Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wegetarianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wegetarianizm. Pokaż wszystkie posty
Placuszki akacjowe

Placuszki akacjowe

Dzisiaj mam dla Was coś absolutnie genialnego, serio! Lubię czasami coś ugotować, czym się dzielę na blogu, a dzisiaj mam przepis z kategorii tzw. dzikiej kuchni. Będziemy robić placuszki i to nie byle jakie, bo akacjowe. To znaczy z robinii akacjowej, ma się rozumieć ;) Rośnie teraz niemal wszędzie, więc polecam narwać jej choć trochę. Pamiętaj, że tylko kwiaty są jadalne! 
Oprócz placuszków robię z niej także miód i syrop oraz suszę na herbatę a jak się uda, to będzie także i dżem, ale to się jeszcze okaże, na pewno będę dawała znać na instagramie. 


Składniki:

Mąka
Jajka
Cukier waniliowy
Woda lub mleko
Proszek do pieczenia
Kwiaty akacji
Olej do smażenia

Od zawsze powtarzam, że moje przepisy to bardziej inspiracje, niż gotowe instrukcje, a ja sama jestem fanką zasady "na oko". A przygotowanie placuszków jest banalnie proste. Wszystkie składniki oprócz oleju i kwiatów wymieszać, aby powstało ciasto naleśnikowe, ale żeby było gęstszej konsystencji, niż zazwyczaj. Gdy jest gotowe dodajemy kwiaty i mieszamy, aby wszystkie były pokryte ciastem.

Na patelni rozgrzewamy olej, a potem wykładamy łyżką niewielkie placuszki i smażymy na złoty kolor. Można podawać je posypane cukrem. Prawda, że proste?





Trzy pomysły na faszerowane jajka

Trzy pomysły na faszerowane jajka

    Wielkimi krokami zbliżają się święta Wielkanocne, większość z nas pewnie już sprząta domostwo, albo planuje, jakie potrawy na ten czas zostaną przygotowane. Osobiście żadne święta nie mają dla mnie większego znaczenia: przy Bożym Narodzeniu nie czuję tego całego klimatu, jest zimno śnieg i po prostu fajnie, że wolne, a przy Wielkanocy… Cóż wolę Wielkanoc, bo jest lepsze jedzenie i… fajnie, że długi weekend, tak. I lubię jeszcze kogoś oblać wodą :D



    Na instagramie obiecałam, że wrzucę post z szybkimi przepisami na Wielkanoc, więc i oto one: jajka z trzema różnymi farszami. Jestem fanką jajek i jem je w różnych postaciach kilka razy w tygodniu, więc musiałam coś wykombinować. Jajka faszerowane są bardzo proste i szybkie do przyrządzenia, a na pewno farsz urozmaici zwykłe jajka z majonezem.

    To bardziej inspiracja, więc nie podaję konkretnych proporcji. Dodatków można wrzucić więcej bądź mniej, zależy od tego, jak bardzo wyrazisty smak chcesz uzyskać.

    Pomysł numer jeden:

    Przygotuj: jajka ugotowane na twardo, puszkę tuńczyka (obojętnie, czy z wody, czy w oleju), majonez, sól, pieprz, bądź inne ulubione przyprawy.

    Wykonanie: Obrane jajka przekrajamy na pół i delikatnie wydrążamy żółtka. Dodajemy do nich tuńczyka, przyprawy i majonez. Jeżeli tuńczyk jest z oleju, można, zamiast majonezu wlać trochę oleju, albo po prostu dać mniej majonezu. Uwaga jednak, aby nie przesadzić. Wszystko należy zblendować (lub dobrze rozgnieść widelcem), a potem ładnie ułożyć na jajkach i przyozdobić: ja użyłam sezamu i czarnuszki. Jeśli chodzi o wypełnianie białek, posługiwałam się łyżeczką i próbowałam zrobić to ładnie, ale wczoraj widziałam filmik na tik toku, że ktoś używał do tego rękawa cukierniczego i to wyglądało super estetycznie!



    Pomysł numer dwa:
    Przygotuj: jajka, majonez, żółty ser, najlepiej taki wędzony, bazylia, sól, pieprz i przyprawę czosnkową.
    Wykonanie: Do wydrążonych żółtek dodaję starty żółty ser, majonez, przyprawy i drobno pokrojoną świeżą bazylię. Dobrze rozdrabniam widelcem. Jednak można to zblendować, aby uzyskać gładką masę. Potem należy przełożyć do białek i udekorować. U mnie listkami bazylii.


