Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Tofa. Księżniczka Słowian ⸻ Grzegorz Gajek

Tofa. Księżniczka Słowian ⸻ Grzegorz Gajek

     Powieści z tłem historycznym lubię niemalże tak bardzo, jak te z wątkiem fantastycznym, a gdy w książce jest tło historyczne, wątki słowiańskie i jako-takie okruchy tych fantastycznych, to już jestem w niebie. W książce Grzegorza Gajka mamy to wszystko, więc nie mogłam sobie odpuścić jej przeczytania.

     Tofa. Księżniczka Słowian, jak sama nazwa wskazuje, mówi nam o jednej ze słowiańskich księżniczek: córka Mściwoja z plemienia Obodrytów i królowa Danii. Tofa jest jedną z wielu słowiańskich księżniczek, jednak jako jedyna zostawiła po sobie ślad w historii w formie kamienia runicznego ze swoim imieniem — polecam doczytać: można znaleźć w internecie, co dokładnie jest na nim wyryte.


     Tofę poznajemy jako nastolatkę, gdy opuszcza swe rodzinne strony i wyjeżdża do kraju przyszłego męża. Jest to silna, zdecydowana postać, córka wodza, ale jak to nastolatka, ma swoje kaprysy.
Losy Tofy wcale nie są kolorowe, wyjeżdża do obcego kraju, poznaje nieznany jej język, kulturę, nie zna męża, nie wie, jakim jest człowiekiem: spotyka ją taki sam los, jak wielu innych dziewcząt w dawnych czasach. Zostaje żoną Haralda Sinozębnego i staje się królowa duńczyków.
     Przesłuchałam tę książkę gdzieś w tle, jak wiele innych, ale naprawdę w nią wsiąknęłam. Przez kilka dni naprawdę żyłam Tofą, słuchałam o jej życiu, a to plus, bo mnie naprawdę wciągnęła.
     Kolejnym plusem są ciekawi bohaterowie, którzy pojawiają się oprócz Tofy. Bocian — pół słowianin, pół wiking zapatrzony w duńską królową. Stara się ją stale chronić, bardzo nietuzinkowa postać.
     Agara, kochanka władcy, można by uznać, że „prawdziwa królowa” Haralda, bo z nią liczyła się i służba i sam król. Nie lubiłam jej, denerwowała mnie. Ale, jak zawsze powtarzam, jeśli bohater wzbudza jakieś emocje, choćby te negatywne, to znaczy, że jest to dobry bohater.

     Ponadto w Tofie pojawiają się delikatne wątki fantastyczne, wspomniana Agara jest czarownicą. Do tego mamy tutaj dobrze zarysowane początki chrześcijaństwa przeplatające się ze słowiańskością oraz nordyckimi wierzeniami. Myślę, że autor dobrze oddał realia epoki, w której osadzona jest powieść.

     Podsumowując: książka mnie zainteresowała, podobała mi się, chętnie przeczytam drugi tom, gdy tylko się pojawi, bo jestem naprawdę go bardzo ciekawa, zwłaszcza po tym, jak słuchałam o Tofie na spotkaniu autorskim, ale książka nie zapada jakoś bardzo w pamięć. Dla mnie to jest jedna z tych powieści, które pamiętam, że „była i przeczytałam”. Sama Tofa, jako zbuntowana nastolatka potrafi wryć się w pamięci, ale reszta niekoniecznie. Niemniej jednak jest to powieść warta polecenia każdemu, kto lubi literaturę z wątkami słowiańskimi, czy tłem historycznym.


Sydonia. Słowo się rzekło ⸻ Elżbieta Cherezińska

Sydonia. Słowo się rzekło ⸻ Elżbieta Cherezińska

     Jestem fanką twórczości Elżbiety Cherezińskiej, więc Sydonię postanowiłam przesłuchać niemal od razu, jak tylko się natknęłam. Autorka znana jest z tworzenia powieści osadzonych w realiach historycznych. Do tej pory mam za sobą jej książkę o piastowskiej księżniczce Świętosławie, a Sydonia, to moje kolejne zetknięcie z jej piórem. 

     Swoją drogą, wydaje mi się, że jest to bardzo niedoceniana autorka, ponieważ w bookmediach bardzo mało widać jej książki, a szkoda. Uważam, że historie, które tworzy, zasługują na większy rozgłos na instagramie, tik toku, czy innych portalach. A może to po prostu kwestia literatury historycznej, której nie widzę w internetach tak często, jak fantastyki, romansu, czy kryminału, bo jednak sama tematyka nie jest raczej aż tak popularna.

     Cherezińska przenosi nas na Pomorze, gdzie żyła szlachcianka Sydonia von Borck i to właśnie jej życiu poświęcona jest ta opowieść. Sydonia to postać historyczna: była szlachcianka, którą oskarżono o czary. Jak się dowiedziałam z posłowia autorki, na Pomorzu ta historia jest bardzo znana. Dla mnie — mazowszanki to zupełnie coś nowego. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej kobiecie, a o samym Księstwie Pomorskim, wiem tylko tyle, że istniało.


- Nie mogłaby panna Sydonia powściągnąć języka, gdy rozmawia z nią w obecności pensjonariuszek? Podkopuje panna autorytet przeoryszy.
— Nie można podkopać czegoś, co nie istnieje — cicho powiedziała Sydonia.

                            
     U Cherezińskiej Sydonia żyła sama i miała bardzo trudny los, jako stara panna w XVI i na przełomie XVII wieku. To były czasy, gdy wciąż we wszystkim rządzili mężczyźni, a o płci pięknej wielokrotnie mówiono (przynajmniej w realiach powieści), że jak kobieta myśli samodzielnie, to robi to źle (cytat z Młota na Czarownice). Sydonia całe życie sądziła się z okrutnym bratem o swoje utrzymanie i tułała od krewnych do krewnych, nie mając swojego domu przez większość życia.

     Historia jest podzielona na dwie części. Pierwsza opowiada o życiu Sydonii, dopóki nie oskarżono jej o czary, a druga część prowadzi nas przez jej proces i wspomnienia szlachcianki z minionych lat. W książce nie ma też praktycznie wątku romantycznego, taki bardziej poboczny, we wspomnieniach, ale jest tego tak mało, że przy tak opasłej książce to tak, jakby nie istniał.

     Co do moich odczuć o historii mam parę zastrzeżeń i bardzo mieszane uczucia. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobała, ale miała wiele momentów, gdzie praktycznie nic się nie działo i się strasznie nudziłam. Zwłaszcza w pierwszej części. Może to też kwestia tego, że nie powinnam jej słuchać, a raczej przeczytać, bo słuchanie Hardej też mi ostatnio nie szło, mimo że w wersji papierowej ją kiedyś pochłonęłam. Czasami wydawała się naprawdę bardzo rozwlekła, ale też tak mniej więcej w połowie bardzo mnie zainteresowała i potem już nie mogłam się oderwać. Zaintrygowała mnie do tego stopnia, że chciałam sobie poczytać o Sydonii von Borck więcej i… zaspojlerowałam sobie to, że ją oskarżono o czary. Od tego momentu w zasadzie, patrzyłam na nią zupełnie inaczej, a dodam jeszcze, że nie czytałam opisu książki, więc nie miałam tej informacji. Gdybym to zrobiła, być może inaczej spojrzałabym na pierwszą część, bo zrozumiałabym, po co Cherezińska tak dokładnie opisywała jej życie.


     Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jaki autorka zrobiła research, o czym też mówiła w posłowiu.
     No i to, co dla mnie było zaskoczeniem, to wątki słowiańskie, które co jakiś czas się przewijały. Wspominano czasami Trzygława, mówiono o przodkach Sydonii, którzy czcili starych bogów, a sama Sydonia widywała czasem mamunę. Właśnie, nie wiem, czy nie uważnie słuchałam, czy nie, ale nie mam pojęcia, co się z nią stało i przede wszystkim, dlaczego pokazywała się szlachciance.
     Wydaje mi się, że o wiele bardziej podobała mi się historia Świętosławy, niż Sydonii, nie można jednak odmówić Chereźińskiej tego, że stworzyła kolejną, silną kobiecą postać. A sama powieść, choć momentami rozwlekła, to była naprawdę bardzo dobra. Czy polecam? Oczywiście, że tak!

“ Znam was, plugawcy i zakłamańcy, nie chcecie przyznać starej kobiecie prawa do życia. Albo wnuki niańczyć, albo zniknąć. Mam dla was złą wiadomość: ja nie znikam. Ja dopiero zaczynam. “

Jestem Przy Tobie ⸻  Michał Wyzga

Jestem Przy Tobie ⸻ Michał Wyzga

     Jestem przy tobie, to chyba jedna z najoryginalniejszych książek z nurtu literatury słowiańskiej, jakie przeczytałam. Osadzona w czasach współczesnych, a głównym bohaterem jest Sławek: psychoterapeuta, do którego przyczepiło się Licho i trochę mu w tym życiu miesza szyki.



     Początek książki jest dosyć creepy, poznajemy bohatera (nie Sławka, ale jest z nim powiązany), który wraca do domu i zabiera autostopowiczkę. Szybko okazuje się, że staruszka jest dziwna, wie o rzeczach, których normalna osoba nie ma prawa wiedzieć oraz przewiduje przyszłość. Trochę to też wprowadza Czytelnika w błąd, ponieważ historia właściwa została poprowadzona w zupełnie innym klimacie.

     Dopiero potem poznajemy dokładniej życie Sławka, dostajemy wyjaśnienie, co łączy go z bohaterem z początku książki, a także zostają nam przedstawione domowe duchy z nim mieszkające i inne demony z okolicy, o których on sam także się dowiaduje. Tak, bo Sławek jest pierwszym psychoterapeutą, który prowadzi terapię demonom. Zgłasza się do niego między innymi utopiec, czy żmij.

     Na początku powieść wydawała się dziwna, zastanawiałam się nawet, czy chcę ją dokończyć, ale że był to audiobook, to leciał gdzieś w tle, gdy robiłam inne rzeczy i się mocno wkręciłam. Później stwierdziłam, że nawet ten creepy początek podobał mi się chyba bardziej, niż główna fabuła.
Zdecydowanymi plusami są różnorodni bohaterowie, fajnie wykreowane postacie, dobrze zarysowany świat przedstawiony, czy oryginalny pomysł na fabułę.

     Poznajemy także sporą ilość demonów i ich opisy. Ciekawy zabieg też był taki, że te demony były opisywane przez Sławka, zanim dowiedział się z kim ma do czynienia, więc można było samemu zgadnąć, co to za demon. Parę razy mi się udało, a kilka nie.

     Bardzo podoba mi się okładka tej książki. Jest prosta, ale przyciągająca oko, a po zastanowieniu się, sprawia, że chce się odkryć tę tajemnicę, którą skrywa na swoich kartach.
     Czy polecam tę książkę? I tak i nie: dla mnie jako całość była mocno przeciętna i nie porwała mnie szczególnie, choć sam pomysł na fabułę całkiem ciekawy. Czegoś mi w niej jednak zabrakło. Nie była to jednak zła książka.
Szeptucha ⸻  Katarzyna Berenika Miszczuk

Szeptucha ⸻ Katarzyna Berenika Miszczuk

     Szeptucha to tom rozpoczynający serię Kwiat Paproci autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk. Pierwsze wydania zostały wypuszczone przez wydawnictwo Wab, a obecnie na rynku pojawiają się nowe odsłony cyklu spod wydawnictwa Mięta - dla niezorientowanych, jest to wydawnictwo autorki. 
     Przygody Gosławy Brzózki poznałam co prawda bardzo dawno temu, bo była to jedna z książek, które czytałam przed maturą, a ostatnio postanowiłam zrobić reread, ponieważ na tym blogu nie ma recenzji tej powieści (możecie ją za to znaleźć na starym blogu Book Oaza, ale ta będzie lepsza ;) ). 



     Od jakiegoś czasu słychać o tym, że będzie kolejna część przygód Jarogniewy, dlatego postanowiłam zrobić ten reread, aby być na bieżąco i sobie wszystko przypomnieć i wpadłam na pomysł o dyskusji o książkach, ale nie takich tylko pod recenzją, bo tak możemy dyskutować zawsze. Wymyśliłam kilka konkretnych tematów, które poruszymy, ale o tym jest już powiedziane na instagramie, więc tam Cię odsyłam. Wróćmy jednak do pierwszego tomu cyklu, bo to o niego tu idzie.

Psst... przerwa na reklamę ------ > MÓJ INSTAGRAM!

     Cała akcja rozgrywa się w XXI wieku, ale w alternatywnej rzeczywistości, ponieważ Polska jest silnym, liczącym się w Europie królestwem, w którym panuje Mieszko XII bodajże, a wiara w słowiańskich bogów nie wymarła i ma się bardzo dobrze. Nie możliwe? I pewnie zastanawiasz się jak do tego doszło? Nie wiem. W 966 roku Mieszko I nie przyjął chrztu, a zamiast tego porwał czeską księżniczkę Dobrawę i zostali związani swaćbą, choć jej ojciec liczył na to, że to Mieszko przyjmie chrzest, a ówczesna Polska stanie się chrześcijańska, tak jak to znamy z historii. Jednak to były dość odległe czasy, a wydarzenia zawarte w książce są o wiele nam bliższe, jak już wspomniałam, dzieją się we współczesności. Brzmi ciekawie? Dla mnie bardzo! Tym bardziej, że jestem fanką przeróżnych alternatyw literackich. 

Uroczo - proszę państwa, oto Gosława Brzózka - odrobinę przeterminowana i czerstwa, ale za to ma wizje w bonusie…

     Główną bohaterką jest dwudziestoczteroletnia mieszkanka stolicy; Gosia, ale uwaga; nie Malgorzata, a Gosława. Właśnie ukończyła studia lekarskie i musi odbyć obowiązkowy staż u Szeptuchy, czyli takiej mądrej baby ze wsi. To standardowa procedura, aby stać się lekarzem w Królestwie Polskim, a same szeptuchy, to takie lekarki pierwszego kontaktu, które decydowały, czy leczą pacjenta ziołami i ludowymi sposobami, czy jednak wysyłają do szpitala. 
     Dziewczyna jest typowym przykładem mieszczucha, nienawidzi wsi i panicznie boi się chorób, bakterii, kleszczy i innych owadów, a wejście w las przyprawia ją o atak paniki. W książce dokładnie opisano jej przeciwkleszczowy kombinezon. Do tego to iście prawdziwa słowiańska ateistka.

     Gosia jednak nie ma wyjścia i wyjeżdża w rodzinne strony swej matki; do Bielin pod Kielcami, aby odbyć staż u starej, choć dziarskiej szeptuchy Jarogniewy, potocznie zwanej Babą Jagą, choć nie dlatego, że mieszka w chatce z piernika i pożera małe dzieci, o nie; to tylko taki żartobliwy skrót od jej imienia.

     Dziewczyna na początku swej przygody w Bielinach, poznaje przyprawiającego ją o szybsze bicie serca Mieszka, który jak się okazuje, nie jest taki zwyczajny. Ponadto bardzo szybko Gosia przekonuje się, że bogowie i inne demony jednak istnieją, a ona sama jest rodząca się raz na tysiąc lat widzącą, co przyprawia ją o kolejne kłopoty i wpędza w ogromne niebezpieczeństwo, bowiem bogowie czegoś od niej chcą. Nasza ateistka, bardzo szybko dowiaduje się, że bogowie jednak istnieją. 

