Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiece. Pokaż wszystkie posty
5 rzeczy, które każda książkara powinna zrobić latem

5 rzeczy, które każda książkara powinna zrobić latem

Kilka dni temu rozpoczęło się lato, z czego jestem naprawdę bardzo zadowolona, bo to moja ulubiona pora roku (choć wiosnę też bardzo lubię). Latem najczęściej są festiwale, koncerty, czy można posiedzieć nad wodą. Upał? Trudno, coś za coś! Latem nie możemy zapominać także o książkach, dlatego przygotowałam kilka punktów, które każda książkara powinna odhaczyć latem.



Kupić książkę na wakacjach
Jedni przywożą pamiątki, a książkary przywożą... książki! W tamtym roku, będąc na prawie każdym wyjeździe, wróciłam z książką, serio! I w sumie wyszło to całkiem przypadkiem. Moje koleżanki nad morzem patrzyły za magnesami, a ja znalazłam stoisko z tanimi książkami. Będąc we Wrocławiu, także z przyjaciółką wy haczyłyśmy książki, a zwiedzając Pragę, nie mogłyśmy ot tak ominąć czeskiej księgarni, aby sobie chociaż troszkę pooglądać... Więc czemu nie powtórzyć tego w tym roku?

Poczytać nad wodą
(lub w innym miejscu, które kojarzy Ci się z latem, jeśli nie lubisz przebywać nad wodą)
Chodzi po prostu o to, aby zabrać książkę na wakacje (lub poczytać tą kupioną na wakacjach). Urlop, czy wakacje z reguły służą po to, aby wypocząć, a jak można lepiej wypocząć, niż czytając?

Odwiedzić fajne, książkowe miejsce
Tak, to było już w zestawieniu wiosennym, ale lato również sprzyja w odwiedzaniu nowych miejscówek, nawet bardziej, niż wiosna, więc nie mogło go zabraknąć na tej liście.

Przeczytać książkę z dzieciństwa
Zawsze to jakaś odmiana, prawda? Pamiętasz, jaka była Twoja ulubiona książka za dzieciaka? Czemu po nią nie sięgnąć raz jeszcze? Ja się jeszcze zastanawiam, czy przeczytać ponownie Anię z Zielonego Wzgórza, Dzieci z Bullerbyn, czy kolejną część Harry'ego Pottera, którego reread zaczęłam w tym roku.

Przeczytaj książkę, która leży na kupce wstydu
A to jest taki punkt, dzięki któremu w te lato poczujemy się lepiej. Bo zawsze to przyjemniej, gdy wiesz, że na Twojej kupce wstydu jest jedna książka mniej, prawda?

Podobają Ci się moje pomysły?
5 rzeczy, które każda książkara powinna zrobić na wiosnę

5 rzeczy, które każda książkara powinna zrobić na wiosnę

Mamy właśnie środek wiosny, więc w sam raz, aby napisać parę sów o tym, co każda książkara, powinna zrobić wiosną, bo czasem warto się ruszyć i porobić coś jeszcze. Co prawda miałam już to wrzucić w kwietniu, ale jakoś ten czas uciekał.


1. Odkurzyć książki.
Widzisz tę stertę kurzu, która się zbiera na Twoich książkach? A może na półce (lub półkach) leżą jakieś niepotrzebne rzeczy? Wiosna to czas wiosennych porządków, więc warto zadbać też o nasze papierowe przyjaciółki.
2. Zrobić porządek w biblioteczce i pozbyć się książek, które są niepotrzebne.
Skoro już odkurzamy te książki, to może warto przeprowadzić zmiany w biblioteczce? Przeorganizować ją albo nawet pozbyć się części z tomów, które tam zalegają? Umówmy się szczerze, większości nie przeczytasz ponownie, a część z tych książek pewnie nawet Ci się nie spodobała, prawda? Warto je oddać albo sprzedać, aby mieć miejsce oraz pieniądze na nowe książki. Sama raz na jakiś czas robię taką selekcję książek: zostawiam te, które mi się bardzo podobały, które mają dla mnie jakieś znaczenie, czy wiem, że przeczytam jej ponownie, ewentualnie bardzo mi się podobają wizualnie. Zawsze mam jakiś inny powód niż tylko chęć posiadania kolejnej książki.

Autoreklama: zapraszam na mój Vinted, mam tam parę książek, a na dniach pojawią się pewnie kolejne! Link na pasku u góry strony :) 


3. Poczytać na dworze
Przyznaję się, że to jeszcze przede mną, ale warto wyjść i poczytać na balkonie, na ławce w parku, czy w ogródku. Gdziekolwiek, ale na zewnątrz. Przez całą zimę i pewnie jesień, byliśmy zamknięci w domach z powodu zimna (nie wspomnę o tych pandemicznych latach, gdzie też siedzieliśmy w domu), więc wyjście na świeże powietrze, zawsze będzie dobrym pomysłem.
4. Zrobić wiosenną sesję książce
Bo dlaczego nie? Weź jakąś książkę i zrób jej parę zdjęć, pokombinuj z kompozycją. Zdjęcia książek zawsze cieszą oczy.
5. Odwiedzić jakieś fajne, książkowe miejsce
Wspomniałam o wychodzeniu na zewnątrz, bo wiosna w ogóle sprzyja wychodzeniu. Jeśli nie lubisz jednak siedzieć na dworze, to może warto odwiedzić jakieś ciekawe książkowe miejsce? Po całej Polsce są rozsiane różne knajpki związane z literaturą, więc jeśli coś znajduje się blisko Ciebie, to może warto tam zajrzeć?

A według Ciebie, co każda książkara powinna zrobić na wiosnę? 
Kultura ⸻ na uroczo

Kultura ⸻ na uroczo

    Hej! Od jakiegoś czasu ten post wisi w roboczych i mam przygotowane dla Was trzy recenzje wyjątkowo uroczych produkcji. Będzie to serial, film i książka. Zazwyczaj oglądam i czytam fantasy, ale lubię także czasami zerknąć na jakiś niewymagający romans, coś rozbrajającego i uroczego, jak te trzy, które poniżej Wam zaprezentuję. Nie obiecuję, ale mam nadzieję, że jednak będę częściej tutaj publikować, niż do tej pory i mam nawet pewien pomysł na post recenzencko-książkowy, który przy okazji zmotywuje mnie do czytania^^. Mam już prawie przygotowany post o pewnej sytuacji, która mi się ostatnio zdarzyła, a z tym wiąże się temat wychodzenia ze swojej strefy komfortu. Ale o tym kiedy indziej :) Wróćmy jednak do tematu postu, którym są te trzy urocze rzeczy przedstawione poniżej.