    Pomysł numer trzy:

    Tutaj nie mam zdjęć, ponieważ robiłam po prostu taką pastę jajeczną, ale uznałam, że będzie to też świetny farsz do jajek faszerowanych, więc podrzucam i ten pomysł.
    Przygotuj: jajka, majonez, zielone oliwki, sól i pieprz.
    Wykonanie: Tak, jak w poprzednich przypadkach wrzucamy żółtka, oliwki i majonez do blendera i miksujemy. Doprawiamy i przekładamy do białek i mamy gotową świąteczną przekąskę. Oliwki możemy wykorzystać również i czarne, ale zielone są bardziej wyraziste w smaku, więc sprawdzą się tutaj lepiej.

Smacznego!

Zobacz, co jeszcze możesz przygotować na Wielkanoc:

Na dzisiaj to już wszystko, a może Ty chcesz się podzielić jakimś pomysłem? 

Najlepsze leniwe śniadanie ⸻  jajka po turecku

Najlepsze leniwe śniadanie ⸻ jajka po turecku

Mówią, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia i wielu z nas na pewno lubi te dni, kiedy może je sobie przygotować porządnie. U mnie wygląda to tak, że idąc na pierwszą zmianę, to z nich rezygnuję, bo wolę po prostu dłużej pospać, a kiedy pracuję na popołudnie, to często robię sobie takie śniadanko na spokojnie, porządne: pyszne i czasem cieszące też oko. Uwielbiam jajka w każdej postaci na śniadanie, obiad i kolację, serio. I jajka na śniadanie to zawsze świetny wybór. Dzisiaj mam propozycję nietypową: jajka po turecku. Przepisów jest na nie dużo w różnych wariacjach i jak one wyglądają oryginalnie, w zasadzie nie wiem, ale ja dzisiaj przedstawię swoją wersję. Najlepsze jest to, że ten posiłek przygotujemy ze składników, które każdy powinien mieć w domu. Jajka po turecku, to nic innego, jak jajka ugotowane w koszulce (leniwi mogą zrobić sadzone, ale to już nie to samo, choć nadal dobre), z oliwą, chilli i palonym masłem. Jak zobaczyłam kiedyś pomysł na nie, to myślałam, że to jakaś profanacja, bo jak to tak jajka z jogurtem i założyłam, że będą niedobre, ale gdzieś mi ten przepis krążył i musiałam go wypróbować, a potem po prostu przepadłam.



⸻  Składniki (porcja dla jednej osoby) :

Jogurt naturalny lub grecki ok. 200g +/- - te mniejsze opakowanie będzie w sam raz
2 jajka
Natka pietruszki lub świeża bazylia
Łyżka oliwy
Ząbek czosnku
Łyżka masła
Łyżka octu
Przyprawa chili — u mnie jest to gruboziarnista z papryką wędzoną z Knorra — najlepiej mi się sprawdzała do tego przepisu
Ulubione pieczywo — u mnie była to bagietka czosnkowa
opcjonalnie sól i sezam, lub inne ziarna do posypania, jeżeli lubisz

⸻  Przygotowanie:

Najpierw proponuję przygotować grzanki, aby nie były gorące, gdy już wszystko przygotujemy. Od razu możesz wstawić wodę na jajka.

W miseczce lub głębokim talerzu przygotuj jogurt. Dodaj drobno pokrojony lub przeciśnięty przez praskę czosnek, drobno pokrojoną zieleninę (u mnie w tym przypadku pietruszka, ale z bazylią też jest świetne) i oliwę. Jeżeli lubisz słone, to dodaj również troszkę soli, a potem wszystko wymieszaj.

Kiedy woda na jajka się zagotuje, dodaj łyżkę octu. W gotującej się wodzie trzeba zamieszać łyżką i zrobić wirek, a potem wrzucić w niego jajko i gotować przez 3 minuty. Po tym czasie wrzucić je do jogurtu i przygotować drugie.

Kiedy przygotowujemy jajka, rozgrzać masło na patelni, a potem przez moment podsmażyć przyprawę chili. Trzeba jednak uważać, bo szybko się przypala! Polać tym masłem z przyprawą nasze jajka z jogurtem.

