zamiar w końcu spróbować olejowania włosów.
Natomiast Michał Brzegowy zamieścił u siebie bardzooo, ale to bardzo obszerny wpis, dotyczący marketingu w fotografii i myślę, że niektóre rady mogą być bardzo pomocne.
Z kolei a.purgal wrzuciła u siebie ciekawy post dotyczący smaku umami, o czym nie każdy wie. Mnie niektóre produkty zaskoczyły i była to taka ciekawostka.
Na DDOB trafiłam na artykuł, a raczej instrukcję mówiącą o tym, jak samodzielnie można stworzyć suchy szampon. Nie powiem, suchego szamponu używam tak ze trzy razy w tygodniu, bo moje włosy się strasznie przetłuszczają, a jednak nie wiem, czy odważyłabym się zrobić go sama, jednak link podrzucam.



To będzie chyba na tyle! A może Ty chcesz się czymś podzielić? :) 
Kim naprawdę jestem?

Kim naprawdę jestem?

Kiedy zakładałam tego bloga, postanowiłam, że będę tutaj anonimowa, że to moje nowe miejsce w blogosferze, w którym zaczynam totalnie od zera, gdzie nikt mnie nie zna. Nie żebym była wcześniej jakoś rozpoznawalna, ale mam już za sobą blogową przeszłość, ponieważ jestem tutaj od bardzo dawna - prawie dziesięć lat. Kawał czasu, nie?

Przez pierwsze dwa lata krążyłam praktycznie przy opowiadaniach najpierw tylko czytając, potem i pisząc. Pamiętam też tak zwane wielkie przenosiny z onetu na blogspot - no dawne to były dzieje.

Odkąd znalazłam blogi lajfstajlowe, to sama prowadziłam ich kilka; przez bodajże trzy, czy cztery lata Zepsute Szaleństwo, potem było Artystycznie Specyficznie, aż potem było Jestem Niedoskonała, który pisałam, do grudnia. Podejrzewam, że nie znasz żadnego z tych blogów, nie były jakoś rozpoznawalne. Jest jeszcze blog książkowy, który wspóltworzę ze dwoma Weronikami.

Przez lata byłam także szabloniarką i tworzyłam szablony na blogi. Tak btw. być może wprowadzę tutaj kiedyś jakieś posty z tym związane, gdy już ogarnę mobilną wersję szablonu :) 

Co prawda przez te lata brałam udział jeszcze w wielu innych blogowych projektach, ale nie ma sensu o tym teraz mówić.

Chciałam się trochę odciąć, zacząć od zera, stworzyłam nowego instagrama (to tam przesiaduję najczęściej), poprosiłam znajomą, aby wrzucała mi posty na grupach blogerskich ( z przyczyn oczywistych nie mogłam robić tego z konta prywatnego) i sobie po cichu działałam. Oczywiście wiedziałam, że prędzej, czy później połączę to wszystko w jedno, choć nie sądziłam, że stanie się to tak szybko.

Możesz zauważyć, że na dole strony zmienił się instagram; zostaję z kontem prywatnym, nie ma sesnu prowadzić dodatkowego, tylko pod bloga, zwłaszcza że od niedawna prowadzę także instagrama typowo fotograficznego w ramach portfolio, oraz od wielu lat bookstagrama, pod bloga książkowego, a do tego mam jeszcze profil z wierszami.

Ponadto na blogu pojawiła się także zakładka "Gdzie Jestem", ponieważ chciałam zebrać wszystkie linki w jednym miejscu, bo biogram na instagramie niestety mi na to nie pozwala.

Co dalej? Dalej będę tutaj pisać, tak jak do tej pory.


Sesje zdjęciowe z maja i czerwca

Sesje zdjęciowe z maja i czerwca


Ostatnie tygodnie, a zwłaszcza maj były dla mnie bardzo owocne pod kątem fotograficznym. Czerwiec troszkę mniej i przez kwarantannę przepadły mi dwa zlecenia, ale jakby nie było poprzedni miesiąc był obfity w sesje. W tym czasie zrobiłam dużo zdjęć, z których naprawdę jestem zadowolona, a także zrealizowałam część tego, co sobie założyłam. 
Udało mi się zrobić sesję z przyjaciółką w rzepaku i w kwiatach bzu - na rzepak nastawiłam się już w tamtym roku, ale się nie udało.
Oprócz tego udało się zrobić sesję z Nikolą w bzach, oraz wiosenną z wiankiem. Na plaży nad jeziorem z Natalią, a także szkolny plener z Gosią w Pałacu w Borowicach.
Oto kilka zdjęć z ostatnich sesji! :) 