    Na pierwszy ogień leci serial:

Heartstopper

    Lubię wszelkie filmy osadzone w szkole, bo w zasadzie na początku myślałam, że to film i bez wielkiego rozkminiania, postanowiłam to obejrzeć, choć produkcje w klimatach lgbt, to nie do końca moja bajka. Bardzo szybko też okazało się, że to nie film, a serial, jakoś to przeoczyłam na samym początku.

    Miejsce akcji to amerykańska szkoła, a głównym bohaterem jest Charlie i cała szkolna społeczność wie o tym, że jest gejem, przez co jest często szykanowany. W nowym roku został przydzielony na zajęciach do Nicka, z którym wydawało się, że nie mają niczego wspólnego. Nick jest graczem rugby i należy do popularnych osób, a jego znajomi bardzo często napadają na Charlie'ego, oraz jego grupę. A jednak, z pozoru nic ich nie łączy, a tak naprawdę mają bardzo wiele wspólnego i zaczynają się przyjaźnić.

    Heartstopper to serial o nastoletniej, tajnej miłości pomiędzy dwoma chłopakami, o próbie zrozumienia siebie, przeciwnościach losu. To także serial, który bardzo dużo traktuje o przyjaźni, bo ona również jest jednym z głównych motywów.

    Ogólnie rzecz biorąc, to nie jest moja ulubiona tematyka, to ten miniserial oglądało mi się bardzo dobrze i uważam go za bardzo uroczy. Momentami był przerysowany, ale najbardziej chyba urzekły mnie takie graficzne, animowane wstawki w kluczowych scenach, które tylko podkreślały iskrzenie pomiędzy bohaterami oraz dodawały temu wszystkiemu uroku (Swoją drogą to polecam po prostu w google wpisać "heartstopper" i zobaczycie te uroczności. Bo Heartstopper to chyba najbardziej uroczy serial, który obejrzałam. A teraz w sierpniu, obejrzałam go ponownie i zachwycałam się tak samo, jak za pierwszym razem, choć oddałabym wszystko, aby móc obejrzeć go jeszcze raz, po raz pierwszy.



Sierra Burges jest przegrywem

    Ten film oglądałam już kilka razy i na pewno obejrzę go jeszcze nie raz. Zainteresował mnie już sam tytuł, a zwiastun dołożył swoją cegiełkę, bo od razu dostrzegłam, że główna bohaterka na pierwszy rzut oka nie jest taka, jak inne dziewczęta, a raczej jest przedstawicielką tej grupy, w której nikt nie chciałby się znaleźć. Co w sumie sugeruje nam już tytuł, brawo geniuszu bystrości. Recenzowałam już ten film na jakimś moim starym blogu, ale postanowiłam umieścić go tutaj, ponieważ jest tak cudowny, że trzeba o nim mówić.

    Sierra Burgers to licealistka; inteligentna, miła, dobra, udziela korepetycji i gra w orkiestrze, ale jednak nie jest zbyt przebojowa, a ponadto żyje w cieniu ojca-pisarza. Ma tylko jednego przyjaciela, z którym spędza czas, a czasami jest także gnębiona przez innych; choćby przez jedną ze szkolnych gwiazd, ponieważ brakuje jej jednego — ładnego wyglądu. Sierra nie jest dziewczyną, która łagodnie mówiąc, wpasowuje się w gusta każdego mężczyzny, choć osobiście uważam, że dziewczyna wygląda bardzo uroczo.
    Mamy też tutaj drugą stronę; Veronica to ładna i zgrabna cheelederka, szkolna gwiazda, która także jest często bardzo złośliwa dla Sierry. W ramach żartu podaje jej numer telefonu jednemu z przystojniaków, nawet nie wiedząc, jakie zamieszanie tym spowoduje. Sierra nie wie, że Jamey myśli, iż pisze z Veronicą, dopiero później się orientuje, a ona sama postanawia ją udawać, jednocześnie starając się, aby przez jej samą osobowość zatrzymać przy sobie chłopaka. Wplątuje w to Veronicę, której także i ona pomaga.

    Od początku widzimy tu także podział na postacie; dobra Sierra i zła Veronica, a jednak film zaskakuje. Obserwujemy tu przemianę bohaterek; Sierra jest zwykłą nastolatką, która popełnia błędy. Nie jest ideałem i to bardzo nadaje jej realności. Zawsze dobra, zawsze uczynna, robi coś, co sprawia, że to ona jest tą złą, a potem tego żałuje i wszystko próbuje naprawić. 
    Natomiast Veronica dostrzega to, jakie naprawdę jest jej życie i fakt, że ma jeszcze szansę się z tego wyrwać i wszystko naprawić. Dodać muszę, że sama Veronica także nie ma łatwego życia, choć na pierwszy rzut oka ono się właśnie takie wydaje.

    Sierra Burgers jest przegrywem, to historia nie tylko o nastoletniej miłości, ale także i o przyjaźni, która w normalnych okolicznościach nie miała prawa się pojawić. Jest to film wzruszający, a zarazem także poprawiający humor. Być może po tych wszystkich złych wydarzeniach, skończył się zbyt cukierkowo, jednak, aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało,

    Co mi się bardzo podobało w tym filmie? Pokazanie prawdziwej Sierry; tej nieidealnej, którą była od początku do końca. Jak była brzydkim kaczątkiem, tak nim została, nie przemieniła się w pięknego łabędzia, tak jak to się dzieje w bajkach, a mimo to mogła być szczęśliwa.
Bardzo podobały mi się również jej rozmowy z ojcem, który jak już wspomniałam, był pisarzem. Sierra i jej tata rozmawiali ze sobą często za pomocą... cytatów! Niewiarygodne, prawda? Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, ale jest genialny.
    Wątek głuchoniemego brata i przyjaźń jednego z głównych bohaterów z takim "fajtłapami", bo tego się nie spodziewałam. Niby to drobnostki, ale nadają całkiem fajnego klimatu całemu filmowi. Gorąco polecam obejrzeć!