Na koniec można posypać sezamem lub innymi ziarnami. Do tego wcześniej przygotowane pieczywo i smacznego!

Co myślisz o tym przepisie? Naprawdę polecam go wypróbować, gdy masz więcej czasu, choć wbrew pozorom wcale nie zajmuje go tak dużo, a przygotowanie jest proste. I umówmy się: fotografia kulinarna nie jest moją mocną stroną. O wiele bardziej wolę reportażówkę, ale próbowałam! :D

Jakie jest Twoje ulubione śniadanie?

Powiem jeszcze kilka słów na koniec, bo to ile tutaj nie publikowałam, to  przechodzi ludzkie pojęcie, a ten post, który wstawiam dzisiaj, wisi w kopiach roboczych już od początku listopada, musiałam tylko zdjęcia obrobić i opublikować. Ale się nie złożyło.  Siedziałam cicho zarówno tutaj, jak i na Instagramie, ale ostatnio bardzo dużo dzieje się w moim życiu prywatnym i dlatego tego czasu miałam mniej. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić, że wrócę do pisania tutaj, to czytania książek i do publikowania na instagramie, bo mam kilka pomysłów :) I na razie z tym Was zostawię :) 

Aromatyczny mocno pomarańczowy syrop dyniowy + moja wersja pumpkin spice latte

Aromatyczny mocno pomarańczowy syrop dyniowy + moja wersja pumpkin spice latte

Jesień w pełni, co zresztą widać za oknami i w internetach. To pora roku, gdzie królują dynie, swetry, świeczki, herbatka i kocyk, choć dla mnie mogłoby tej pory roku (oraz zimy) nie być, zresztą, pisałam o tym już na instagramie. A właśnie, skoro o instagramie mowa, ale to może na końcu... Jesień to także sezon na tzw. pumpkin spice latte, czyli dyniową kawę, która podobno jest wyjątkowo smaczna. Podobno, bo nigdzie jej nie piłam, ponieważ nie jestem fanką korzennych przypraw. O ile imbir i goździki jeszcze zdzierżę i nawet je lubię w niewielkich ilościach, to nienawidzę cynamonu, a w tego typu przepisach jest go pełno. Bardzo chciałam spróbować syropu dyniowego (latem gdzieś piłam także dyniową lemoniadę) i kombinowałam, jak tu zrobić, aby nie był tak korzenny i wymyśliłam! Pomarańcza! Wobec tego, jeżeli i ty nie przepadasz za korzennymi przyprawami, albo po prostu chcesz spróbować innej wersji, to ten przepis jest dla Ciebie idealny.



Przepis na najlepszy niekorzenny syrop dyniowy.

Purree z dyni
woda
1-2 gwiazdki anyżu
cukier waniliowy/wanilia
pomarańcza/ekstrat pomarańczowy
cukier lub inne słodziło np. miód
imbir

Przygotowanie:

Aby zrobić puree z dyni, należy pokroić dynię ze skórką (nie wiem czemu, mądrzy ludzie w internecie każą ze skórką xd) i piec około 30 minut w 200 stopniach góra dół. W każdym razie do miękkości. Gdy dynia zmięknie i trochę przestygnie, obieramy ją ze skórki i wrzucamy do blendera i miksujemy na gładką masę. Tak, nasze puree jest gotowe. Ot, cała filozofia.

Wrzucam puree do garnka na palnik i dodaję wodę. Mniej więcej tyle, co puree, nie miałam konkretnych proporcji, wszystko robiłam na oko. Polecam najpierw trochę wody wlać do kielicha blendera, zamieszać i to przelać do saganka, aby nic się nie zmarnowało :).

Dodaję cukier i chwilę mieszam. Sypię wanilię, wrzucam gwiazdki anyżu i trochę soku z pomarańczy, oraz plaster obranej pomarańczy i kilka plasterków imbiru. Idę też trochę na łatwiznę i dodaję ekstrakt pomarańczowy (kilka kropel!), ale można to pominąć, a zamiast tego wycisnąć np. sok z całej pomarańczy, albo całą ją pokroić.