     Z tego, co się orientuję, to Gosia chyba nie jest ulubioną postacią Czytelników, ale mnie zawsze bawiła ta jej bojaźń przed kleszczami i w ogóle przyrodą. Ogólnie jedynym z czynników, dzięki któremu tak bardzo lubię prozę Miszczuk to humor zawarty na stronicach jej powieści, a wręcz przerysowana hipochondria Gosławy, bawi mnie najbardziej, zamiast irytować, tak jak innych. Choć sama bohaterka wydaje się trochę infantylna, na jej minus i powieści dochodzi jeszcze mdlenie na widok męskich torsów, jak podlotek, czy fakt, że praktycznie nic nie wie o swojej wieloletniej przyjaciółce. 

Podatki takie same plus nie można już pędzić samogonu, bo prezydent zakazał.

     Bardzo podobała mi się postać Jarogniewy i jej zachowanie wobec ludzi; ta przaśna chustka na głowie dodaje jej lat, kwieciste spódnice i zaciąganie gwarą; uwielbiam takie rzeczy, tym bardziej, że mieszkam w miejscu, gdzie gwara nie istnieje, więc fascynuje mnie jeszcze bardziej. I sama chodzę w kwiecistych spódnicach :D

     Bardzo zabawną postacią był także pewny siebie Radowit; kreowany na takiego typowego mięśniaka-pustaka, co może na początku odrzucać, a jednak momentami potrafił mnie naprawdę zaskoczyć, no i przede wszystkim zawsze mnie rozbawiał.

Jedno można śmiało powiedzieć o Słowianach – umiemy się dobrze bawić.
     Ponadto w powieści występują przeróżni słowiańscy bogowie, tacy jak: Weles, Świetowit, oraz inne demony; płanetnicy, rusałki, wiły, południce, strzygi, wąpierze, czy Leszy, choć w pierwszym tomie nie do końca dowiadujemy się kto jest kim, a jednak pojawiają się takie postacie. 

     W książce zostały też przedstawione słowiańskie święta i uroczystości tutaj bodajże; Jare Święta i Zielone Świątki zwane też Rusałczym Tygodniem. Wydaje mi się, że te, a nie chce Was wprowadzać w błąd, po całej serii, plus dodatku o Jarogniewie, trochę się to miesza. Faktem pozostaje jednak to, że Miszczuk każde święto opisuje dokładnie i przedstawia w bardzo ciekawy sposób. 


     Bardzo chętnie przeczytałam tę powieść ponownie i na pewno jeszcze nie raz to zrobię. Fabuła jest wciągająca i podoba mi się ta wizja tej alternatywnej Polski. To już kolejny wykreowany przez panią Miszczuk świat; niby taki nasz, ale taki nie do końca, bo jednak inna wiara. Może i powieść ma jakieś minusy, typu dla większości irytująca bohaterka, ani nie jest najwyższych lotów, ale dla mnie zawsze będzie wyjątkowa, bo to ona parę lat temu rozbudziła we mnie zainteresowanie słowiańskimi tematami. I po prostu mam do niej ogromny sentyment i sądzę, że nie tylko ja.

     Co tu dużo mówić? Katarzyna Berenika Miszczuk operuje lekkim piórem, humorem, sprawnie łączy ze sobą wszystkie wątki i sprawia, że chce jej się czytać więcej, a sama książka jest przesycona słowiańskością po granice możliwości. Ja jestem ogromną fanką jej twórczości. 

Każdy ma w sobie pierwiastek zła. Ludzie bez skazy nie istnieją.



 

A ja zaproszę na instagram i sierpniowe wydarzenie, które szykuję!
"Panie Czarowne" ⸻ Jakub Ćwiek

"Panie Czarowne" ⸻ Jakub Ćwiek

     Panie Czarowne, to kolejny audiobook, który przesłuchałam: zawsze byłam anty takiej formie, a ostatnio tylko w takiej mam czas poznawać nowe historie, zabawne, prawda?

     Akcja rozgrywa się w tajemniczym miasteczku: Głuchołazy, zwanym także Miastem Kozła, w którym dawniej zabijano czarownice, jednak nie palono ich na stosach, tak jak zazwyczaj, a po prostu wieszano.



     W posłowiu od autora jest informacja, że Głuchołazy faktycznie istnieją, a jako ciekawostkę dodam, że szperając w internecie, dowiedziałam się, że mniej więcej od Nysy, aż w głąb Czech przebiega tzw. Szlak Czarownic. Mnie to zaskoczyło i dodałam sobie na listę podróży “na kiedyś”.

     Wróćmy jednak do Pań Czarownych. Jak się można domyśleć, tytułowe Panie Czarowne, to po prostu czarownice, wiedźmy. Głuchołazy to małe, spokojne miasteczko, do którego ludzie raczej nie przyjeżdżają, a wręcz wyjeżdżają, a porządku tam pilnują właśnie Panie Czarowne: Bunia, Betka, Królewna i Lilka. Na pozór zwyczajne kobiety, niczym się niewyróżniające, ale one wiedzą więcej, niż inni ludzie. W tajemnicy trzymają swoje zdolności i nikomu nie wadzą, a czasami pomagają rozwiązywać problemy innych.


- Jezu, jak bym go dorwał...
- To by pan świnię załatwił, a poszedł siedzieć jak za człowieka.


     Historia prowadzona jest dwutorowo: poznajemy także losy księdza, który jest powołany do walki ze złem, a według niego złem są oczywiście Panie Czarowne, które należy bezwzględnie zniszczyć, a on w końcu wpada na ich trop. Spokojne miasteczko i jego opiekunki znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.


     Na początku książka wydawała mi się nieco pogmatwana, ciężko było się wczuć w klimat, ale audiobooków słucham sobie gdzieś w tle, lub w pracy, jeżeli akurat mam taką możliwość, więc te Panie Czarowne gdzieś tam sobie leciały, a ja się w końcu naprawdę wciągnęłam i myślę, że stało się to gdzieś tak w jednej trzeciej książki. Tak mniej więcej. Potem już się nie mogłam od niej oderwać, tak bardzo zaciekawiła mnie ta historia. Jest to także moje pierwsze zetknięcie z twórczością pana Ćwieka, nie kojarzę, abym wcześniej coś czytała tego autora.



     Plusem tej książki jest fakt, iż nie ma zbyt wielu wątków i bardzo mi się podobało, ale może to też kwestia tego, że wszystkie książki, które ostatnio przeczytałam, miały ich mnóstwo, co mogło trochę przytłoczyć. Nie, tutaj były po prostu czarownice, polowanie na nie i może ze 2-3 takie poboczne, tak mniej więcej. Żadne inne nie rozpraszały i można się skupić na głównej historii.

     Kolejny plus, to także poczucie humoru, które wręcz uwielbiam w każdej książce. Dla mnie jest to naprawdę ogromna zaleta książki.


- Co robisz dzisiaj w nocy? - zapytał nagle Gniewomir. 
Odruchowo posłała mu zalotny uśmiech. 
- A co? Gdybym miała plany, chciałbyś się przyłączyć?
- Raczej liczyłem, że nie masz planów i pomożesz mi wyprowadzić wisielca na spacer. Powinien pochodzić po mieście, a cholernie mi się nie chce pilnować go w pojedynkę.

     Czy ma wątki słowiańskie? Niewiele, ale jednak. Pojawia się coś takiego, jak urok kupały, co jest bardzo ciekawe, ale w głównej mierze jest to historia wiedźm w naszych czasach (mi wiedźmy kojarzą się jednak ze średniowieczem).