Te wiedźmy nie płoną - Isabel Sterling

    Te Wiedźmy Nie Płoną autorstwa Isabel Sterling to książka, która bardzo długo zalegała mi na półce i jeszcze dłużej zabierałam się do napisania o niej kilku słów, ale oto nadarza się okazja, bo do tego wpisu brakowało mi jakiejś powieści, a ta doskonale wpasowuje się w jego temat swoim klimatem. Ponadto jeszcze Ci nie mówiłam o tej książce. I trzeba przyznać, ze wydawnictwo We Need Ya umie w piękne książki, nie? Akcja dzieje się w Salem, a Hannah to nastoletnia czarownica, która ukrywa swoje moce. Ponadto chowa się przed Krwawą Czarownicą, którą spotkała podczas jednej z wycieczek i stale ucieka, przed swoją była dziewczyną. Brzmi zachęcająco? No pewnie, że tak!

    Na jednej z imprez ludzie widzą dowód na istnienie magii, a główna bohaterka jest pewna, że to sprawka Krwawej Wiedźmy, która przybyła do Salem, aby ją dopaść. Ponadto w mieście pojawia się nowa dziewczyna: Morgan, a wkrótce potem okazuje się, że problemem magicznych w mieście stają się Łowcy Czarownic, co jeszcze bardziej zagęszcza całą akcję.

    Jest to prosta, acz przyjemna historia o nastolatkach: bo Hannah jest nastolatką i oprócz całej tej magicznej otoczki, posiada także nastoletnie problemy związane z przyjaźnią, czy pierwszymi miłostkami. Do tego powieść jest napisana prostym językiem i bardzo szybko się ją czyta. Pomimo tego, że na początku odrobinę mnie nudziła, to wciągnęłam się w fabułę i chciałam ją skończyć. Jeżeli wpadnie mi w ręce kolejny tom, bo wiem, że istnieje, to pewnie po niego sięgnę, ale też nie było to coś rewelacyjnego. Ot, takie czytadło na dwa wieczory, które nie jest zbyt wymagające. Czy przeczytam po raz kolejny? Raczej nie. Czy polecam? Raczej tak, nie mam za bardzo, do czego się przyczepić. Na pewno spodoba się fanom czarownic, magii, czy romansów lgbt — jeżeli lubisz to wszystko, to w tej książce masz cały pakiet.



Poleć mi coś równie uroczego!
10 tanich kosmetyków idealnych na lato!

10 tanich kosmetyków idealnych na lato!

Cześć! Dzisiaj mam dla Ciebie zestawienie kilkunastu tanich, ale za to sprawdzonych kosmetyków wprost idealnych na lato, choć nie tylko. Każdy z nich przetestowałam na sobie i byłam bardzo zadowolona, a w większości wciąż używam i są moimi ulubieńcami. Wszystkie są maksymalnie do 20 zł. Dużo kosmetyków jest do włosów, więc dodam jeszcze, że moje są średnioporowate: jeżeli Ty też takie masz, to prawdopodobnie polubią się i z Twoimi włosami. 


Płyn micelarny Bielenda Bouquet Nature

To jest moje największe odkrycie, jeżeli chodzi o demakijaż. Radzi sobie praktycznie z każdym makijażem, nie podrażnia mi skóry, a przede wszystkim oczu: jest naprawdę bardzo delikatny i dobrze działa. Dopóki nie odkryłam tego płynu, przetestowałam wiele różnych i większość strasznie podrażniała mi oczy. Kosztuje: bodajże 13 zł, czasami można dorwać taniej na promocji. Aktualnie na stronie natury można dorwać go za 5,49!


Szampon w kostce z Lidla, Cień 

Szampon w kostce zawsze wydawał mi się dziwnym produktem, bo jak to tak szampon w formie mydła. Mimo wszystko chciałam jednak spróbować tego specyfiku, bo podobno wydajny no i przede wszystkim ekologiczny, a ja staram się być trochę eko. W Lidlu trafiłam na niego zupełnym przypadkiem, a że był też niedrogi to postanowiłam wziać i zobaczyć, czy się polubię z tym produktem. Obecnie mam zużyte około pół kostki, może nawet nie, ale byłam zachwycona od pierwszego użycia. Są trzy wersje, ja mam ten z zieloną herbatą i aloesem, bo po prostu moje włosy z aloesem się lubią, ale planuję spróbować również innych wersji.

Koszt: około 10 zł.


Mgiełka do ciała Be Beauty Care

Na lato o wiele bardziej wolę mgiełki, niż jakiekolwiek perfumy. Spryskanie się mgiełką przy okazji trochę ochładza, dlatego je lubię. I mgiełek używa się o wiele częściej, niż perfum (przynajmniej ja tak mam), więc nie muszą być jakoś super trwałe, skoro i tak co chwilę się nimi pryskam. Dlatego wystarczą mi te mgiełki z Biedronki: duże butle intensywnym zapachu. Ich trwałość pozostawia sobie trochę do życzenia, ale zapachy są mega! Czego chcieć więcej za 7 złotych? 

Żel aloesowy Be Beuty

Żel Aloesowy to produkt, który przydaje się zawsze i do wszystkiego, zwłaszcza teraz, gdy za bardzo spalimy się na słońcu. Przez długi czas korzystałam z tego z Holiki, który jest świetny, choć cenę ma już mniej fajną. Pamiętam, że do tego biedronkowego nie mogłam się przekonać, żeby używać go do ciała, coś mi w nim nie pasowało, więc aby zużyć nakładałam go tylko pod olejowanie włosów. Nie wiem, w którym momencie się do niego przekonałam, bo teraz uważam, że jest super i praktycznie tylko ten żel kupuję. Jasne, nadal bardziej wolę ten z Holiki, ale ten z Be Beuty też mi się spodobał. I kosztuje około do 15 złotych. 

Maska Harmonia z Hebe

Ta maska to było moje odkrycie wszechczasów. Duża puszka produktu za 11 zł (przynajmniej tyle kosztowała gdy ją kupowałam), teraz widzę, że można dostać ją za 14.99, a to nadal jest świetna cena za litrowy produkt. Jest to maska nawilżająca i na moje włosy działa świetnie, o wiele bardziej wolę ten produkt, niż np nawilżające maski/odżywki z OnlyBio, pomimo tego, że tamte też są świetne.  Ja mam akurat wersję z aloesem i borówką, ale wydaje mi się, że można dostać również inne. Dostępna jest tylko w Hebe, więc polecam tam zajrzeć przy okazji. 

Krem do rąk Eveline Cosmetics ARGAN n VANILLA

To jest ostatnio zdecydowanie mój ulubiony krem do rąk. Jedyny z tego zestawienia, który używam krótki czas, ale jest naprawdę świetny. Oprócz tego, że ślicznie pachnie, to szybko wchłania się w skórę i świetnie nawilża. Bardzo spodobał się moim dłoniom. Kosztuje 11 zł, aktualnie jest na promocji na stronie Natury.