Podgrzewam syrop na małym ogniu i mieszam co chwila, aby się nie przypalił. Gotuję tak, aż do momentu, gdy zbędna woda wyparuje i smaki się połączą (to było około 10-15 minut). Teraz tylko przestudzić i gotowe! Aha, polecam jeszcze wyjąć anyż/pomarańcze i imbir. A te plasterki pomarańczy wygotowane w tej dyni to w ogóle polecam zjeść, są pyszne!

Taki syrop możesz dodać do kawy, herbaty, czy też ciepłego mleka, albo jesiennego kakałka :)



Moja wersja pumpkin spice latte

Składniki:

Syrop dyniowy z powyższego przepisu
kawa (u mnie rozpuszczalna, bo ja jestem mało kawowa, wolę herbatę, ale powinno być chyba espresso, czy zwykła czarna)
mleko
miód
bita śmietana najlepiej taka w spreyu

Przygotowanie:

Parzymy mocną kawę. Mleko wlewamy do garnka i podgrzewamy: nie musi być gorące, wystarczy, że będzie ciepłe, ale pamiętaj, aby go nie przypalić. Potem bierzemy blender albo mikser i „ubijamy”, aby się spieniło.

Na dno szklanki dajemy 1-2 łyżeczki miodu, zależnie od tego, jak bardzo słodkie lubisz. Dolewamy syropu dyniowego, tak około 1/5 szklanki. Wlałam trochę mleka i dołożyłam pianki, która się wytworzyła i wymieszałam wszystko łyżeczką. W zasadzie nie miałam takiego zamiaru, ale jakbym tego nie zrobiła, to nie wyglądałoby ładnie xD. Dołożyłam jeszcze pianki z mleka, tak, że sięgało do 3/4 szklanki. Wlałam trochę kawy cieniutkim strumieniem, a na górę wyłożyłam bitą śmietanę i polałam odrobinę syropem dyniowym. Zapomniałam tego zrobić, ale można zetrzeć na wierzch jeszcze czekoladę!

Zrób zdjęcia na story i wymieszaj. Smacznego!



A Ty, jesteś fanem takich jesiennych przepisów, czy nie bardzo?

Na samej górze wspomniałam o instagrmie, ponieważ założyłam instagrama typowo pod bloga, aby oddzielić trochę to co tworzę w internecie od konta prywatnego, bo tam mam większość znajomych w obserwowanych, dzięki drugiemu profilowi, będę mogła udostępniać to, co naprawdę Was interesuje, bez zbędnej prywaty. Na dole bloga jeszcze widnieje stare konto, dodam tam nowe, jak wstawię więcej postów, ale już teraz możesz mnie obserwować o tutaj!
4 składnikowa sałatka idealna na Wielkanocny stół

4 składnikowa sałatka idealna na Wielkanocny stół

W moim rodzinnym domu, bardzo często przy okazji świąt przygotowywano sałatkę ziemniaczaną. Jest prosta, pyszna i sycąca. Osobiście uważam, że jest o wiele smaczniejsza od klasycznej jarzynowej. Ostatnio jednak robiłam również sałatkę ziemniaczaną, taką bardziej resztkową, z tego, co miałam  pod ręką, a nie ze świątecznego przepisu i wyszło mi genialne, a było to bardzo proste połączenie.  Uznałam, że jest idealna na święta i na pewno będę ją robić. Grzech się nie podzielić przepisem!



Składniki

Gotowane ziemniaki

ser żółty

dużo naci pietruszki

majonez/jogurt

sól i pieprz

opcjonalnie groszek lub jajka

Przygotowanie

Ugotowane i ostudzone ziemniaki kroimy w kostkę. Nać pietruszki siekamy drobno. Polecam wrzucić jej bardzo dużo, bo to ona dodaje smaku tej sałatce. Pietruszka oraz ser, który także kroimy w kostkę. Najlepiej użyć jakiegoś wyrazistego, twardego sera: u mnie to grana padano. Dodać sól i pieprz, oraz łyżkę majonezu lub jogurtu naturalnego, albo to i to, tak jak ja zrobiłam.  Dokładnie wymieszać. Smacznego!


Na zdjęciu jest wersja jeszcze z groszkiem, bo robiłam ostatnio tą sałatkę dwa razy, ale jest totalnie tam zbędny! I tak jak widać na fotografii, świetnie pasuje na kanapkę.  Choć herezją może wydawać się jedzenie kartofli z chlebem, to serio jest to dobre.