     Historia porusza jednak również jeden z trudnych tematów, mianowicie gwałt. Jeżeli ktoś unika tego typu wątków, to niech nie czyta, bo mówi się o tym całkiem sporo w tej historii.


     Kiedy tylko zbliżałam się ku końcowi, coraz bardziej ta książka mi się podobała i nie mogłam się od niej oderwać. Jedyny minus to chyba ten, że na początku ciężko było mi się wbić w klimat tej powieści i bardzo mieszały mi się postacie. Gdy to już ogarnęłam, byłam naprawdę zachwycona. Wniosek? Na spokojnie możecie czytać, bo warto :)

Gołoborze: Panna  ⸻ Aleksandra Seliga

Gołoborze: Panna ⸻ Aleksandra Seliga

     Powieść Aleksandry Seligi jest kolejną z tych, które mocno mnie zaintrygowały, gdy tylko o niej usłyszałam. Od razu czułam, że to będzie historia w klimatach, które bardzo lubię: słowiańska i jednocześnie z historycznym tłem. Pomijając wszelkie kontrowersyjne motywy w literaturze, to fantastyka z dawką historii, bądź romans z historycznym tłem, to jedne z moich ulubionych gatunków, a gdy są jeszcze słowiańskie klimaty, to już tak, jakby Peruna za nogi złapać :D. Panna to pierwszy tom, a aktualnie jest dostępny także i drugi. 



     Akcja powieści rozgrywa się na ziemiach Królestwa Polskiego za czasów Bolesława Krzywoustego w okolicach Łysej Góry. W niewielkiej wiosce w puszczy ścierają się ze sobą stare wierzenia z chrześcijaństwem. W okolicy wybudowano opactwo, a mnisi na siłę próbują wyplenić wiarę w pogańskie bóstwa: jest niespełna dwieście lat po tym, jak Mieszko I przyjął chrzest, a wiara Słowian, choć zanika, mimo wszystko wciąż ma się całkiem nieźle. Wciąż palono ogniska, wciąż składano ofiary rozmaitym bóstwom i istniało niemałe grono wyznawców. Gdzieś przeczytałam, że tę książkę przyrównywano do polskich Mgieł Avalonu (a ja Mgły Avalonu kocham całym serduszkiem) i się totalnie z tym zgadzam.
     Główna bohaterka to Nawojka: uczennica czarownicy, którą była jej babka. Starsza kobieta czuła, że kres jej dni jest bliski, więc postanawia przekazać moc wnuczce, a Nawojka przejmuje wszystkie obowiązki kapłanki: leczy ludzi, oraz prowadzi obrzędy, a także walczy z chrześcijaństwem, co obrała sobie za cel. Jednoczy się z innymi zielarkami i stale przeciwstawia się kapłanom nowej wiary.
     Ponadto Nawojka jest tak świetnie wykreowaną postacią! Silna i niezłomna czarownica, ale z ludzkimi słabościami, z którymi zmaga się przez całą książkę.

     Jestem również pod wrażeniem tego, jaki research autorka musiała zrobić, aby umiejscowić akcję w latach, w których się rozgrywa. Im wcześniejsze czasy, tym mniej o nich wiemy, a historia jednak doskonale oddaje klimat tamtych czasów. Ponadto bohaterowie także są ogromnym plusem tej książki, bo nie są papierowi: mają naprawdę dobrą kreację, a samą książkę się wręcz pochłania.

     Minusy? Nie znalazłam.
     Dlatego, bardzo polecam powieść Aleksandry Seligi i nie mogę się doczekać, aż dorwę w ręce tom drugi. 

Gałęziste ⸻ Artur Urbanowicz

Gałęziste ⸻ Artur Urbanowicz

     Na Gałęziste po raz pierwszy natknęłam się kilka lat temu, gdy zaledwie raczkowałam w czytaniu słowiańskich książek i wtedy też je pochłonęłam, jeszcze w tym starym wydaniu. Pamiętam, jak bardzo podekscytowana byłam, gdy zamawiałam nową wersję tej powieści, aczkolwiek po prostu leżała sobie na półce przez długi czas. Leżała i leżała, aż w końcu w kwietniu mnie coś tchnęło i postanowiłam po nią sięgnąć. Nowe wydanie posiada przepiękne ilustracje i twardą oprawę, a także podobnież tekst został przeredagowany. Naprawdę można nacieszyć oczy tą książką.



    W powieści poznajemy Karolinę i Tomka, którzy pomimo różnic są ze sobą od paru już lat. Żeby było ciekawiej, Karolina to praktykująca (naprawdę bardzo praktykująca) katoliczka, natomiast Tomasz to z kolei zatwardziały ateista. Co ich tak naprawdę połączyło i jak ze sobą funkcjonują, nie wiem, ale chyba średnio im to wychodziło, ponieważ w chwili, gdy ich poznajemy, w związku nie dzieje się najlepiej, dlatego dziewczyna, chcąc go ratować, wymyśliła podczas świąt Wielkanocnych wspólną wycieczkę do Suwałk, mając nadzieję, że ten wyjazd na nowo zacieśni ich relację. Mężczyzna jest oporny, ale zgadza się na to, wybierając po prostu mniejsze zło i razem wyruszają ku przygodzie.

Kara, aby była karą, musi mieć też charakter wychowawczy.

    Tych im nie brakuje, ponieważ dojeżdżając na miejsce, okazuje się, że w pensjonacie, w którym wynajęli pokój, nie ma nikogo, jednak w ramach rekompensaty zapominalscy właściciele, skierowali ich do swoich znajomych i opłacili nocleg w urokliwej osadzie Białodęby w samym środku lasu.
Szybko się okazuje, że to nie jest zwykłe miejsce, a lasem włada pewien potężny demon, któremu cześć oddają Jaćwingowie, czyli taka bodajże etniczna(?) mniejszość żyjąca na tamtych terenach, a przy tym bardzo nienawidząca chrześcijan, z których co roku składają ofiarę. Sęk w tym, że na cel obrali sobie rzecz jasna Karolinę i od tego momentu cała akcja się zagęszcza.

    Co mi się podobało?
    Gdybym miała określić książkę tylko jednym słowem, wcale długo bym się nie zastanawiała; genialna. Fajni bohaterowie, świetnie prowadzone wątki, mnóstwo zwrotów akcji. Trzeba przyznać autorowi punkty za wyobraźnię i umiejętność trzymania w napięciu. Mam ogromną ochotę sięgnąć po inne książki tego autora i z przyjemnością to uczynię!

W lesie umarłaś, w las się obrócisz.

    No i jestem autorowi wdzięczna za coś jeszcze. Leszy — czyli demon, który opiekował się lasem. Bardzo podobało mi się wykorzystanie motywu Leszego, choć mam parę słowiańskich książek za sobą, to we wszystkich były, albo szeptuchy, albo upiory i ci, którzy z nimi walczą, a tutaj mamy coś zupełnie innego. Zwłaszcza że postać Leszego, od zawsze bardzo mnie intryguje — prawdopodobnie ma to związek z moim zamiłowaniem do lasów i wędrówek po nich. Dodatkowo przedstawienie puszczy, jako potęgi, a zarazem w pewnym sensie i świętości. Bardzo przypadł mi ten motyw do gustu. No i na ogromny plus jest także sam pomysł z Jaćwingami — nigdy nie byłam na Suwalszczyźnie i nie przyszłoby mi do głowy, że gdzieś tam są pozostałości po właśnie takich plemionach, o których nie słyszałam, albo nie pamiętam, że słyszałam. Muszę dodać, że wierzenia słowiańskie są przeplecione z kulturą litewskich Jaćwingów. Pogańskie rytuały i różne dywagacje na temat religii, to także były bardzo interesujące wątki, które dołożyły swoją cegiełkę do tego, by sprawić, że „Gałęziste” są jeszcze lepsze.

