Plany blogowe na 2022

Plany blogowe na 2022

Zaczął się kolejny rok, więc mam kilka planów blogowych na niego. Od razu mówię, że żadne tam postanowienia noworoczne, bo ich nie robię, ot kilka takich założeń, na zasadzie, że chcę tak zrobić, generalnie to zobaczymy, jak mi wyjdzie w praniu, czyli tak, jak to zawsze jest ze mną.

Przynajmniej 3 posty w miesiącu - na początku założyłam post tygodniowo, ale nie jestem pewna, czy bym dała radę, więc myślę, że trzy posty w miesiącu, czyli mniej więcej jeden na półtora tygodnia, będzie okej. Na początku nawet chciałam sobie ustalić jeden konkretny dzień na publikację, ale dwuzmianowy system pracy mi to skutecznie utrudnił, natomiast weekendy odpadają, ponieważ tutaj jest różnie; raz mogę mieć go wolny, a w następny mogę być fotografem i nie będę miała czasu na nic. 

Zmiana nazwy strony na fb - dokładnie. To jest coś, z czym nosiłam się już od dawna. Co prawda na blogspocie nadal będę figurować jako Niedoskonała, ale strona przejmie nazwę bloga. Oczywiście nadal będą pojawiać się tam również rzeczy związane z moimi fanfikami.

Zmiana nazwy na instagramie - będzie brzmiała ona czarne_swiatlo, aby była bardziej zgrana z blogiem, po za tym będzie także łatwiej zapamiętać. 

Więcej recenzji książek i postów okołoksiążkowych - jakiś czas temu, w moim życiu pojawił się okres, w którym czytałam mniej, ale teraz staram się to naprostować, dlatego tutaj pojawi się więcej recenzji oraz postów okołoksiążkowych typu moja ostatnia seria o Harrym Potterze, czy inne podobne.

Pojawią się posty o samym pisaniu - od dawna chciałam coś takiego wprowadzić, ale nie chciałam też, aby nie było na blogu zbyt wiele różnych tematów. 

Znikną kwartalniki - mogliście zauważyć, że ten grudniowy już się nie pojawił. Te posty po prostu mnie męczyły i zawsze pisałam je na siłę, więc postanowiłam, że nie będę robić czegoś, co mnie męczy. 

Nie będę wstawiać sesji fotograficznych - postanowiłam, że nie będą się tutaj pojawiały, ponieważ i tak wszystko wstawiam zarówno na facebooku i na instagramie, a część zdjęć pojawia się także na mojej stronie. Chyba, że będzie to jakaś naprawdę oryginalna sesja i będę chciała ją pokazać, ale generalnie znikną. 

Porządek na blogu  - szablon zostaje, ale zamierzam co nieco uporządkować zakładki oraz boczną kolumnę. Zbierałam się do tego już dawno, ale mi się nie chciało. 


Chyba to byłoby tyle na tą chwilę, mam nadzieję, że wszystko się uda. 

12 dobrych rzeczy, które spotkały mnie w 2021

12 dobrych rzeczy, które spotkały mnie w 2021

Właśnie skończył się rok 2021 i muszę o tym powiedzieć, bo oczywiście nikt nie ma w domu kalendarza, wiadomo. To czas, gdzie wszyscy robią podsumowania, a ja jak co roku zamierzam wyłamać się z tego schematu i zamiast wszystko podsumowywać, to ponownie powiem tylko kilka słów o 12 dobrych rzeczach, które spotkały mnie w ostatnich miesiącach; tak jak i w poprzednich latach.  Kolejność losowa, po prostu wymieniałam te rzeczy tak, jak mi przyszły do głowy. 