Może dziwić fakt, że na święta Wielkanocne polecam coś bez jajka, ale w tej sałatce jest ono zbędne. Jeśli jednak nie wyobrażasz sobie świątecznej sałatki bez tego składnika, to śmiało możesz dodać, ponieważ tez idealnie pasuje, choć w tym przypadku uważam, że prostota jest najlepsza :) 

Jak Ci się podoba ten pomysł na sałatkę?

I życzę Ci dobrych i spokojnych świąt :) 

Boczniaki - proste i pyszne!

Boczniaki - proste i pyszne!

Boczniaki, każdy na pewno o nich słyszał i pewnie wielu próbowało. Jeżeli nie, to koniecznie polecam to zrobić. Mi na samym początku wydawały się jakimś dziwnym produktem z wegańskich blogów, bo w zasadzie tam chyba spotkałam je po raz pierwszy. Na szczęście można dostać je normalnie w sklepach ( nie tak jak te niektóre faktycznie dziwne produkty, których używają weganie) i przestały mi się tak kojarzyć, odkąd tylko ich spróbowałam. Osobiście uważam, że to jedne z najsmaczniejszych grzybów, a dzisiaj pokażę sposób, dzięki któremu przyrządzisz je najprościej, jak tylko się da. 

Tak przygotowane boczniaki, można wykorzystać na wiele sposobów. To świetny dodatek do ziemniaków zamiast kotleta, doskonale pasuje do talerza warzyw, czy możesz wrzucić je do tortilli. Albo po prostu na kanapkę. A pewnie i tak znajdziesz jeszcze inne zastosowanie, no chyba, że od razu połowę zjesz z talerza, zanim do czegokolwiek zdążysz je dodać :D

Przygotowanie ich jest bardzo proste. Najpierw trzeba wrzucić je w marynatę, a potem panierować i usmażyć. Gotowe. Oto lista składników, na szczęście nie jest długa,

Składniki; 

Opakowanie boczniaków,

bułka tarta,

mąka,

czosnek granulowany, 

olej do smażenia,

Marynata;

ciepła woda,

vegeta, lub inna "rosołowa" przyprawa

sos sojowy, 

sok z cytryny, 

odrobina oleju

Wszystkie składniki na marynatę dokładnie ze sobą wymieszać, a potem wrzucić do niej boczniaki. Jeżeli grzyby są duże, to warto pokroić je na mniejsze kawałki.  Najlepiej, aby marynata przykrywała grzyby. Można też użyć słoika i dokładnie wymieszać poprzez potrząsanie. Odstawić na minimum 15 minut, choć wiadomo; im dłużej się będą marynować, tym bardziej przejdą marynatą. 

Mąkę i bułkę tartą wymieszać ze sobą najlepiej pół na pół, albo dodać więcej bułki. Dosypać trochę przyprawy czosnkowej i wszystko wymieszać. Generalnie to można tutaj dodać każdą ulubioną przyprawę. Świetnie sprawdziłaby się także papryka wędzona. 

Na patelni rozgrzać olej. Gdy boczniaki się już zamarynowały, obtaczać je w naszej mąkobułce i smażyć. Jeżeli grzyb  nie oblepił się dokładnie, to można go jeszcze raz zamoczyć w marynacie i powtórzyć proces. Gotowe powinny mieć złoty kolor. 

___________________________________________________________________________

Ze spraw czysto organizacyjnych to dodam, że pojawiły się dwie nowe zakładki, a znikła jedna, która była wcześniej. Zmieniłam także nazwę na stronie na facebooku, niestety nie udało mi się to zrobić z instagramem; tutaj muszę poczekać, przez moje stare konto, aż całkiem zniknie. Zmiany nie są duże, ale są; jak Ci się podobają? :) 

___________________________________________________________________________

A Ty znasz jakiś fajny przepis na przyrządzenie boczniaków? 

Zielone smoothie zero-waste, czyli jak wykorzystać liście z rzodkiewki

Zielone smoothie zero-waste, czyli jak wykorzystać liście z rzodkiewki

Dzisiaj przychodzę z postem kulinarnym, ale to nie będzie typowy przepis, choć on także też się niżej pojawi. Wiesz już, że ja nie lubię niczego wyrzucać i choć nie jestem ani minimalistką, ani nie żyję według zasad zero, czy less waste, to jednak czasami przejmuje te nawyki, czy staram się, aby było ekologicznie.