Zastanawiające, że w całej tej wojnie pomiędzy ateistami a wierzącymi rozważa się tylko dwie możliwości – Bóg istnieje albo nie.
A co jeżeli jest trzecia…?

    Muszę także przyznać, że Artur Urbanowicz, zdecydowanie potrafi zaskakiwać. Zakończenie wbiło mnie w krzesło i rozłożyło na łopatki. W pierwszej chwili myślałam, że to sen, któregoś z bohaterów, ale nie, to nie tak. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, po skończeniu. Ale bardzo mi się podobało, takie przedstawienie sytuacji. Zwykłe; żyli długo i szczęśliwie, byłoby za proste. Znowu, gdyby „ci źli” wygrali, też byłoby za prosto i podejrzewam, że można byłoby się nawet oburzać, że jak to tak. Jednak to, co nam autor zaserwował, było zdecydowanie niespodziewane!


    Nie wiem, czy ta książka ma jakieś wady. No, może jedna postać wydała mi się ciut za idealna, ale to taki drugoplanowy pan, więc nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie. Chociaż mam pewne zastrzeżenia do Karoliny, ponieważ momentami jej religijność była chyba przesadzona, a Tomek był trochę burakiem-cebulakiem i ta jego cecha mogła nieco irytować, choć mnie to bardziej śmieszyło. To trochę tak, jak w przypadku Gosławy z Kwiatu Paproci — wiele osób irytowała, a mnie po prostu śmieszyła.

    To był reread, czy udany? Zdecydowanie tak. Przyjemnie było się na powrót zanurzyć w świecie, który wykreował autor. I nadal podtrzymuję opinię, że jest to mój jeden z ulubionych slavicbooków. Polecam, bardzo, bardzo polecam!

To, że ktoś jest ateistą, nie oznacza od razu, że jest złym człowiekiem. Można być dobrym człowiekiem, ale nie wierzyć. A co więcej - mieć weselsze życie. Ateiści nie muszą nakładać na siebie jakiś chorych, ustalonych odgórnie ograniczeń. Hamować się tylko dlatego, że gdzieś jest tak napisane. Traktować czegoś jak największą świętość, choć nie jest tego warte. Powiedziałbym wręcz, że przez to wiara to największa słabość wierzących. Jakby spętani niewidzialnymi kajdanami, Czasem muszą odmawiać sobie przyjemności na rzecz niby wyższych idei. A to przecież prawie masochizm. A po co uprawiać masochizm na siłę?

Słowiańskie Baśnie i Bajki ⸻ Mieczysław Rościszewski

Słowiańskie Baśnie i Bajki ⸻ Mieczysław Rościszewski

    Pokazywałam Wam ostatnio na instagramie, że w kwietniu nabyłam sobie Baśnie i Bajki Słowiańskie, ponieważ bardzo mnie ciekawiły. Mówiłam również trochę o moich odczuciach względem nich, gdy czytałam na bieżąco i niestety nie były one tak pozytywne, jak zakładałam. Nie chcę również powiedzieć, że to jest zła książka, bo tego jednak rzec nie mogę.

    To zbiór opowiastek ludowych z różnych części Europy, zebrane przez Mieczysława Rościszewskiego, a właściwie przez Bolesława Londyńskiego, bo nazwisko na okładce, to jeden z pseudonimów autora. Jest to książka, którą Wydawnictwo Replika wznowiło, ponieważ pierwsza wersja ukazała się już wiele lat temu. Sądzę, że zebranie tylu opowieści i to z tak dużego obszaru jest godne podziwu, a jednak uważam, że tytuł książki jest zupełnie nieadekwatny. Bardziej by pasowało, aby słowo słowiańskie zamienić na ludowe, aby nie wprowadzać czytelników w błąd.
    Skąd mój zarzut? Osobiście uważam, że nie można uznać wszystkiego, co ludowe, za typowo słowiańskie, a tak to zostało przedstawione. Oczywiście, w kilku opowiadaniach występowały demony, które funkcjonują w naszej rodzimej mitologii, takie jak biesy, czy wodniki. Pojawiały się także przeróżne wiedźmy. Jednak ich odsetek był niewielki, za to było mnóstwo bajek o wilkach, owcach, czy głupich chłopach itp. Jednak, jakby nie było, są to baśnie zebrane z terenów krajów słowiańskich, a sama słowiańskość przetrwała w przekazach ludowych, więc może niepotrzebnie się czepiam, ale takie właśnie odniosłam wrażenie.


    Czy to źle? Tego bym nie powiedziała, jednak spodziewałam się czegoś innego. Sięgając po ten zbiór, liczyłam na więcej słowiańskich demonów, łaknęłam opowieści o topielcach, zmorach, lichu, domownikach i innych. I nie dostałam tego, czego oczekiwałam.
    Baśnie i bajki zostały podzielone krainami alfabetycznie, co też nie uważam za nie najlepszy zabieg, ponieważ zaczynając od bułgarskich, czy bośniackich, gdzie jest trochę nawiązań do Imperium Osmańskiego, można się zrazić. Dla mnie był to miły akcent, ponieważ parę lat temu bardzo interesowałam się nowożytnym Imperium Osmańskim i jestem obeznana w temacie, ale jeśli ktoś jest w tym zielony, to czytając o tym, może się lekko zgubić. Mimo wszystko nie uznałabym jednak tego za poważną wadę.


    Były jednak w książce utwory, które naprawdę mi się podobały, a kilka tekstów zaskoczyło. No i wielu z nich nie znałam, choć przewijały się baśnie i bajki, które już gdzieś czytałam, bądź słyszałam. Choćby ta o Białośnieżce, choć pierwsze słyszę, aby była to polska opowiastka. Nie uważam jednak, aby to były bajki i baśnie skierowane dla dzieci, raczej dla starszego czytelnika, który po prostu interesuje się słowiańskimi tematami.
    Na plus dla tej powieści jest także to, że wydanie posiada ilustracje, a to zawsze jakieś ciekawe urozmaicenie. No i warto wspomnieć, że to twarda oprawa, więc nie ulegnie tak szybko zniszczeniu. Kolejnym jej atutem jest także prosty język i fakt, że czytało się ją naprawdę szybko.
    Uważam, że to bardzo przeciętna książka, jednak nie odradzam. Warto sięgnąć po nią choćby z czystej ciekawości bądź po prostu z nudy. 

Kawiarnia Harry'ego Pottera w Łodzi ⸻  Espresso Patronum

Kawiarnia Harry'ego Pottera w Łodzi ⸻ Espresso Patronum

    Jestem totalnie zafiksowana na punkcie Harry’ego Pottera i wszystkiego, co z nim związane. Kilkanaście razy przeczytałam książki i obejrzałam filmy, a także spędziłam godziny na pisaniu oraz czytaniu fanfiction w tym uniwersum: od tego też zaczęła się moja przygoda z pisaniem, tak btw. Mam parę ubrań fandomowych i pierdół, a ostatnio, jeżeli tylko mogę, to odwiedzam lokale, które są zainspirowane historią Chłopca-Który-Przeżył. W zeszłe lato byłam dwukrotnie we Wrocławiu w Pubie Pod Trzema Miotłami (ten post nadal wisi w kopiach roboczych nieopublikowany xd), a w kwietniu odwiedziłam Espresso Patronum w Łodzi. Kawiarnia znajduje się na Piotrkowskiej 120, a moje pierwsze wrażenie było naprawdę pozytywne.