1. Spotkanie z przyjaciółką z internetu - dzięki moim pasjom, zwłaszcza tej pisarskiej poznałam masę świetnych ludzi i niektórych z nich spokojnie mogę nazwać mianem przyjaciela, mimo że dzieli nas setki kilometrów.  Tak właśnie jest w tym przypadku i choć z Weronika znamy się od około 5-6 lat, to dopiero teraz spotkałyśmy się po raz pierwszy. Kiedy pojechałam do niej do Nowego Targu, to był też pierwszy raz, kiedy widziałam góry; co prawda z daleka, ale jednak.

2. Wyjazd nad morze - być może tutaj ktoś się zaśmieje, jeśli jeździ co roku w wakacje, ale ja nad morzem byłam w dzieciństwie tylko raz. Z tego powodu uznaję to za fajną rzecz.


3. Wyjazd do Energylandii - w sumie to ja lubię wszelkie wyjazdy, a do Energylandii zdecydowanie warto było się wybrać i wiem, że będę chciała tam jeszcze raz ruszyć. Mam już nawet wstępne plany. 

4. Zaufała mi para młoda i pozwolili uwiecznić ich ślub - tak, to było dla mnie jedno z najfajniejszych wydarzeń tego roku pod kątem fotograficznym. Pisałam wcześniej post na ten temat i zamieściłam w nim kilka zdjęć. Czy będę dodawała post z reportażem, jeszcze nie wiem. Miałam to w planach, ale zobaczymy.

5. Warszawskie Targi Książki kolejny wyjazd na tej liście, choć nie tak daleki, bo Warszawę mam rzut beretem.  To były pierwsze zorganizowane tego typu wydarzenie, odkąd wybuchła pandemia i szczerze mówiąc w takiej formie podobało mi się o wiele bardziej, niż te, które miały miejsce przed covidem. Tym razem były przed Pałacem Kultury, na świeżym powietrzu, a nie na Stadionie Narodowym, gdzie przy takiej ilości ludzi było duszno, oraz każdy na siebie wpadał. I oczywiście nie obyło się bez kupna książek! Co prawda byłam tylko pierwszego dnia (czwartek), a wiadomo, że wtedy nic ciekawego się nie dzieje, no ale jednak. 

6. Koncert Sanah - uwielbiam wszelkie koncerty! Było ich pare w tym roku, ale wspominam o Sanah, ponieważ chyba był to mój pierwszy w tym roku i ogólnie był świetny. 

7. Zrobiłam tatuaż - tatuaż, którego się nie spodziewałam, którego nie było w planach. Generalnie ja nigdy nie byłam przeciwna tatuażom, ale zawsze bardziej podobały mi się na kimś i nie miałam pojęcia, czy sama bym się na coś takiego odważyła. Byliśmy nad morzem w majówkę, obok było studio tatuażu i padło hasło, robimy sobie wspólny tatuaż. I ot, cała historia. 

8. Tydzień Pisarski - wzięłam udział w lato w pisarskim tygodniu u Writeforwrite i udało mi się uczestniczyć każdego dnia. To była bardzo fajna akcja, która dużo wniosła do moich tekstów. 

9. Ukończenie Camp NanoWriMo w kwietniu - O NaNoWriMo już mówiłam, jest ono zazwyczaj w listopadzie. Natomiast tzw. Campy są w kwietniu i w lipcu i jest to takie mini-nano. Tutaj chodzi o to, że samemu wyznacza sobie cel; u mnie było to 30 tyś słów i osiągnęłam to bodajże w połowie miesiąca. Pamiętam także, że wtedy pobiłam swoje pisarskie rekordy. 

10. Po wielu latach zagrałam w swoja ulubioną grę z dzieciństwa - jako dzieciak mnóstwo czasu spędziłam grając w Gothica, a potem o tym zapomniałam, tak jak i otym ile frafjdy mi to sprawiało. Czasami były momenty, że sobie pomyslałam, że zagram, ale nie sądziłam, że tak stara gra pójdzie na Windows 10. A jednak. 