Dawno temu usłyszałam, że liście rzodkiewki są jadalne, a nawet, że są smaczne, a każdy je wyrzuca. Tak samo podobno jest z nacią marchwi, choć tej drugiej nie próbowałam xD. Jednak ta rzodkiewka mnie zaskoczyła, bo przecież każdy je wyrzuca i nawet nie przyszłoby mi do głowy, że można je wykorzystać, więc musiałam to sprawdzić. I okazało się, że są całkiem smaczne, jakbym miała je do czegoś porównać, to powiedziałbym, że liście rzodkiewki to coś pomiędzy szpinakiem, a rukolą, więc jeśli je lubisz, to rzodkiewkową zieleninę także polubisz.

Do czego można wykorzystać liście rzodkiewki?

1. Do sałatek; tak jak sałatę, szpinak, roszpunkę i inną wszelką zieleninę.

2. Na kanapki! Najprostsze rozwiązanie i też pyszne.

3. Do pasty kanapkowej; wiem, że kiedyś robiłam z awokado, z liści i bodajże oleju z suszonych pomidorów, na którymś starym blogu miałam przepis, wiec jak znajdę, to kiedyś go podrzucę.

4. Do smoothie i koktajli i poniżej znajdziesz pomysł na jeden z nich, bo do smoothie możesz dodać tak naprawdę co chcesz.

Zielone smoothie

Składniki; garść liści rzodkiewki, banan, sok z cytryny, jogurt naturalny, cukier lub inne słodzidło, odrobina wody

Wykonanie: wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować na gładką masę. Jeżeli lubisz bardziej płynne smoothie, to dolej wody i ponownie wymieszaj.

Generalnie można dodać również inne owoce bądź warzywa; szpinak, pomarańczę, mango, ananas itp i również będzie smaczne. Zależy co masz pod ręką :)  Świetnie sprawdzą się również mrożonki!


A Ty znasz jakieś zastosowanie nieoczywistych części warzyw?

Jedngarnkowy fit makaron z warzywami

Jedngarnkowy fit makaron z warzywami

 W zasadzie to bardziej warzywa z makaronem, bo to one grają tutaj główną rolę, a sam makaron to tylko dodatek, aby potrawa była bardziej syta. Pomysł na te danie narodził się gdy zastanawiałam się, w jaki sposób mogę jeszcze przyrządzić fasolkę szparagową. Sezon na nią w pełni, a tak się składa, że dostałam od babci całkiem sowitą porcję tego warzywa, jednak powiedzmy sobie szczerze, ile można jeść fasolkę z bułką tartą, prawda? Oczywiście jest bardzo smaczna i w ogóle, no ale jednak wiecie.  W zasadzie to mam tutaj dla Was przygotowane jeszcze kilka innych przepisów, ale zawsze mam problem ze zdjęciami do nich, bo wiem, że fotografia kulinarna nie jest moją mocną stroną. No, ale lecimy ze przepisem!


Składniki

tofu
kalafior
cukinia
fasolka
makaron
odrobina tłuszczu do smażenia
mozarella (u mnie light)

papryka wędzona,
czosnek granulowany,
sól,
pieprz,
siemię lniane (opcjonalnie)


Rozgrzewamy na patelni, bądź w saganku łyżkę oleju (bądź masła, lub innego tłuszczu). W między czasie kroimy tofu w kosteczkę, a potem przez chwilę podsmażamy. Kalafior dzielimy na drobne różyczki i dorzucamy do zarumienionego tofu. Fasolkę kroimy i również dorzucamy. Dodajemy garść makaronu, a potem wszystko zalewamy wodą, tak żeby przykryło warzywa i dusimy, aż warzywa zmiękną i makaron będzie miękki. W międzyczasie dodajemy pokrojoną cukinię. Odparowujemy nadmiar wody (a jeżeli jest jej zbyt dużo, to po prostu odlać, aby niczego nie rozgotować). Doprawiamy papryką wędzoną i czosnkiem granulowanym; nie polecam pomijać tych dwóch przypraw, bo to one nadają takiego fajnego smaku. I oczywiście sól i pieprz. Na koniec można pokroić mozarellę, bądź inny ser, oraz posypać ulubionymi ziarnami; u mnie siemię lniane. Smacznego!