Część moich kosmetyków, albo się już skończyła, albo jest na wykończeniu, więc wolałam dać taki kolaż podglądowy ;) 


Marion olejki orientalne

Olejek do włosów Marion: macadamia oraz ylang-ylang cokolwiek to jest, świetnie zabezpiecza i odżywia końcówki. Póki co, to najlepszy olejek na końcówki, jaki używałam. Jak go gdzieś zobaczę, to na pewno zakupię sobie kolejne opakowanie, bo jest świetny. Póki co się wstrzymuję, bo robię zamówienie w Naturze akurat, a nie widzę go na stronie, ale internety mi mówią, że można dorwać go za niecałe 11 zł za 30 ml.

Bioelixire Olejek z czarnuszki

Kolejny olejek z czarnuszki, który jest wielokrotnie polecany i ja sama również się z nim polubiłam.  Choć ten z Marionu, jak dla mnie jest najlepszy, to temu wiele nie brakuje i mogę postawić go na drugim miejscu. I jego cena też jest niższa, choć biorąc pod uwagę to, że buteleczka to 20 ml, to myślę, że jednak jest na podobnym poziomie. Odkryłam go na Tik Toku i chwała za to, bo jest naprawdę święty. Ma też Filtr UV, więc w sam raz na lato! Nie wiem, jak Ty, ale ja go zamierzam sobie zamówić właśnie po raz kolejny. Kosztuje 7.99, dorwałam w Naturze, za 6,59 :) 

Suchy szampon do włosów Batiste

Ile ja się naszukałam suchego szamponu, który współgrałby z moimi włosami. Batiste było objawieniem, ale tylko ten z kokosem: z innymi moje włosy się nie lubią. Wykorzystałam już kilka, albo nawet kilkanaście opakowań. Moje włosy wymagają codziennego mycia, a wiadomo, że nie zawsze chce się to robić. Zwłaszcza teraz, gdy jest tak gorąco i odechciewa się naprawdę wszystkiego, to suchy szampon jest wybawieniem. Polecam tą markę, każda na pewno znajdzie szampon odpowieni do swoich włosów. 

Balsam Eveline vegan do ciała

To też jest produkt, którego zużyłam już naście opakowań. Pięknie pachnie i świetnie nawilża skórę. Aktualnie nie korzystam, bo staram się używać, jak najmniej kosmetyków i po prostu zastąpiłam go żelem aloesowym, ale jeżeli będę chciała wrócić do balsamu, to tylko i wyłącznie ten. Żaden inny. Wciąż zachwycam się jego zapachem.

Mini paletki cieni z Makeup Obsession

Bonusowo postanowiłam dołożyć jedenasty produkt do listy, choć on jako jedyny kosztuje powyżej 20 zł (ale mniej, niż 30). Uwielbiam palety cieni z tej marki, jak za tą cenę są świetne: o wiele bardziej wolę, niż na przykład tak rozsławione czekoladki z Makeup Revolution.  Na lato świetna jest mini wersja paletek: mieści się w każdej torebce, a do tego ma lusterko, więc zawsze można ją ze sobą zabrać, aby poprawić makijaż. W wersji mini mam tą niebieską i zrobiłam już nią mnóstwo makijaży. 

To już wszystko w dzisiejszym zestawieniu, mam nadzieję, że znajdziesz dla siebie coś wśród polecajek. A może już używasz któryś z kosmetyków? Dodam jeszcze, że ten pis absolutnie nie jest sponsorowany, bo parę razy wspomniałam o promocjach, a pisząc ten wpis, po prostu kompletowałam przy okazji również swoje zamówienie kosmetyków, które aktualnie składałam w Naturze. Mam nadzieję, że podobało Ci się zestawienie tanich kosmetyków na lato do dwudziestu złotych ;) 

Znasz te kosmetyki? Możesz mi podać swoje 3 must have na lato!

SOUVRE - Szampon i odżywka kolagenowe. Warto, czy nie?

SOUVRE - Szampon i odżywka kolagenowe. Warto, czy nie?

Nie mówię o tym jakoś szczególnie, ale od jakiegoś czasu staram się poprawnie dbać o włosy: przestałam farbować (nie znaczy, że więcej tego nie zrobię, bo mnie kusi) zainteresowałam się olejowaniem oraz dobieraniem odpowiednich odżywek, aby moje włosy były jak najładniejsze, a przede wszystkim zdrowe. Z tego powodu testuję całkiem sporo różnych odżywek do włosów i wciąż poznaję nowe produkty. W zasadzie miałam stworzyć post o najlepszych i optymalnych cenowo odżywkach do włosów.  Tak btw. warto przeczytać post do końca, bo mam dla Ciebie rabat!

I tak w moje ręce wpadły szampon oraz odżywka do włosów z firmy S'ovre, choć daleko im do tych optymalnie cenowo, o których wspomniałam wyżej. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, ale firma oferuje również współpracę biznesową*, więc postanowiłam rozeznać się w produktach, które oferują i tak natknęłam się na odżywkę i szampon kolagenowy. Generalnie planowałam przetestować tylko odżywkę, ponieważ mam swój sprawdzony szampon, a ostatnio poznałam kolejny, który mi się sprawdza, więc nie potrzebowałam kolejnego. Jestem mimo wszystko pro eko i choć kosmetyki do włosów są moją słabością, to nie chcę mieć też mnóstwa produktów. Jednak został mi także polecony i szampon, który razem z odzywką podobno działa cuda, więc się skusiłam na próbkę, tym bardziej, że kupno mojego ulubionego szamponu jest teraz utrudnione. 

Kiedy paczka do mnie przyszła, pierwsze wrażenie było dobre, ponieważ została zapakowana bez plastiku, ekologicznie, co jest zdecydowanie na plus. Produkty były również dobrze zabezpieczone: finalnie zamówiłam szampon, odżywkę, żel kolagenowy do mycia twarzy i produkt z chemii domowej i każdy z nich był dokładnie zabezpieczony papierem i nie było opcji, aby coś się z nimi stało, nawet jeżeli paczka zostałaby uszkodzona w transporcie. Na co dzień pracuję w miejscu, gdzie również zajmuję się pakowaniem paczek kurierskich i wiem, w jakim stanie czasami przesyłki potrafią dotrzeć do klienta, bądź wrócić. Dlatego pierwsze wrażenie, jak najbardziej dobrze.