    Od samego wejścia czuć było ten potterowski klimat, więc myślę, że fani, tacy jak ja będą zadowoleni z odwiedzin tej miejscówki.
    Na wejściu jest niewielkie pomieszczenie z barem, ale na początku nie przyjrzałam mu się zbytnio, ponieważ, jak tylko weszliśmy, stało tam mnóstwo ludzi. Na szczęście udało nam się dostać stolik.     Choć na pierwszy rzut oka, lokal wydaje się malutki, to ma drugą nieco większą salę, gdzie znajduje się więcej miejsca oraz mnóstwo Potterowych dekoracji. I sama nazwa jest już urzekająca, bo nawiązuje do nazwy zaklęcia!

    W karcie znajdują się gofry na słodko oraz na słono, a także inne słodkości. Można napić się dobrej herbaty, czy koktajli alkoholowych, bądź nie i inne. Ja jadłam gofra na słono z czosnkiem bazylią i fetą i mój był naprawdę pyszny, a herbata z dodatkiem rozmarynu także mnie zachwyciła.


    W dekoracjach najbardziej urzekło mnie namalowane na ścianie drzewo rodzinne Blacków oraz klucze “latające” porozwieszane po lokalu. Można też zobaczyć tam choćby kultową Tiarę Przydziału!
    Ponadto w Espresso Patronum funkcjonuje sklepik z różnymi Potterowymi pamiątkami.
    Podsumowując: bardzo mi się to miejsce podobało, choć potterowska miejscówka we Wrocławiu bije je na głowę. Bardzo chętnie jednak wybiorę się tam po raz kolejny, jeżeli będzie okazja. Myślę, że fani Harry’ego Pottera naprawdę nie będą zawiedzeni odwiedzinami w Espresso Patronum.




A Ty byłeś/aś w jakimś Potterowskiem miejscu?

Wszystkie Nasze Granice ⸻ Natalia Brożek

Wszystkie Nasze Granice ⸻ Natalia Brożek

    Wszystkie Nasze Granice to druga książka, którą udało się wydać Natalii Brożek (o jej debiucie pisałam tutaj) i wiedziałam, że biorę ją w ciemno, tym bardziej że lubię taką tematykę. Dawniej czytałam mnóstwo historii, w której pojawiał się motyw tego typu romansu. Przemawiają do mnie zwłaszcza te kontrowersyjne, a ten jest jednym z moich ulubionych.

    Powieść została wydana przez Wydawnictwo Niegrzeczne Książki i liczy sobie 374 strony: można rzec, że standardowa lektura na 2-3 wieczory. Albo i na jeden dzień, bo tak wciąga. Utrzymana jest w gatunku romansu z zabójstwem w tle, dark academy, new adult, a historia porusza też trudne tematy, dlatego wielki plus dla autorki i wydawnictwa za ostrzeżenie na samym początku powieści: samobójstwo, zaburzenia odżywiania, przemoc fizyczna i psychiczna. To zdecydowanie literatura dla dorosłego czytelnika, który nie jest wrażliwy na taką tematykę.



Okładka

    Porozmawiajmy o czymś, co pierwsze rzuca się w oczy, czyli szata graficzna. Jest przepiękna. Graficzne okładki mają w sobie coś takiego, że chce się na nie patrzeć, że nie można wprost oderwać od nich wzroku i tylko krzyczą: przeczytaj mnie! Utrzymana w barwach granatu i magenty, a na niej dwójka głównych bohaterów. Jaskrawy kolor od razu kojarzy się z morderstwem, które jest wplecione w fabułę. Warto również zwrócić uwagę na graficzny grzbiet, a także… wklejki. Powieść posiada naprawdę prześliczne wklejki. Jedyny minus to brak skrzydełek, ale ten środek jednak to rekompensuje. Widać, że wydawnictwo zadbało, aby powieść sprzedawała się również i oczami, a wszystkie okładkowe sroki zapragnęły po prostu tę książkę mieć w swojej biblioteczce.

Fabuła

    Główną bohaterką jest Gaia, która spełnia swoje marzenie i wyjeżdża do Bostonu, aby rozpocząć pisarskie studia na Uniwersytecie Walta Whitmana. Pragnęła zmienić swoje życie i poświęcić się temu, co kocha, czyli pisaniu. Na miejscu okazuje się, że musi zapisać się na dodatkowe zajęcia, które prowadzi profesor słynący z kontrowersyjnych metod nauczania. Edgar Johansson jest również pisarzem, a na jego zajęciach uczniowie pokonują swoje lęki, aby naprawdę móc zacząć tworzyć. To jednak nie koniec niespodzianek, ponieważ świeżo upieczona studentka dowiaduje się, że zajmuje pokój po zmarłej studentce, a krążą plotki, że zamordował ją specyficzny profesor, który zaczyna w Gai wzbudzać niespodziewane emocje.

Bohaterowie

    Główna bohaterka bardzo mi się podobała — raczej introwertyczna, niemająca zamiaru się integrować z innymi, odrzucająca innych, a co więcej stale walczy z demonami przeszłości, a blizny na jej ciele skutecznie przypominają dziewczynie o traumatycznych przeżyciach. Swoją drogą, trochę przypomina netfliksową Wednesday i muszę wspomnieć, że powieść powstała przed wyemitowaniem serialu, więc to nie jest powielenie motywu.
    Edgar — tajemniczy, owiany niepochlebnymi plotkami. Przez długi czas tak naprawdę nie wiadomo było, czy w pogłoskach znalazło się, choć ziarno prawdy, czy nie. Spodobała mi się jego postać, ale jest mniej wyrazisty, niż Gaia. Szkoda, że nie dowiedzieliśmy się więcej o jego przeszłości. Skojarzył mi się odrobinkę (tylko odrobinkę!) z Severusem Snape’m.
    Isabella — współlokatorka Gai i całkowite jej przeciwieństwo, a jednocześnie mocno irytująca. Wiem, że nie miała złych intencji, ale jak ta postać mnie denerwowała!
    Charlie — uroczy chłopak, można by rzec, że jedyny przyjaciel Gai, choć dziewczyna wciąż go od siebie odpychała. Bardzo fajna postać poboczna.
    O’Ryan — sympatyczna nauczycielka, która wszystkim stara się pomóc i… doskonale ukazuje, że człowiek ma dwa oblicza. To była postać, która zaskoczyła mnie najbardziej.



Moje wrażenia z czytania

    Powieść czytało mi się naprawdę szybko i wprost nie mogłam się oderwać od niej. Bardzo chciałam wiedzieć, jak to wszystko się rozwinie i kto w końcu okaże się mordercą, a samo zakończenie było mocno zaskakujące. Tego zdecydowanie się nie spodziewałam. Chociaż nie wierzę, że to mówię, ale pierwsza książka Natalii podobała mi się jakoś bardziej, choć to ta druga bardziej wpasowuje się w moje gusta czytelnicze. Jak to wyjaśnić? Nie wiem.
Na początku myślałam, że to będzie pikantniejsza powieść, zwłaszcza że na tylnej okładce mamy trzy ogniki, ale nie. Wszystkie sceny zostały opisane w sposób bardzo delikatny, nie wulgarny, a przy tym doskonale trzymały w napięciu. Często się zdarza, że tego typu romanse są wręcz przesycone erotyzmem, co czasem robi się wręcz niesmaczne. Tutaj tego nie znajdziesz, wszystko jest idealnie wyważone, a autorka poprowadziła te sceny z wyjątkową subtelnością.
Zakończenie nieco mnie rozłożyło, trochę jak dla mnie było zbyt sztampowe, ale mimo wszystko miło, że skończyło to się w taki sposób.