Sesję w rzepaku i sesję w kwiatach bzu z Kasią zrobiłyśmy tego samego dnia. Umawiałyśmy się od dawna na rzepak, ale musiałyśmy przekładać, a gdy nadszedł termin i wybrałyśmy się na miejsce sesji, okazało się, że rzepak jest już ścięty, więc musiałyśmy improwizować. Na szczęście udało nam się znaleźć inne pole :). Natomiast bez to był czysty spontan; rósł na łące u naszej koleżanki i gdy wracałyśmy do domów, rzuciłam, żebyśmy się zatrzymały i zrobiły kilka ujęć. 









Pałac w Borowicach to jeden z plenerów, który zorganizowaliśmy sobie w ramach szkolnych zajęć. Mieliśmy do dyspozycji piękny zielony teren i urokliwą stodołę w stylu boho, a także przepiękną modelką, która nam cierpliwie pozowała, choć pogoda nie rozpieszczała. Tak, Gosia zdecydowanie zasłużyła tutaj na uznanie. Robiliśmy zdjęcia w kilku miejscach na terenie posesji, było dość chłodno, a ona była w cienkich sukienkach i do tego na bosaka. Dodatkowo mielismy idealne światło, bo niebo pokryte chmurami, które rozpraszają ostre promienie słońca, to pogoda wprost stworzona do fotografowania.  Tego dnia zrobiłam wiele ujęć, no mnóstwo i ciężko wybrać zaledwie kilka zdjeć.







Sesja z Nikolą to był spacer na plażę, podczas którego zaplotłam wianek z kwiatów mniszka, bo jej już wcześniej obiecałam zdjęcia z wiankiem. Trochę też improwizowałyśmy z różnymi liśćmi i to wtedy tak powstało moje zdjęcie z zakładki o mnie.



Co sądzisz o tych zdjęciach?
Sałatka pomidorowa

Sałatka pomidorowa

Kiedyś natrafiłam na instagramie na przepis na pomidorową sałatkę, która wydawała się inna, niż wszystkie i wiedziałam, że będę musiała ją zrobić. Prędzej, czy później, ale  zrobię. Od  pierwszej wzmianki po prostu wiedziałam, że będzie świetna. Pomidory, orzechy, sos sojowy; wcześniej się raczej nie stykałam z takim połączeniem, a na pewno sama nie kombinowałam. Mowa tutaj o birmańskiej sałatce pomidorowej z Jadłonomii, ale ja nie byłabym sobą, gdyby zrobiła wszystko wedle przepisu, więc tylko rzuciłam na niego okiem, miałam podstawę, a w głowie już wytworzyła mi się moja wersja, która nieco odbiega od oryginału. Link do wyjściowego przepisu podam niżej, a teraz przedstawiam Ci moją wariację na temat pomidorowej sałatki od Marty.



Składniki:
pomidory
cebula
rzodkiewka
sos sojowy
sok z cytryny
ulubione ziarna (u mnie był to słonecznik, siemię lniane i migdały)
orzechy ( u mnie włoskie)
zielenina ( u mnie pietruszka, bazylia i seler)
sól i pieprz do smaku


1. Pierwsze co robimy, to siekamy drobno cebulkę, a potem wyciskamy sok z cytryny i zalewamy ją sosem sojowym. Mieszamy, żeby smaki się połączyły i odstawiamy, gdzieś na bok.
2. Kroimy pomidory i rzodkiewkę. Siekamy orzechy, zieleninę, kruszymy płatki migdałowe i dorzucamy ulubione ziarna.
3. Wszystko wrzucamy do miski. Cebulkę w zalewie z sosu sojowego i soku cytrynowego dodajemy na samym końcu. U mnie moczyła się przez około pół godziny, ale dobra była już po piętnastu minutach.
4. Doprawiamy do smaku i mieszamy razem wszystkie składniki. Sałatka gotowa!