Pierwsze wrażenie po otwarciu produktu: średnie. Zapach był dziwny, ale nie nieprzyjemny i to wywołało u mnie takie wrażenie. Później doszłam do wniosku, że to musi być woń kolagenu, na którym bazują te produkty, ponieważ obydwa, oraz inny, który nie jest tematem tej recenzji pachniały praktycznie tak samo. 

Szampon jest z tych, które mało się pienią, naprawdę mało. Nie jest też przeznaczony do codziennego użytku (a przynajmniej taką dostałam informację od osób, które są już zaprzyjaźnione z produktem). Po przeskanowaniu przez aplikację do sprawdzania składów, wnioskuję, że to jest szampon typu rypacz. Od osoby, która polecała mi produkt dostałam info, że wystarczy go stosować raz w tygodniu, aby odżywić włosy. Myślę, że się do tego zastosuję. Tym bardziej, że póki co, jeden z mocnych szamponów, którego do tej pory używałam, jest ciężko dostępny, z racji, że był to produkt rosyjski, a mi się kończy. Na screenie widać skład, przeskanowany przez aplikację i z objaśnieniem, który produkt, jest który. 

Odżywka po przeskanowaniu wydaje się produktem emolientowym, z racji, że ma trzy składniki, które są w takich produktach, więc wnioskuję, że może być dobra po olejowaniu włosów. Oczywiście musiałam to sprawdzić i jak najbardziej jest okej. Powinnam jeszcze dodać, że szamponu użyłam raz, a odzywkę dzisiaj testowałam po raz trzeci. Oprócz tego zawiera także proteiny i humektanty. Nie zawiera ciężkich detergentów, oraz nadaje się do codziennego użytku, co zdecydowanie przechyla się na korzyść produktu. Kontyngencja jest typowo odżywkowa, niczym nie odbiega od innych.

Efekt? Po użyciu tych produktów, razem, jak i osobno, włosy są odżywione, błyszczące i miękkie, a to zdecydowanie efekt, którego oczekuję od odżywki. Włosy łatwo się rozczesują i nie strączkują. Moje są podatne na kręcenie i po wysuszeniu układają się w ładne fale. Jestem bardzo zadowolona.

Minusem może być cena, ponieważ te produkty są nieco droższe, niż drogeryjne z racji, że są produktami kolagenowymi, z których firma S'ouvre słynie. Próbka normalnie kosztuje ponad 20 zł (ja miałam próbki do testowania), które dzięki rabatowi wyszły mi taniej. Jednak pełnowymiarową odzywkę kupię na pewno, gdy wykończę opakowanie próbki, bo sprawdza mi się naprawdę dobrze i warto ją mieć. 

Moja ocena: 9/10 - ujmuję punkt za cenę w porównaniu do produktów drogeryjnych, aczkolwiek nie wiem, czy w drogerii znajdziemy takie produkty z naturalnym kolagenem, ale nie będę się na jego temat tutaj rozpisywać. 

Po lewej szampon, środek włosy świeżo po wysuszeniu i rozczesaniu, po prawej odżywka. 

Firma SOUVRE to wbrew pozorom polska marka, choć nazwa tego nie wskazuje. Specjalizuje się w kosmetykach z naturalnym kolagenem, który jest jednym z nielicznych produktów na rynku. W swoim asortymencie posiada mnóstwo produktów kolagenowych: żele, szampony, odzywki, kremy itp. ale również mnóstwo innych produktów: miedzy innymi perfumy (perfumy, nie wody perfumowane), które są odpowiednikami perfum z drogich marek, chemię domową, suplementy, produkty odchudzające, produkty pielęgnacyjne, czy popularne ostatnio produkty CBD.

Tak, jak wspomniałam na początku, mam dla Ciebie rabat. Jeżeli do końca tygodnia zamówisz coś z mojego linku, LINK DO SKLEPU otrzymasz 10% rabatu na dowolne produkty, bez rejestracji. Oferta jest limitowana, więc trzeba się spieszyć! Jeśli jednak spodobało Ci się więcej produktów, daj znać, a powiem Ci jak uzyskać 30% rabatu. 

Czy znasz produkty z firmy Souvre?

*To nie jest post sponsorowany, firma nie zapłaciła mi za napisanie tego wpisu, a produkty kupiłam z własnej kieszeni do przetestowania. Jestem szczerze zadowolona z produktu. 

Silne Kobiety w literaturze

Silne Kobiety w literaturze

Ósmy marca, dzień kobiet, więc o kobietach sobie porozmawiamy. Ale nie, zostawmy te bezsensowne pogawędki o równouprawnieniu, o tym, czy przepuszczać je w drzwiach, czy nie i te wszystkie inne podobne tematy. Dzisiaj skupmy się na tych fikcyjnych, które żyją tylko na kartach książek, filmów i seriali oraz w naszej wyobraźni. Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić kilka silnych kobiet, które poznałam dzięki literaturze. Niektóre pewnie będą znane, inne być może nie. 


Hermiona Granger

Na pierwszy rzut pójdzie bohaterka z mojej ulubionej serii Harry Potter. Czy muszę komuś ją przedstawiać? Inteligentna, odważna, za przyjaciółmi pójdzie w ogień, albo na wojnę. Zostawiła rodzinę, co więcej; usunęła samą siebie z ich wspomnień, aby byli bezpieczni i wyruszyła z przyjacielem na niebezpieczna misję, nie wiedząc, czy wyjdzie z tego cało. Zdeterminowana, nie poddająca się, (pamiętacie, jak walczyła choćby i o skrzaty?!). Zdecydowanie to bohaterka, z której warto brać przykład i bardzo silna kobieta.

Elizabeth Andersdatter

Jest to główna bohaterka z serii Córka Morza.  Choć sagi skandynawskie nie zawsze są traktowane serio i zauważyłam, że wielu podchodzi do nich z przymrużeniem oka, to jednak akurat tę naprawdę warto przeczytać. Elizabeth nie miała łatwo w życiu, a w dodatku umiała więcej, niż inni ludzie, przez co czasami miewała problemy, choć nie miała zamiaru czynić zła. Podziwiam Elizabeth za wyjątkową siłę i niesamowitą odwagę. Za to, że mimo tylu przeciwności w jej życiu, zawsze dawała sobie radę i nigdy się nie poddawała. Pochodziła z rodziny, w której się nie przelewało, jako nastolatka była zgwałcona, a później straciła swojego męża, oraz wielokrotnie była oskarżana o czary, jednak to nie wszystko. Elizabeth musiała sobie poradzić sobie z wieloma problemami, które stale stawały jej na drodze. 