11. Byłam na weselu, ale nie jako fotograf - ja naprawdę lubię wesela, zawsze uważałam, że to impreza z klimatem, którego nie znajdziemy nigdzie indziej i zawsze się cieszę, jeżeli się jakieś trafi.

12. Wciąż prowadzę ten blog - tak, to warto tutaj napisać, ponieważ czasami mój brak chęci na cokolwiek i lenistwo potrafią mi wyrządzić dużo szkody, więc cieszę się, że mimo wszystko wciąż tutaj jestem. 

A Ciebie co fajnego spotkało  w minionym roku? Napisz kilka rzeczy!


Marcelina i lampki, czyli kolejna sesja zdjeciowa

Marcelina i lampki, czyli kolejna sesja zdjeciowa

Już po świętach, ale nadal pozostaję w ich klimacie i chciałabym zaprezentować ostatnią wykonaną przeze mnie sesje zdjęciową. Razem z Marceliną, którą już nie po raz pierwszy fotografowałam, pomyślałyśmy, że możemy wykonać zdjęcia ze światełkami, wieczorem. Do tego dołożyłyśmy długą białą suknię i to wszystko dało efekt, który właśnie zobaczysz. Miałyśmy dwa rodzaje lampek; jedne w odcieniu ciepłym, drugie w chłodnym. Jedyne, co było niepomyślne to pogoda, ponieważ sesję wykonywałyśmy w kilkustopniowym mrozie, wiec tutaj brawa należą się Marcelinie.










Maxmodels Marceliny | Instagram Marceliny

Jak podobają Ci się zdjęcia?

Brak logiki w Harry'm Potterze? x2

Brak logiki w Harry'm Potterze? x2

Pamiętacie, jak jakiś czas temu  bardzo daawno temu opublikowałam wpis o nielogicznościach w Harry'm Potterze i obiecałam część drugą? Więc tak oto od czerwca ten czas szybko zleciał i choć wpis był gotowy i przygotowany do publikacji w kopiach roboczych, to jakoś się nie złożyło, aby ujrzał światło dzienne. Myślę jednak, że już na niego przyszedł czas. To druga i ostatnia część, która dotyczy reszty tomów i te rzeczy zebrałam razem, ponieważ było ich o wiele mniej, niż w samym Kamieniu Filozoficznym. To jak, zaciekawieni?

1. Skoro Weasleyowie byli biedni, dlaczego książek Lockharta ich dzieci nie mogły sobie pożyczać?

Nie wiem jak to działało w Hogwarcie, ale ja i moje rodzeństwo mieliśmy te same książki, jeżeli były takie same. Nie kupowaliśmy kilku egzemplarzy. Pamiętam nawet, że któregoś roku ja będąc w technikum i brat w liceum na tym samym roku mieliśmy jeden podręcznik do któregoś przedmiotu i się po prostu wymienialiśmy, mimo że byliśmy w innych szkołach. Fakt, to było nie do końca dobre rozwiązanie, jeśli mieliśmy w tym samym dniu te zajęcia, ale Weasleyowie chodzili do jednej szkoły i uczył ich ten sam nauczyciel, więc w jednym czasie nie mogli mieć tych lekcji. 

2. Dlaczego jako woźny pracował charłak?

Czarodzieje mogą ot tak, prostym zaklęciem wszystko posprzątać, wobec dlaczego, jako woźnego zatrudnili kogoś, kto tej magii nie posiada? Filch, który nie potrafił czarować wszystko musiał zrobić ręcznie i się bardzo męczyć. Przecież zamek był ogromny! Czy to już nie znęcanie? Wiadomo, zajmował się nie tylko sprzątaniem, bo pilnował również porządku, ale na pewno byłoby łatwiej to wszystko zrobić jakiemuś czarodziejowi, a nie wątpię, że znalazł by się ktoś, kto chciałby pracować w Hogwarcie.