Sałatka jest wegańska i dość szybka w przygotowaniu. Można jeść bez dodatków, bądź stosować ją jako dodatek; u mnie w parze z pieczonymi frytkami, tak jak widać na zdjęciu. Wiem też, że fotografia kulinarna nie jest moją najmocniejszą stroną, ale będę starała się z tym walczyć.
A tutaj wrzucam link do przepisu z Jadłonomii!

Z kwestii takich organizacyjnych to zmieniłam szablon. Nie jest idealny, ale jest bardziej zbliżony mojego ideału, niż poprzedni :) Jak Ci się podoba?

Lubisz takie sałatki? Możesz podrzucić swój ulubiony przepis! 
Typowe tiktokerki

Typowe tiktokerki

Pamiętasz, jak internet zalewały posty z tumblra, a niemal każda chciała być sławną tak zwana tumblr girl? Później wszyscy zapomniali o erze tubmlr girl, a świat zawojowały vasco girl, które pojawiły sie poprzez aplikacje do obróbki zdęć Vasco, gdzie można udostępniać swoje zdjęcia, choć te są raczej mniej znane, niż tumblr girl.

Teraz praktycznie nikt o nich nie pamięta, cicho pochlipując musiały odejść w cień,  ponieważ teraz internetem rządzą... Tiktokerki. Korzystasz, czy nie, każdy na pewno słyszał o tej aplikacji, która szturmem podbija świat. Od jakiegoś czasu już obserwuję sobie ludzi na Tik Toku i gołym okiem widać, że dziewczyny tam mają pewien styl i charakterystyczne rzeczy.

Więc, jakie są atrybuty prawdziwej Tiktokerki?

Lat naście
Gdy tylko weszłam na Tik Toka i zaczęłam oglądać filmiki w Dla Ciebie, to wyskoczyły popularne video nagrywane przez nastolatki. To raczej nie jest content, który by mnie interesował, ale bez wątpienia Tik Tok został zdominowany przez nastolatki. Ale to wcale nie oznacza, że nie ma tam ludzi starszych.

Krótkie bluzy 
Nie wiem skąd ta moda, ale połowa dziewczyn nosi krótkie bluzy, bądź długie, ale podwinięte. Dziwię się, że jeszcze żadna nie wpadła na pomysł, aby po prostu wziąć nożyczki!

Obcisłe crop topy i odsłonięty brzuch 
Za to druga połowa, która nie nosi bluz zakłada za to crop topy. Często występują także po prostu obcisłe koszulki wkasane w spodnie. Nikogo nie oceniam, ale czasami wygląda to do bani, bo po prostu nie każdy powinien. Naprawdę.

Spodnie z wysokim stanem
Kolejnym atrybutem prawilnej Tik Tokerki są jeansy, bądź inne spodnie z wysokim stanem. Wiesz, że można wykorzystać sznurówki od butów, aby idealnie dopasować spodnie? Człowiek uczy całe życie. 

Makijaż
Make up to też ważny element. Stylizowane na makeup-nomakeup, ale można wyróżnić idealne brwi od malowane linijki i nieskazitelną twarz od podkładu. Czasami to nic, tylko rzucić szpachelką i sprawdzić, co się stanie.

Idealnie nauczone układy taneczne
Wchodzisz i widzisz, jak wszędzie ludzie tańczą i zastanawiasz się, czy one wszystkie od małego chodziły na kurs tańca.


Wyróżniłam sześć atrybutów prawdziwej Tik Tokerki, które są rzeczami, które pierwszy raz rzuciły mi się w oczy, gdy tylko zaczęłam korzystać z aplikacji. Oczywiście to nie wszystko, a społeczność tam jest naprawdę różnorodna. Okazuje się, że jest tam mnóstwo dorosłych ludzi, którzy nagrywają naprawdę sensowne tik toki, ja upodobałam sobie najbardziej te humorystyczne i fotograficzne. Dlatego ten wpis trzeba potraktować z przymrożeniem oka i został też napisany w celach humorystycznych.

Masz Tik Toka? Koniecznie podrzuć w komentarzu!

PS: Ja na Tik Toku; czarne_światło :D
Jak schudłam prawie 10 kilo bez diety i ćwiczeń?

Jak schudłam prawie 10 kilo bez diety i ćwiczeń?

Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Tobą moją historią... odchudzania bez odchudzania i opowiedzieć, jak to się zaczęło. To jest post zwłaszcza dla dziewczyn, które chciałby poprawić swój wygląd, ale nie są wytrwałe, które uważają że sport i ćwiczenia nie są dla nich i po prostu nie mają siły, aby podjąć walki o własny wygląd. Nie jest to także jakaś cudowna metoda! Jednak kto wie, może te kilka rzeczy, które tu zawarłam też Ci się przyda i później będziesz mogła spojrzeć na siebie z jeszcze szerszym uśmiechem na twarzy, niż teraz? Dlaczego? Bo ze mną jest dokładnie tak samo! Natomiast jeśli nie należysz do tej grupy, to nic, może dowiesz się czegoś ciekawego, albo przynajmniej poznasz moją historię. Jeżeli nie, to pozostaje Ci taki piękny krzyżyk w rogu ekranu :) .

Zawsze byłam gruba - od dziecka. Większa, niż inni, szybciej się męczyłam, nie miałam kondycji, ani ochoty na ćwiczenia, a wf w szkole to dla mnie była istna katorga. Nie wspomnę już o niskiej samoocenie i pewności siebie, a w zasadzie jej braku, a jeśli już jakieś jej zalążki się pojawiały, to skutecznie były deptane przez innych.
Zawsze jednak moja waga utrzymywała się na stałym poziomie - jasne były wahania 1-2 kilo, ale to normalne i tak było od technikum, nie było się czym przejmować. To nie tak, że zaniedbywałam swój wygląd, czy coś, próbowałam kiedyś przechodzić na diety, próbowałam trochę ćwiczyć, ale bez skutku, zawsze polegałam.

 W listopadzie znów weszłam na wagę po tym, jak nie robiłam tego od dawna i przeżyłam małe załamanie, ponieważ licznik wskazywał 87,8 kg, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Nie wiem, co się zmieniło, ale jak to zobaczyłam, to poczułam nagły przypływ determinacji, ale potem zaraz i tak się sprowadziłam na ziemię, bo po doświadczeniach z przeszłości wiedziałam, że się nie uda.

Krok pierwszy - ograniczenie cukru do minimum

Z dnia na dzień postanowiłam przestać słodzić herbatę i zrezygnowałam z cukru. Co zabawniejsze, kiedyś też próbowałam, ale nie miałam motywacji, nawet jak robiłam to stopniowo, czyli słodziłam na przykład łyżeczkę mniej, to i tak wracałam do starych nawyków. Jednak nie tym razem. Minęło kilka dni, a nagle potrafiłam przyzwyczaić się do gorzkiej herbaty, a dodam jeszcze, że to właśnie ją piję najczęściej w ciągu dnia. Jasne, zdarzały się momenty, że po prostu chciałam napić się tej herbaty z cukrem; podejrzewam, że organizm po prostu czasem go potrzebował i dlatego miałam na nią ochotę. Owoce jem sporadycznie, słodyczy w ogóle, więc tego cukru w mojej diecie po prostu nie było i wcale się nie załamywałam, tylko wypiłam jedną posłodzoną herbatę i szłam dalej. Malutkie odstępstwo nie było grzechem, jeśli nadal utrzymywałam swoje nawyki. I cieszę się, że jestem w tej grupie ludzi, którzy słodyczy nie jedzą, a raczej jedzą bardzo rzadko, bo dzięki temu nie miałam problemu z "odstawieniem ich".

Krok drugi - woda

Zaraz po postanowieniu o rzuceniu cukru postanowiłam pić więcej wody, co też nigdy mi się nie udawało. Nigdy nie przepadałam za wodą i choć wiedziałam, ze to zdrowo i trzeba ją pić i próbowałam wiele razy, to jednak i tutaj nigdy nie byłam wytrwała. Jak jestem w domu, nadal mam czasami z tym problem, a najlepiej mi idzie picie wody w pracy. I tutaj też na początku piłam wodę w pracy od dawna, ale ze słodkimi sokami, pełnymi cukru i konserwantów, z których też postanowiłam zrezygnować. Piłam wodę z sokiem tylko raz dziennie, do kanapek na przerwie - teraz zamieniłam to na gorzką herbatę. I tutaj też nie ma co się porywać na te dwa litry dziennie, o których zawsze słyszysz. Ja nadal do tego nie doszłam. Najpierw byłam szczęśliwa, jak wypijałam 500 ml wody dziennie. Obecnie mam ustawione w aplikacji 1,5l, ale nie każdego dnia mi się to udaję, ale staram się, aby nie wypić jej mniej, niż litr. A czasami wypiję jej więcej, niż te 1,5l, wszystko zależy od dnia. Po prostu trzeba próbować :)