Katniss Everdeen

Lubię Igrzyska Śmieci, ale nie jestem ich wielką fanką, choć bardzo chcę jeszcze przeczytać najnowszą książkę Suzanne Collins osadzoną w uniwersum.  Katniss Everdeen już od pierwszych stron książki pokazuje nam, że jest wyjątkową bohaterką: utrzymuję rodzinę oraz bierze udział w Igrzyskach zamiast swej młodszej siostry, czym prawdopodobnie zdobyła serce większości Czytelników, tym także i moje. Dalej tylko jeszcze bardziej pokazuje nam swoją odwagę i niezłomność.


Świętosława 
Tym razem coś z naszego rodzimego podwórka. Świętosława to główna bohaterka  powieści Harda Elżbiety Cherezińkiej i legendarna córka Mieszka Pierwszego, zabrana od rodziny, wydana za mąż w krajach za morzem. Musiała nauczyć się nowego języka, zasad i przetrwać. Sama historia Świętosławy, czy raczej Sigrid, bo takie imię zostało jej nadane po zamazpójściu jest bardzo ciekawa i warto się z nią zapoznać, choć wiem, że historycy spierają się, czy córka Mieszka naprawdę istniała. Nie zmienia to jednak faktu, że Chereźińska wykreowała w swej powieści bohaterkę silną, niezłomną i taką, która po prostu się podziwia, W tytule jest link do recenzji na Book Oazie, gdzie kiedyś recenzowałam. 

Ryiah 

Ryiah poznajemy w książce Pierwszy Rok autorstwa Rachel E. Carter, który jest początkiem serii Czarny Mag, ale musze dodać, że nie powinno się mylić z Trylogią Czarnego Maga od Trudi Canavan, która swoją drogą też jest świetnym cyklem i również przedstawia silną kobiecą postać.  Jednak wróćmy do Ryiah. Nasza bohaterka musi robić wszystko, aby być jak najlepsza. Ona oraz wielu innych próbuje dostać się do Akademii, gdzie przyjmują tylko piętnastu uczniów rocznie, a Ryiah musi udowodnić, że zasługuje na miejsce wśród adeptów. Jej droga wcale nie jest łatwa, ponieważ musi konkurować choćby z księciem oraz z innymi ludźmi ze słynnych rodów, którzy mieli o wiele lepszy start, niż ona. Dziewczyna pokazuje  swoją postawą niezwykłą siłę i determinację oraz to, że jeśli bardzo się czegoś chce, to można osiągnąć wszystko.

Vivianna

Viviana i seria Trzy Czarownice, której recenzję pierwszego tomu możesz znaleźć na tym blogu, to moje niedawne odkrycie. Jestem też świeżo po trzecim tomie trylogii, więc pewnie będzie recenzja. Vivianna musi stawić czoła potężnym demonom, którzy chcą przejąć świat ludzi. Ona, jak i jej siostry wyruszają na wojnę, przeciwko demonom, a oprócz tego musi stawić czoła wielu przeciwnością, ponieważ po tym, jak odzyskała moc, stała się jedną z najpotężniejszych czarownic. Musiała także podjąć wiele trudnych decyzji, które mogły ją zniszczyć, a mimo to, pozostała silna. 


Oczywiście silnych kobiet jest o wiele, wiele więcej i można by wymieniać w nieskończoność, ale postanowiłam wybrać tylko kilka tych, które przedstawiłam wyżej. 
Dlaczego warto korzystać z Vinted?

Dlaczego warto korzystać z Vinted?

Ostatnio sporo rzeczy wystawiłam na Vintedzie, więc pomyślałam, że warto napisać, dlaczego ten portal jest taki świetny. Nie ukrywam, że korzystałam już z niego wiele razy, choć bardziej sprzedaję, niż kupuję, jednak nabywać rzeczy za jego pomocą także mi się zdarzało. Raczej nie muszę nikomu wyjaśniać co to jest, wobec tego dlaczego warto? Na wstępie dodam, że to nie jest również żaden post sponsorowany, czy coś w ten deseń. Po prostu jak wspomniałam już na wstępie, sama znów wystawiłam większą ilość rzeczy po tym, jak robiłam porządki, więc czemu by o tym nie napisać? Ot, cała filozofia.

Oszczędność to chyba pierwszy i jeden z ważniejszych punktów. Kupując rzeczy na Vintedzie po prostu oszczędzamy, ponieważ za kilka groszy można kupić rzeczy, bardzo często z metkami za które w sklepie zapłacilibyśmy kolosalne sumy. Przykład? Sukienka z mojego najnowszego postu na instagramie (możesz podejrzeć na samym dole bloga) normalnie za taką sukienkę w sklepie trzeba by było dać minimum 300 zł jak nie więcej, a ja zapłaciłam zaledwie 1/3 tej sumy. Takich okazji jest mnóstwo!

Ekologia to kolejny bardzo ważny punkt. Mało kto zwraca uwagę na ekologię, choć cieszę się, że jest nas coraz więcej. Sama nie jestem jakimś specem, a i nie zawsze postępuję hiperekologicznie, ale się naprawdę staram. Kupowanie rzeczy z drugiej ręki, czy przekazywanie ich dalej jest świetną sprawą!


Odgracanie przestrzeni.
Podziwiam minimalistów, serio. Sama bym tak nie potrafiła i nie zamierzam, bo wiem, że to nie dla mnie, ale podziwiam. Jednak dzięki Vintedowi możemy pozbyć się rzeczy, które naprawdę nie są nam potrzebne, a jedynie co, to zajmują tylko miejsce w szafie, albo na półce z książkami, czy jakiekolwiek inne.



I to byłby trzy takie najważniejsze powody. Dlaczego jeszcze lubię Vinted? Portal jest bardzo intuicyjny.  Bardzo przejrzysta strona i świetna wyszukiwarka. Można dokładnie nakreślić czego szukamy i tylko takie rzeczy nam się pokażą (kolor, cena, stan, rozmiar i inne). Oprócz tego można negocjować cenę. Widzisz wystrzałową sukienkę, ale uważasz, że kosztuje zbyt wiele? Możesz zaproponować swoją cenę, którą sprzedający zaakceptuje, bądź nie.  Gdy czegoś szukamy fajną opcją jest także zapisywanie rzeczy do ulubionych i potem możemy łatwo je odszukać. Na przykład gdy szukałam sukienki na wesele, to kilka wpadło mi w oko i kliknęłam ulubione, a potem sobie mogłam wybierać w ofertach, które naprawdę mnie interesują.