3. Nikt nie zauważył Petera na mapie Huncwotów ani tego, że szczur żyje zbyt długo.

Właśnie, dlaczego Fred i George nie zauważyli, nawet przypadkiem, że z jego bratem ciągle jest Peter Pettigrew, który nie żyje od wielu lat? Jasne, na pewno ich celem nie było to, aby stale obserwować Rona, ale czy nie zauważyli nawet przypadkiem? Tak samo, jak nikt nie zwrócił uwagi, że z Parszywkiem może być coś nie tak.

Tutaj mam swoją teorię, ale może być ona błędna; czarodzieja w animagicznej postaci nie było widać na mapie. Co sądzisz o tej teorii? Jest realna?


4. Dlaczego na koniec roku w Czarze Ognia, Harry nie zauważył testrali?

Harry spostrzega testrale dopiero w piątym tomie, gdy jedzie do Hogwartu, a jednak powinien móc je dostrzec już na koniec czwartego tomu, gdy wracał z Hogwartu. Ukazują się one czarodziejowi, który widział czyjąś śmierć, a Cedric zginął pod koniec czwartego roku. 

5. Hermiona uznała, że nie rzucała zaklęcia zapomnienia, więc kto wyczyścił pamięć jej rodzicom?

 W Insygniach Śmierci, gdy Złote Trio zostało zaatakowane przez śmierciożerców w mugolskim świecie i postanowiono, że po prostu usuną im pamięć, zamiast zabić, Hermiona powiedziała, że nigdy nie rzucała zaklęcia zapomnienia, a przecież wcześniej dowiadujemy się, że zmieniła pamięć swoim rodzicom, tak, aby nie mieli pojęcia o jej istnieniu. Czyżby już o tym zapomniała?

Psst... Jeśli umknął Ci pierwszy post z serii, to tutaj możesz go przeczytać! 

To by było na tyle! A może Ciebie również zastanowiło coś w Harry'm Potterze?

Po NaNoWriMo! Udało się, czy nie?

Po NaNoWriMo! Udało się, czy nie?

 Tak jak mówiłam na początku listopada, ponownie brałam udział w tym roku w NaNoWriMo, czyli takiej ogólnoświatowej akcji pisarskiej. Dokładniej to wyjaśniałam w tamtym poście, do którego odsyłam, jeśli nie wiesz o czym teraz mówię. 

>> Czym jest NaNoWriMo?  

Miałam swoje plany na ten miesiąc, ale bardzo szybko się okazało, że nijak się mają do tego, jak to wyglądało w rzeczywistości. Generalnie nie ukończyłam NaNo, tak jak zakładałam i napisałam trochę mniej, niż chciałam. Liczyłam, że uda mi się osiągnąć połowę NaNowego celu, czyli 25 tysięcy słów, ale napisałam ich niespełna 20 tysięcy.


Nie pobiłam także żadnych swoich rekordów, tak jak zrobiłam to w kwietniu na Campie, ani nic nadzwyczajnego.

Czy jestem zadowolona?

Mimo wszystko tak, bo rok temu napisałam mniej. 

NaNoWriMo to też było dla mnie wyzwanie pod kątem tego, że musiałam trzymać się jednego projektu, a ja jestem przyzwyczajona, że piszę to, na co mam aktualnie ochotę i sobie przeskakuje miedzy projektami. W połowie wpadł mi pomysł na zupełnie inny i musiałam go spisać i naprawdę cudem się powstrzymałam, aby nie zacząć pisać tamtego.  A kusiło jak cholera!

Na początku listopada zawzięłam się również i skończyłam obrabiać wesele, więc zamiast pisać, to przez tydzień siedziałam nad zdjęciami. Wyjątek, to lajwy Natalii Brożek, bo to na nich pisałam najwięcej.

W trakcie pisania ogarnęłam także, że trochę porwałam się z motyką na słońce, ponieważ to chyba nie był jeszcze odpowiedni czas na ten projekt. Nie powiem, tematyka w zasadzie nie jest najprostsza i nigdy czegoś takiego nie pisałam. Dlaczego?