Krok trzeci - liczenie kroków

Ten punkt nie był żadnym moim postanowieniem, to wyszło przypadkiem i okazało się, że jest przydatne. Jakiś czas temu musiałam kupić nowy telefon, przez co od nowa instalowałam aplikację i tego typu rzeczy i wtedy rzucił mi się oczy krokomierz i pomyślałam sobie, a co tam; zainstaluję. Od tego czasu miałam ogromną satysfakcję, gdy pokonywałam kolejne progi kilometrowe itp, ale też sprowadziło mnie to na ziemię, ponieważ wtedy zobaczyłam, że jakoś dużo jednak nie chodzę, pomimo tego, że na przykład w weekendy dużo spaceruję. Oczywiście na początku po tym jak wpisałam podstawowe dane; wzrost, waga itp aplikacja ustaliła mi 6 tysięcy kroków dziennie, a ja jak to tak mało? I zmieniłam na dziesięć i wtedy się okazało, że te 6 to jednak czasami było dużo. Taki ze mnie geniusz xd. Tak się wkręciłam w liczenie kroków, że czasami specjalnie gdzieś jeszcze idę, albo sobie przechadzam dłuższą drogą, aby było, jak najwięcej, bo daje mi to satysfakcję. I to jest dodatkowy ruch, warto o tym pamiętać. 


DODATKOWO

Nie wiem, czy miało to jakiś wpływ na to, że udało mi się schudnąć, ale czasami spotykałam te rzeczy w artykułach o odchudzaniu i o zdrowiu i postanowiłam je wpleść do codziennej rutyny. Wiesz, tak na wszelki wypadek i licząc, że coś to da.

- picie herbaty z kurkumą - bardzo lubię kurkumę i często jest wymieniana jako "magiczny składnik"
- dodawanie do wody różnych rzeczy; cytryna, pokrzywa, mięta, ogórek, imbir - niektóre z tych składników są wykorzystywane przy detoksach (nie robiłam ich), ale na przykład był dzień, gdzie piłam sobie wodę z ogórkiem i cytryną, albo z miętą.
- herbaty z dodatkiem ziół - dodaję często właśnie miętę, pokrzywę, hibiskus,
- czasami zwracałam uwagę na to, jak jem - to znaczy jem tak, jak zawsze i to na co mam ochotę, ale miałam takie momenty "o dzisiaj ugotuję coś dietetycznego!", nie było to codziennie, ale miałam takie momenty, że po prostu zwracałam uwagę.
- staram się zrezygnować z soli - wychodzi mi to raz lepiej, raz gorzej, ale próbuję
- często rezygnowałam z kolacji - to znaczy nie głodziłam się, ani nic z tych rzeczy; po prostu tryb mojej pracy nie pozwala mi na regularne posiłki, czy te "5 posiłków, o których wszędzie słychać", a mój obiad wypada w godzinach 16.30-18, więc to jest zazwyczaj po prostu mój ostatni posiłek. Później już tylko wypijam ze 2, albo 3 herbaty(uwielbiam herbatę!) i  nie czuję potrzeby jedzenia kolacji. Ale, żeby nie było - nie jestem też święta i nie raz zdarzało mi się wcinać płatki o 22!

Efekty

To są takie trzy zmiany, które wprowadziłam w życie i po nich wraz z końcem marca waga wskazała mi 78 kg. Powróciłam do dawnej wagi, a nawet jest minimalnie mniejsza. Dalej kultywuje te nawyki i wiem, że waga mi spada, ale widzę to także po ubraniach, że jest różnica. Najśmieszniejsze jest to, że nawet tego nie dostrzegłam, nawet, gdy inni mi mówili, że widać różnicę. Dopiero później potrafiłam zobaczyć, że jednak jest progres.

I na razie to tutaj zostawię :)*

*ten post powstał w marcu, od tamtego czasu też troszkę się zmieniło i wprowadziłam trochę więcej innych rzeczy, ale to już temat na osobny post.


Jeśli Ty też masz podobną historię, to bardzo chętnie o niej  przeczytam w komentarzu, o ile masz ochotę się nią podzielić :) 



Copyright © Czarne Światło , Blogger