Podsumowanie

    Powieść nie należy do najlżejszych, a mimo to się ją pochłania. Większych minusów się nie dopatrzyłam. Jedyne zastrzeżenie to chyba ogniki na okładce, ale to już raczej nie jest wina autorki, a irytującą bohaterkę nie traktuję, jako minus, bo to dobrze, jeżeli fikcyjna postać budzi emocje, a Isabella je budzi: negatywne, ale jednak. Z czystym sumieniem polecam Wszystkie Nasze Granice, bo to naprawdę świetna książka. Jednak nie jest to powieść dla każdego, o czym już wspomniałam na wstępie.

5 książek do przeczytania na wiosnę

5 książek do przeczytania na wiosnę


    Dzisiaj pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, więc pomyślałam, że podrzucę kilka książek właśnie na tę porę roku, choć w planach miałam zupełnie inny tekst, ponieważ mam już skończoną recenzję Wszystkich Naszych Granic Natalii Brożek. Ten pomysł wpadł jednak nagle i bardzo szybko zdominował moje myśli, więc od razu przystąpiłam do realizacji.


    Jakie historie kojarzą mi się z wiosną? Lekkie, wesołe: obyczajówki, delikatne romanse, takie, aby się rozweselić, a nie przytłoczyć po przygnębiającej zimie.

    1. Przebudzenie — Katarzyna Zyskowska
    Tę powieść przeczytałam kilka lat temu, ale była pierwszą, o której pomyślałam, gdy zastanawiałam się, co umieścić w tym poście. Zresztą sam tytuł kojarzy się wiosennie. Pamiętam, że dawniej mnie mocno wciągnęła i teraz mam ochotę przeczytać ją ponownie. Wyjątkowo podrzucę opis z lubimy czytać, bo sama muszę sobie tą powieść, odświeżyć, ale sądzę, że właśnie teraz będzie na to świetna okazja:
Młoda dziennikarka Zuzanna niespodziewanie otrzymuje spadek po nieznanym krewnym — malowniczą posiadłość na Mazurach. Zafascynowana przeszłością swoich przodków, powoli zaczyna zgłębiać tajemnice rodziny. Nie może jednak oprzeć się wrażeniu, że grozi jej niejasne niebezpieczeństwo.
Kto z najbliższego otoczenia dziewczyny jest przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem?
    2. Szeptucha i cała Seria 'Kwiat Paproci" - Katarzyna Berenika Miszczuk
    To zdecydowanie jest coś, co kojarzy się z wiosną! Uwielbiam prozę Katarzyny Bereniki Miszczuk i każda jej książka ma w sobie coś niesamowitego. Z tą serią jestem mocno związana, bo to ona rozbudziła we mnie miłość do słowiańskości (choć to nie była pierwsza powieść w tym klimacie, jaką przeczytałam). Główną bohaterką jest Gosia, która musi odbyć praktykę u szeptuchy, aby zostać pełnoprawną lekarką. Świat przedstawiony to alternatywna rzeczywistość, czyli jak mogłaby wyglądać Polska w XXI wieku, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu. Wiem, że postać Gosi jest mocno irytująca, więc jeżeli nie lubisz tego typu bohaterów, to polecam Jagę — to prequel tej serii, ale można zacząć od niego, bo niczego nie spojleruje, a opowiada o Jarogniewie, czyli dziarskiej szeptusze, u której Gosia miała praktykę.

    3. Zew Górzystej Krainy — Amy Cameron
    Z wiosną kojarzy mi się też Szkocja: deszczowa, piękna kraina. Nigdy nie byłam nią zafascynowana, ale po przeczytaniu Nie chcę być tobą i po zakochaniu się w serialu Outlander, Szkocja coraz bardziej do mnie przemawia. Ta historia jest właśnie tam umiejscowiona i tak jak w przypadku Przebudzenia, naszła mnie ochota na ponowne przeczytanie tej powieści właśnie teraz.
Lili jest młodą nauczycielką i wyrusza ze swoim narzeczonym w jego rodzinne strony do zamku Highlands, aby poznać rodzinę, do której wejdzie. Tam dowiaduje się o niesnaskach między klanem jej wybranka a klanem Makenzich, a w międzyczasie sama odkrywa swoje korzenie i dowiaduje się, że pochodzi z wrogiego klanu. Z tego, co pamiętam, tam też pojawił się chyba jakiś zakazany romans, o którym nie ma mowy w opisie, co sama bardzo lubię w powieściach.

    4. #Portal Randkowy — Marcin Michał Wysocki
    O tej książce Wam jeszcze nie mówiłam, jakoś nie było okazji, choć miałam zaczętą recenzję gdzieś w plikach roboczych. Kupiłam ją na Jesiennych Targach Książki w Warszawie, bo namówił mnie do tego jej autor. I mnie nie okłamał, są to historie, których się nie spodziewałam. Powieść to zbiór opowiadań, opowieści osób z różnych krajów i ich przeżycia z portalami randkowymi. Historie randkowe okiem mężczyzny. Myślę, że warto po nie sięgnąć niezależnie od pory roku w zasadzie, więc czemu nie na wiosnę?
Tutaj również przytoczę opis z lubimy czytać, bo ładniej jest to ubrane w słowach, o czym ta książka jest :)
Ludzie poszukują w internecie szczęścia. Jednym chodzi o pieniądze i władzę, innym o sławę, a jeszcze innym o rozrywkę czy seks. Miliony pragną jednak odnaleźć tam miłość – niestety z różnym skutkiem. Świat wirtualny, oferujący wprost niewiarygodne możliwości poznawania nowych osób, może być szansą, ale i niebezpieczną pułapką. Ten intrygujący temat podejmuje Marcin Michał Wysocki, znany z doskonale przyjętej powieści obyczajowej Baku, Moskwa, Warszawa. Historie miłosne opisane w zbiorze #Portal randkowy opierają się na prawdziwych wydarzeniach. Książka przedstawia czasem zabawne, a czasem zgubne skutki nieostrożnego poruszania się po świecie wirtualnym. Bohaterowie #Portalu randkowego reprezentują mieszkańców kilku europejskich krajów, jednak łatwo dostrzec, jak bardzo wszyscy jesteśmy do siebie podobni, niezależnie od pochodzenia czy miejsca zamieszkania. Polecamy tę publikację pełną miłości, humoru i emocji, lecz także przedstawiającą nieuproszczony obraz współczesności.
5. Ania z Zielonego Wzgórza — Lucy Maud Montgomery
    Na koniec będzie coś, co każdy na pewno zna i czytał, a jak nie to na pewno każdy widział, chociaż fragment filmu. Mowa o rezolutnej sierocie, która zamieszkała na Zielonym Wzgórzu. I to nie tak, że to książka tylko dla dzieci! Jest to ciekawa powieść, ze świetną bohaterką, przy której nie raz się uśmiechnęłam i myślę, że będzie idealna właśnie na wiosnę. Co tu więcej mówić? Książka w dłoń!

Wiosna i lato to moje ulubione pory roku, dlatego mega cieszę się, że robi się już coraz cieplej. Zawsze miło jest poczytać na dworze albo wyjść na spacer, albo po odwiedzać różne książkowe miejsca. Od razu chce się żyć i jest się mniej przytłoczonym. To jak, Marzanna już utopiona?

A Ty masz jakieś must read na wiosnę?
Droga do Wyraju ⸻ Kamila Szczubełek

Droga do Wyraju ⸻ Kamila Szczubełek

    Drogę do Wyraju odnalazłam szukając prezentu dla przyjaciółki i dość mocno mnie zaintrygowała. A miałam czytać coś zupełnie innego. I choć staram się wyszukiwać powieści osadzonych w słowiańskich klimatach, to akurat o tej lekturze, nigdy wcześniej nie słyszałam. Opis na odwrocie zaciekawia, więc musiałam zobaczyć, czy jest warta zachodu.