Jesteś dla mnie jabłkiem, bo taki tytuł nosi ten projekt, to w zamyśle historia o dwojgu ludzi, którzy szczerze się w sobie zakochali, ale nie jest dane im być razem. Agata wywodzi się z bardzo katolickiej rodziny, jest graficzką w lokalnej drukarni, a przede wszystkim kocha poezję i marzy o wydaniu tomiku ze swoimi wierszami. Pawła poznaje na weselu i jest nim zachwycona, bo odnalazła w nim wszystko to, czego szukała u płci przeciwnej. Mężczyzna jest bratem Pana Młodego, oraz... wikarym, a nade wszystko głęboko wierzącym człowiekiem, który boi się grzechu i tego, że mógłby opuścić ścieżkę, wyznaczoną mu przez Boga. Los sprawia, że Paweł rezyduje w parafii Agaty, a miedzy nimi wywiązuje się przyjaźń, choć oboje cierpią z tego samego powodu. 

Zaciekawieni?

Bardzo chcę to napisać, bo to chyba jeden z moich najbardziej szalonych projektów i wiem, że to zrobię. Kiedy? Nie mam pojęcia.

Przede wszystkim muszę jeszcze raz zrobić dobry reserch, oraz dopracować niektórych bohaterów, bo parę pomysłów wpadło mi do głowy w listopadzie, ale nie było wtedy czasu, aby roztrząsać je, ani tworzyć nowych bohaterów.

Planuję wrócić do tego projektu podczas któregoś z Campów NaNo (takie mini NaNo, ale samemu się ustala cel) w kwietniu badź lipcu, jeśli nie najdzie mnie nagle ochota na pisanie czegoś innego, bo ze mną to nigdy nic nie wiadomo. Później może wrzucę to na Wattpada, o ile ta historia będzie miała ręce i nogi, bo to mimo wszystko nie jest powieść, którą chciałabym zadebiutować.

Czy to koniec mojej przygody z NaNoWriMo? Zdecydowanie nie!

I na koniec gratuluję wszystkim, którym się udało wygrać NaNoWriMo, oraz tym, którzy się podjęli. Najważniejsze, aby ruszyć do przodu! 

Grudniowe ogłoszenie; w prawej kolumnie pojawił się blogowy kalendarz adwentowy, na którym codziennie (mam nadzieję), będę dodawała nowy blog, aż do Wigilii, więc zachęcam do zerkania, jeśli chcesz poznać nowe, ciekawe treści. A kto wie, może Twój blog też się tam znajdzie? :) 

Zielone smoothie zero-waste, czyli jak wykorzystać liście z rzodkiewki

Zielone smoothie zero-waste, czyli jak wykorzystać liście z rzodkiewki

Dzisiaj przychodzę z postem kulinarnym, ale to nie będzie typowy przepis, choć on także też się niżej pojawi. Wiesz już, że ja nie lubię niczego wyrzucać i choć nie jestem ani minimalistką, ani nie żyję według zasad zero, czy less waste, to jednak czasami przejmuje te nawyki, czy staram się, aby było ekologicznie.



Dawno temu usłyszałam, że liście rzodkiewki są jadalne, a nawet, że są smaczne, a każdy je wyrzuca. Tak samo podobno jest z nacią marchwi, choć tej drugiej nie próbowałam xD. Jednak ta rzodkiewka mnie zaskoczyła, bo przecież każdy je wyrzuca i nawet nie przyszłoby mi do głowy, że można je wykorzystać, więc musiałam to sprawdzić. I okazało się, że są całkiem smaczne, jakbym miała je do czegoś porównać, to powiedziałbym, że liście rzodkiewki to coś pomiędzy szpinakiem, a rukolą, więc jeśli je lubisz, to rzodkiewkową zieleninę także polubisz.