Na koniec mała autoreklama, zapraszam na mój profil na Vinted! :)
 

A Ty sprzedajesz bądź coś kupujesz na Vinted?

Jak inaczej wykorzystać nietrafione kosmetyki?

Jak inaczej wykorzystać nietrafione kosmetyki?

Nie lubię niczego marnować, ani wyrzucać, o czym pewnie już zdarzało mi się mówić (albo i nie). Zdarza się jednak często, że kupi się coś, co okaże się nietrafionym przedmiotem, a potem leży i się kurzy niewykorzystane. Staram się unikać takich sytuacji i jak coś mi już nie służy na przykład książki, czy ubrania to wystawiam na vinted, albo oddaję. Podobnie jest z kosmetykami; oddaję, albo wykorzystuję do końca, starając się znaleźć dla nich jakieś inne zastosowanie. Oto kilka przykładów, jak można pozbyć się niechcianych kosmetyków, a jednocześnie wykorzystać je inaczej!


Stick do konturowania na mokro - ogólnie ten produkt jest bardzo fajny, ale mam się z konturowaniem troszkę na bakier, ale jednak te na mokro nie jest dla mnie, ale mam stick w fajnym odcieniu, którym świetnie da się zrobić także... brwi. Tak! Kiedy już robię pełny makijaż, to na brwiach zazwyczaj mam stick do konturowania z Kobo i tusz do brwi z Oriflame. 

Korektor w nietrafionym kolorze - ile razy zdarzyło się, że jednak nie trafiłam idealnie z kolorem, głownie przy zamówieniach przez internet/katalog. Takiego korektora zazwyczaj odrobinę używałam pod podkład na niedoskonałości, jeżeli bardzo nie odbiegał kolorem, albo po prostu wykorzystywałam go jako bazę pod cienie. Częściej właśnie jako tą drugą opcję. Nie raz podczas wykonywania makijażu potrzebowałam jeszcze nałożyć odrobinkę korektora w trakcie malowania cieniami, więc właśnie taki ten nietrafiony nadawał się idealnie. 

Krem - już parę razy zdarzyło mi się kupić krem, który na moich dłoniach niewiele robił, albo po prostu mi jakoś tak nie pasował. A wiesz, że kremu można użyć także do włosów? Jak na początku o tym usłyszałam, to myślałam, że to jakiś żart, ale potem stwierdziłam, że musze to wypróbować (i chyba zrobić post o głupich pomysłach z Tik Toka, które wypróbowałam xd). Ja próbuje w ten sposób wykorzystać, bo coś tam to działa. Kremowanie włosów to tak jak olejowanie; podkład na włosy, krem/olej, odzywka, umyć głowę i odżywka. Tik tok czasami ma dobre pomysły, nawet jeżeli wydają się pokręcone :D

Szampon do włosów - mnóstwo razy nie trafiłam z szamponem do włosów. Od jakiegoś czasu wykorzystuję go po prostu do mycia pędzli; świetnie się do tego sprawdza.

Żel Aloesowy - żel aloesowy żelowi aloesowemu nie równy. Ogólnie bardzo lubię ten produkt, ale zdarzyło mi się trafić taki niepasujący. Jednak nawet ten, który nie nadał mi się do twarzy i ciała, to jest świetny jako podkład pod olejowanie włosów i wykorzystuję w ten sposób.


To chyba póki co wszystkie tego typu zastosowania, które mi przychodzą do głowy. Jeżeli coś jeszcze się pojawi, to może będzie drugi taki post, aczkolwiek osobiście wolałabym nie trafiać na kosmetyki, które mi się nie sprawdzają :D Z racji, że nie lubię niczego marnować, to nie robiłam do tego wpisu zdjęć, a zamiast tego wykorzystałam takie, które kiedyś do czegoś zrobiłam sama nie pamiętam już po co i teraz tylko kurzyły się na dysku.

A Ty masz jakieś takie swoje sposoby?
Kwartalnik #1

Kwartalnik #1

Ten rodzaj wpisu miał się pojawić na końcu  marca, ale się nie wyrobiłam, a w połowie kwietnia nie było sensu już publikować podsumowania z poprzednich trzech miesięcy. Tym razem się zebrałam a pierwszy kwartalnik pojawia się w terminie. Co to jest? Postanowiłam, że zrobię po prostu takie podsumowanie ostatnich minionych tygodni. Napiszę, co fajnego się działo, który post wydaje mi się najlepszy, który post wy najchętniej odwiedzaliście, podrzucę ciekawe linki, które są warte podzielenia i tego typu rzeczy. Będzie też odrobinę zdjęć.


Ostatnie tygodnie wspominam naprawdę bardzo dobrze. To był czas, który obfitował w mnóstwo sesji zdjęciowych (małą próbkę macie w poprzednich wpisach), co prawda były to bardziej znajomi + plenery zorganizowane w ramach mojego kursu fotografii, ale jednak jestem bardzo zadowolona. W czerwcu wykonałam także pierwsze zdjęcia na chrzcinach, które niebawem pojawią się na blogu, choć niestety straciłam także dwa zlecenia, ponieważ byłam prawie trzy tygodnie na kwarantannie.

Przez ten czas opublikowałam trzynaście postów, co daje średnio około cztery teksty na miesiąc, więc myślę, że to dobry wynik, biorąc także pod uwagę fakt, że publikuję na moich innych blogach. Mam nadzieję, że przez kolejne miesiące utrzymam ten wynik. Tak btw, to nie sądziłam, że mój ostatni post, w którym po prostu przestałam być anonimowa, wywoła tyle pozytywnych reakcji. Naprawdę byłam bardzo zaskoczona!

Przez ten czas napisałam także wiele wierszy; jeszcze ich nie podliczyłam, ale przoduje na pewno czerwiec, bo postanowiłam sobie, że będę pisała codziennie. Co prawda nie sięgałam po długopis każdego dnia, ale zrealizowałam to w 75%, więc jest dobrze. Wzięłam także udział w wyzwaniu fotokwarantanna stworzonego przez fotodokwadratu, na instagramie, ale poległam po pierwszych dniach, choć miałam połowę zdjęć, tylko nie dopilnowałam ich publikacji.


Udało mi się przeczytać także ponownie Harry'ego Pottera ostatnio, a przeżywanie jego przygód na nowo, było bardzo ciekawym doświadczeniem. Tak, możesz mnie nazywać psychofanką jeśli chcesz i zapraszam na moje fanfiki w takim razie xd.