    Autorką jest Kamila Szczubełek, a sama powieść została wydana przez wydawnictwo Papierowy Księżyc i to pierwszy tom serii Demony Welesa. Tak naprawdę dopiero teraz spostrzegłam, że istnieje już kontynuacja, po którą również mogę sięgnąć. Nie jest też to specjalnie grube tomiszcze, bo liczy sobie 310 stron, czyli akurat na jeden lub dwa wieczory. 

Okładka

    Pierwsze, na co zwraca się uwagę, to albo okładka, albo opis. Te drugie zdecydowanie mnie zachęciło, natomiast oprawa graficzna, już mniej. Niby nie jest brzydka, ale bardzo kłuje mnie w oczy kiczowato wyglądająca czcionka, którą napisano tytuł, przez co mam odczucie, że powieść wydano przynajmniej dekadę temu i nie zachęca to do czytania, a tak naprawdę historia pojawiła się w księgarniach w 2021 roku. Na plus jest jednak to, że książka posiada skrzydełka, co osobiście uwielbiam, a także została zaopatrzona w mapkę, co znacznie ułatwia rozeznanie się w ziemiach, po których poruszają się bohaterowie. W zasadzie ta historia ma bardzo bogatą oprawę graficzną, ponieważ przy każdym nowym rozdziale widzimy zawieszone Swarzyce - to mi do gustu przypadło, oraz coś, co wygląda źle, jak napis na okładce: małe nietoperze, w których umiejscowiony jest numer strony. Gdybym była grafikiem, chyba nie byłabym w pełni zadowolona, ze stworzenia czegoś takiego, a jednak sama okładka ma w sobie coś, że im dłużej się na nią patrzy, to można dostrzec więcej elementów, niż tylko wysuwający się na pierwszy plan bohater. Ciekawe zagranie, pomimo tych wad, o których wspomniałam.

Fabuła

    Główny bohater to wąpierz Elgan — dla niezorientowanych w mitologii słowiańskiej, wąpierz, jest oczywiście wampirem i tak, istniały one już jako demony słowiańskie, zanim popularny stał się Zmierzch, Dom Nocy, czy Pamiętniki Wampirów. Jak wspomniałam, to demon, a one zazwyczaj zabijały ludzi, bądź im szkodziły, jednak ten osobnik jest zupełnie inny. Lubi ludzkości chce z nimi żyć w zgodzie, a nawet bardzo często pomaga rozwiązywać im ich problemy.
    Pewnego dnia na jego drodze staje Smęt, czyli niegroźny demon sprowadzony przez samozwańczego szamana, niestety roztaczający wokół siebie obrzydliwy zapach, przez co żadne z bóstw nie chciało przyjąć go pod swoją opiekę, nawet Weles, który opiekuje się zmarłymi. Elgan usłyszał, że Czarnobóg przyjmuje wszystkich tych, których nie chciał nikt inny, więc postanowił, że zaprowadzi nowego przyjaciela do Lasu Czarnoboga i razem wyruszają w długą, na początku milczącą podróż.
    W trakcie wędrówki dołącza do nich córka jego przyjaciela, odważna szamanka Dorada, a potem tajemniczy Mirosław. W międzyczasie dowiadują się o znikających z wiosek dzieciach i jednocześnie próbują rozwikłać tę zagadkę, przez co dochodzą do naprawdę niepokojących wniosków, a także Elgan dowiaduje się czegoś o swojej tajemniczej przeszłości jeszcze z czasów, gdy był człowiekiem. Bohater nie wie dlaczego, ale nie ma pojęcia na temat swojego ludzkiego życia. Jak można się też domyśleć,  Elgan i Dorada łapią ze sobą nić porozumienia, o czym przekonujemy się na kartach książki, ale romans to jeszcze nie jest, więc ciekawa jestem, jak to się rozwinie w drugim tomie.
Każdy ma swój świat, wąpierzu. To jest mój. Ty masz swój. Każdy jakiś ma. Ten, w którym się poznaliśmy, to zlepek tych wszystkich rzeczywistości

.                            
Moje wrażenia z czytania

    Historię czytało mi się bardzo szybko i pochłonęłam ja tego samego dnia praktycznie za jednym podejściem. . Napisana jest językiem na przyzwoitym poziomie, ale czasami pojawiają się archaiczne słowa, jednak w niczym to nie przeszkadza. Nie jest to ten typ książki, która jest przepełniona takim słownictwem, gdzie to ciężko się czyta, tutaj to takie dodatki. Bardziej takie smaczki dla Czytelnika.          Trzeba również pamiętać, że jest to debiut autorki, a ja zawsze staram się zwracać na to uwagę, choć nie wiem, czy ma to teraz takie znaczenie, gdy jest tyle książek, które były o wiele lepszymi powieściami debiutanckimi. Zdarzały się momenty, że już mnie nudziły opisy ich wędrówek, ale to niewielki minus. Może gdybym dawkowała sobie czytanie, nic takiego by się nie pojawiło.  Powieść ma jednak też coś, co bardzo lubię, wręcz kocham w lekturach, a mianowicie porządną dawkę sarkazmu, bo nie ma nic lepszego, niż humor w tym, co czytam.

Bohaterowie

    Sami bohaterzy zostali całkiem fajnie wykreowani. Elgan: przeciwieństwo normalnych wąpierzy, nie zabija ludzi, a jest dla nich dobry i żyje w zgodzie. Lubi im pomagać i zajmować się ichniejszymi sprawami. Na drugi plan wysuwa się szamanka Dorada: przemądrzała, odważna, co czasem zakrwawało o głupotę i bardzo irytująca dziewczyna, ale to już dowodzi, że postacie nie są stworzone na jedno kopyto. Oni najbardziej zapadają w pamięć. Smęt to demon, który praktycznie się nie odzywa, a Mirosław pojawił się dosyć późno i się do niego w ogóle nie przywiązałam. Ponadto w historii są jeszcze słowiańscy bogowie: Czarnobóg, Weles, Rod, a także inne demony, nie tylko wąpierz, ale również wiedźmy, czy zmory i strzygi.

Świat przedstawiony

    Świat przedstawiony jest nieco… dziwny. Jest przepełniony słowiańskością, to prawda, ale to zupełnie inny rodzaj słowiańskich wierzeń, niż z książek, które znamy, gdzie zazwyczaj są jakieś alternatywy, czy coś osadzone w czasach współczesnych, albo w tych, kiedy faktycznie czczono te bóstwa. Tutaj jest inaczej, bo akcja dzieje się w wymyślonym Królestwie Villperuny, dlatego ta mapka na początku książki może być bardzo przydatna, aby dokładnie śledzić wędrówkę grupy i nie zgubić się w tym świecie. Jest również przepleciona z elementami innych kultur, ponieważ pojawiają się szamani i znachorzy, ale mimo wszystko uważam, że to bardzo ciekawy zabieg, choć jestem fanką typowo słowiańskich powieści.


Czasem wystarczy jeden człowiek. Jedno źle wypowiedziane słowo.
Podsumowanie

    Podsumowując: książka nie była zła, nie była też wybitnie dobra, czytałam o wiele lepsze. Po drugi tom prawdopodobnie sięgnę, a na Lubimy Czytać dostała ode mnie ocenę 7, choć się troszkę wahałam nad szóstką. Nie odradzam czytania tej lektury, bo nie jest zła, ale też nie będę jej bardzo polecać: to po prostu lekka fantastyka na jeden raz, którą prawdopodobnie się bardzo szybko zapomni. 

___________________________________________________________________________________
Jak Ci się podoba taka forma recenzji, z wyszczególnionymi różnymi elementami? Koniecznie daj mi znać ;) 

Copyright © Czarne Światło , Blogger