Do czego można wykorzystać liście rzodkiewki?

1. Do sałatek; tak jak sałatę, szpinak, roszpunkę i inną wszelką zieleninę.

2. Na kanapki! Najprostsze rozwiązanie i też pyszne.

3. Do pasty kanapkowej; wiem, że kiedyś robiłam z awokado, z liści i bodajże oleju z suszonych pomidorów, na którymś starym blogu miałam przepis, wiec jak znajdę, to kiedyś go podrzucę.

4. Do smoothie i koktajli i poniżej znajdziesz pomysł na jeden z nich, bo do smoothie możesz dodać tak naprawdę co chcesz.

Zielone smoothie

Składniki; garść liści rzodkiewki, banan, sok z cytryny, jogurt naturalny, cukier lub inne słodzidło, odrobina wody

Wykonanie: wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować na gładką masę. Jeżeli lubisz bardziej płynne smoothie, to dolej wody i ponownie wymieszaj.

Generalnie można dodać również inne owoce bądź warzywa; szpinak, pomarańczę, mango, ananas itp i również będzie smaczne. Zależy co masz pod ręką :)  Świetnie sprawdzą się również mrożonki!


A Ty znasz jakieś zastosowanie nieoczywistych części warzyw?

Arabska szkoła dla dziewcząt, przyjemne romansidło z przekazem oraz o nieco zbuntowanej dziewczynie, czyli ponownie trochę kultury!

Arabska szkoła dla dziewcząt, przyjemne romansidło z przekazem oraz o nieco zbuntowanej dziewczynie, czyli ponownie trochę kultury!

Ale mi się długi tytuł napisał! Co jakiś czas na blogu pojawia się post typowo serialowo-filmowy i tym razem znów uzbierało mi się kilka z nich, o których mogę powiedzieć kilka słów. W zasadzie uzbierało by ich się więcej, ale ja zawsze się tak zabieram za pisanie recenzji, że potem zapominam o tym, co powinnam napisać. Z książkami mam tak samo, jak nie napiszę niczego od razu, to nie napiszę w ogóle, a tyle ich ostatnio miałam recenzować! Dzisiaj jednak mam serial i dwa filmy, które myślę że warto obejrzeć. I same dobre opinie tym razem, chociaż ogólnie wole się we wszystkim doszukiwać plusów.

AlRawabi School for Girls

 AlRawabi School for Girls to serial, który zobaczyłam przypadkiem. Lubię wszelkie szkolne produkcje, więc od razu zaczęłam oglądać. Serial jest krótki, bo ma tylko sześć odcinków i kończy się w takim momencie, że jedyne na co mam ochotę, to rozszarpanie reżysera na strzępy, bo nie wiem, jak można coś takiego widzowi zrobić, ale wnioskuje, że pewnie będzie drugi sezon po tym, albo i nie. Bo w zasadzie tą końcówkę można dwojako zrozumieć. 

Akcja dzieje się w kraju muzułmańskim, choć w zasadzie nie mam pojęcia jakim, bo tego nie powiedziano, a nie byłam tego aż tak ciekawa, aby sprawdzać. Wszystko rozgrywa się w prestiżowej szkole dla dziewcząt, gdzie ofiara próbuje odegrać się na swoich oprawczyniach. Tylko czy sama wtedy nie staje się taka, jak one? Gdzie jest granica tego, co można zrobić? Mocno skrzywdzona Mariam nie cofa się przed niczym, aby zemścić się na dręczących ją Layan, Rani i Ruqayyi. To dramat poruszający ważny problem społeczny. Co prawda serialowe realia znacznie się różnią, niż nasze, tam dziewczętom wolno o wiele mniej, niż u nas, a jednak czy tutaj, czy tam prześladowanie innych istnieje, tak jak i ci, którzy przymykają na to oko. I o tym jest ten serial. Przyznam, że bardzo się wciągnęłam i go naprawdę polecam. Ponadto to coś innego, jeżeli ktoś nie siedzi w klimatach kultury arabskiej, więc choćby dlatego warto na zerknąć na to, co wydarzyło się w AlRawabi School for Girls.