Najlepszy post według mnie z tego czasu to ten o typowych tiktokerkach oraz o tym, gdzie kupować książki i nie przepłacać.  Natomiast post, który najczęściej był czytany na tym blogu to ten, w którym dzielę się tym, jak schudłam bez diety i ćwiczeń, oraz przepis na sałatkę z pomidorów.


W tym czasie przeczytałam kilka książek; wspomnianego wyżej Harry'ego Pottera, zaczęłam serię o Błękitnokrwistych, która jednak mi się nie spodobała, ale za to bardzo urzekła mnie Księżniczka Incognito - muszę napisać recenzję, oraz nieco przejęłam się Historią pewnej dziewczyny, której recenzja pojawiła się na Book Oazie, więc linkuję :)


Przez ten czas nadrobiłam także kolejne sezony seriali, oraz zaczęłam nowe, gdzie zapamiętałam między innymi Jeszcze Nigdy, który na początku wydawał mi się bez sensu i żenujący, ale główna bohaterka odwalała takie akcje śmieszne, że byłam ciekawa, co będzie dalej.




Przez ten czas przewinęło się także dużo muzyki i bardzo zapadło mi w pamięć kilka piosenek; Miłość - South Blunt System

Oczywiście było ich więcej, ale to kilka z tych, których słuchałam po prostu non stop.


Oprócz tego natrafiłam na kilka fajnych artykułów od Was, z Waszych blogów i tym także chciałabym się podzielić, bo czemu nie?

Jednym z takich tekstów jest ciekawy wpis od coosure dotyczący demotywacji do działań. Tutaj macie link rzecz jasna.
Kolejny to autorstwa Delishe, która zdradza tajniki olejowania włosów. Myślę, że to bardzo fajny poradnik i mam zamiar w końcu spróbować olejowania włosów.
Natomiast Michał Brzegowy zamieścił u siebie bardzooo, ale to bardzo obszerny wpis, dotyczący marketingu w fotografii i myślę, że niektóre rady mogą być bardzo pomocne.
Z kolei a.purgal wrzuciła u siebie ciekawy post dotyczący smaku umami, o czym nie każdy wie. Mnie niektóre produkty zaskoczyły i była to taka ciekawostka.
Na DDOB trafiłam na artykuł, a raczej instrukcję mówiącą o tym, jak samodzielnie można stworzyć suchy szampon. Nie powiem, suchego szamponu używam tak ze trzy razy w tygodniu, bo moje włosy się strasznie przetłuszczają, a jednak nie wiem, czy odważyłabym się zrobić go sama, jednak link podrzucam.



To będzie chyba na tyle! A może Ty chcesz się czymś podzielić? :) 
 Dlaczego warto zamawiać kosmetyki z katalogów?

Dlaczego warto zamawiać kosmetyki z katalogów?

Już dawno chciałam wprowadzić tutaj jakiś kobiecy temat, ale jakoś było mi z tym nie po drodze. Dzisiaj jednak przybywam, żeby raz na jakiś czas czymś takim tu machnąć. Pamiętacie te czasy, gdy każdy wokół biegał z katalogiem Avonu, bądź Oriflame? Ja byłam wtedy w gimnazjum i to były jedne z pierwszych kosmetyków, z którymi miałam do czynienia. Gdzieś później zawsze się przewijał ktoś, kto miał Avon, a dopiero potem sama zaczęłam kupować kosmetyki drogeryjne. Wiem, że istnieje jeszcze coś takiego jak Farbelic i Farmasi, ale nie miałam do czynienia z tymi firmami, więc je pominę.

Jakiś czas temu, znów powróciłam do katalogów, gdzie odnajduje sporo plusów, zwłaszcza że od niedawna sama weszłam w Oriflame. Żeby było jasne - nie zamierzam w tym poście wciskać nikomu kosmetyków i namawiać do kupna itp. Nie o to mi chodzi. Dzisiaj po prostu powiem ogólnie o tym, dlaczego warto nie pomijać katalogów.

Są kosmetyki drogeryjne, które uwielbiam i nie zamienię ich na żadne inne. Są też takie, z których nie byłam w pełni zadowolona, a ich fajne odpowiedniki odnalazłam w katalogu. Jestem w Oriflame w opcji biznesowej, nie konsultantką. Mam dla siebie rabat, a jeśli będę zapraszać kolejne osoby i wspinać się na wyższe stopnie to i zarobki wzrastają - wszystko zależy od tego ile pracy w to poświęcę, ale to temat na inny post o ile Cię ciekawi. Ja zamawiam kosmetyki głownie dla siebie, ewentualnie dam katalog dziewczynom z pracy i szkoły, ale bardziej zamawiam sobie, niż dla zarobku.

Miałam też kiedyś do czynienia z Avonem i też bardzo lubiłam niektóre kosmetyki od nich. Koleżanka ma Avon, więc czasem coś u niej zamówię, bo tam są perfumy, które uwielbiałam przez wiele lat, gdy byłam nieco młodsza.

Kosmetyki z katalogów to przede wszystkim wygoda. Nie musisz wychodzić z domu, aby je kupić (o ile tak jak ja w tym jestem, albo wziąć katalog od koleżanki) i możesz także poprosić o próbki - tak samo jak w drogeriach są testery.  Ponadto w drogerii dostaję tylko paragon i nic więcej, a tutaj mam rabat plus ciekawe zestawy w niższej cenie. Zawsze możesz zapytać koleżanki, od której masz katalog, czy nie ma jakiś dodatków; gwarantuje, że jeśli są, a ona sama z nich nie skorzysta, to na pewno Ci powie. Kilka razy nie skorzystałam z opcji tańszych kosmetyków, bo akurat mnie nie interesowały, a kogoś innego mogą.

Katalogi to nie tylko wygoda, ale też czas. Wyobraź sobie, że chcesz sobie skorzystać z promocji (wszyscy wiemy, że w Rossmanie czasem są niezłe) i okazuje się, że obejdziesz kilka drogerii, a tego produktu już nie ma. Trochę stracony czas, prawda?


Dlatego tak bardzo polubiłam katalog. Mogę zamawiać bez wychodzenia z domu, bez tego chodzenia i patrzenia na ten bałagan na półkach (dlatego nigdy nie przepadałam za Rossmanem). Własnie to kolejny atut; w katalogu mam przejrzyście, wszystko po kolei, a w drogeriach czasami tak jest wszystko poprzestawiane, gdy się Grażyny rzucą, że głowa mała.


A Ty zamawiasz z katalogów, czy jednak wolisz kupować stacjonarnie? 
Copyright © Czarne Światło , Blogger