Cały On

Cały On to film, który obejrzałam przypadkiem. Włączyłam Netfliksa i zupełnie niechcący na niego kliknęłam i... po prostu nie wyłączyłam, bo nie zapowiadało się to jakoś źle. Cały On to romans (a może komedia romantyczna?). Głowna bohaterka jest znaną influencerką, której nagle wali się życie, co czego przyczynia się jedna z jej przyjaciółek, od początku zazdroszcząca jej wszystkiego, co osiągnęła. Dziewczyna próbuje się odbić od dna i przyjmuje wyzwanie, które polega na tym, że z nieogarniętego (według popularnych osób) chłopaka musi stworzyć kogoś, o kim ludzie będą mówić. Wybór pada na odludka i samotnika; Camerona. Cameron to chłopak, który nie istnieje w intrenecie, ma jedną przyjaciółkę oraz lubi robić zdjęcia, których i tak nikomu nie pokazuje, a także jeździć konno. Paige próbuje się do niego nieudolnie zbliżyć, co wydaje się podejrzane, czasami nawet mocno komiczne, aż w końcu sprawy zachodzą zbyt daleko.

Cały On to nie tylko głupie romansidło dla nastolatek. Uważam, że to całkiem w porządku film, podczas którego to główną bohaterka przechodzi prawdziwą przemianę. Oprócz tego pokazuje, że obserwatorzy na portalach nie są najważniejsi, do czego również dochodzi w końcu influencerka. Ponadto naprawdę świetnie bawiłam się oglądając tą produkcję.

Jak zostać gwiazdą?

To polska produkcja, która obejrzałam dlatego, że mi się nudziło i stwierdziłam, że może nie być zła. Raczej do naszych filmów podchodzę nieco sceptycznie, bo bardzo często okazują się bez szału, ale tutaj przyciągnął mnie zwiastun. Właściwie kiedy mi się włączył na Netfliksie, to na początku nie ogarnęłam, że to rodzima produkcja, bo głównej bohaterki nie rozpoznawałam. Dopiero po chwili zaczaiłam ten fakt, bo znalazłam znajome twarze bardziej znanych aktorów, ale i tak postanowiłam go obejrzeć. 

Główna bohaterka to dziewczyna, z ciętym językiem, która wydaje się nieco odstawać od reszty i zdecydowanie nie należy do tych najpopularniejszych osób w szkole. Marta Ostrowicz, nazywana często po prostu Ostrą wychowuje się bez ojca, którego szczerze nienawidzi i ma ogromny żal, że zostawił jej matkę w ciąży i wyjechał. Choć go nie poznała, to wie kim jest, ponieważ to znany piosenkarz i juror w programie rozrywkowym, w którym poszukiwano ludzi potrafiących śpiewać. Jeden z castingów odbywa się w rodzinnej miejscowości Olo (ojciec Marty) w Rozalinie, w którym także mieszka Marta z matką. Dziewczyna dostaje się na casting i wygarnia piosenkarzowi co o nim myśli. Producent programu jest zachwycony, bo skandal przysporzy popularności i postanawia przyjąć Martę do programu, licząc, że ją ośmieszy. Nikt jednak się nie spodziewał, że dziewczyna naprawdę potrafi śpiewać. 

Marta mierzy się z wieloma nowymi problemami; ojcem, którego nienawidzi, sławą którą nagle zyskała, czy okrutnymi prawami rządzącymi show-biznesem, bo ma nie tylko przyjaciół, oraz i wrogów. 

Czy polecam? Zdecydowanie tak!


Oglądaliście coś z tej listy? Jak wrażenia?

Copyright © Czarne Światło , Blogger