Ten przepis także bardzo łatwo zweganizować, wystarczy wyrzucić, bądź zamienić mozarellę, a dodatkowo to micha pełna warzyw, więc jest fit. Czego chcieć więcej?

Lubicie takie przepisy?

Groszkowy sos do makaronu a la zielone pesto

Groszkowy sos do makaronu a la zielone pesto

Dzisiaj przygotowałam szybki i bardzo prosty przepis na smaczny i sycący obiad. Kto z nas nie lubi makaronu z sosem, niech pierwszy rzuci kamieniem! Królem tego dania jest zielony groszek, który wielu z nas może kojarzyć się z nudną obiadową marchewką z groszkiem, ewentualnie jeszcze dodatkiem do świątecznej sałatki.

Mój sos wyglądem przypomina zielone pesto, które oryginalnie jest z oliwy i bazylii, ale czemu nie zrobić go z groszku? Sam makaron z groszkiem nie jest tak dobry i można dostać napadów morderczych podczas prób nabicia groszku na widelec, dlatego z pomocą przychodzi blender i nieciekawe groszkowe coś zmienia w przepyszny sos.



Składniki:

około szklanka mrożonego groszku
pół cebuli
olej, bądź masło do smażenia
1-2 łyżki migdałów
1 łyżka koncentratu do zup/vegety bądź pół kostki rosołowej
sól, pieprz, czosnek w proszku, majeranek
opcjonalnie oliwa smakowa z bazylią i czarnuszka

ulubiony makaron (choć świetnie też smakuje z ryżem!)

Na patelni rozgrzewamy tłuszcz i kroimy cebulkę w drobną kostkę; należy ją chwilę przesmażyć do przyrumienienia, a potem dodać wody, aby się dusiła. Gdy już się dusi, wrzucamy również groszek i gotujemy pod przykryciem, aż warzywa będą miękkie. Dodajemy do smaku koncentrat do zup/vegetę/kostkę rosołową, czy co ta macie, aby nieco podkręcić smak i doprawiamy resztą przypraw. Gdy groszek i cebula będą miękkie zestawiamy z gazu i wrzucamy wszystko do blendera. Jeśli woda odparowała, to dolej jej odrobinę, aby sos nie był zbyt suchy. Możesz dodać odrobinę smakowej oliwy dla podkręcenia smaku, ale nie jest to konieczność. Dodaj pokruszone płatki migdałowe i zblenduj wszystko  na gładką masę. Wymieszaj z wcześniej ugotowanym makaronem; u mnie jest to ryżowy, który świetnie tutaj pasuje. Możesz po wierzchu posypać czarnuszką i zetrzeć trochę ulubionego sera. Smacznego!



Teksty, które słyszą wegetarianie

Teksty, które słyszą wegetarianie

 Jestem wegetarianką od wielu, wielu lat i na przestrzeni tego czasu zdążyło już mi się spotkać z wieloma dziwnymi sytuacjami i zachowaniami innych osób, które nie potrafią pojąć JAK! Jedna rzecz jest niezmienna; wciąż słyszę te same teksty niedowiarków, choć nie przeczę, teraz mniej, niż kiedyś. Dawno temu na którymś z już chyba nieistniejących blogów też o tym pisałam, ale jak powiedziałam wyżej, to jest naprawdę niezmienne. Oto kilka tych najzabawniejszych i najczęściej się powtarzających:

żródło: https://pixabay.com/pl/vectors/warzyw-edukacyjny-film-animowany-29063/


Jak możesz nie jeść mięsa? Ja bym nie mogła!

Normalnie - moja najczęstsza odpowiedź. Jak widać nie płaczę, nie śnię o kotletach i jeszcze żyję. Można? Można! Bawi mnie to, bo wszyscy chyba zapominają, że każdy z nas jest inny. To że Ty czegoś nie zrobisz, nie znaczy, że ja także. Swoją drogą nie lubię zaglądania komuś do talerza.

To co Ty jesz?

Trawę i kamienie, a gdy mi się skończą, to głoduję. Ludzie naprawdę bardzo często zapominają, że jedzenie to nie tylko mięso, że jest wiele, wiele innych produktów. 

Skąd bierzesz białko?

Tak, bo białko jest tylko i wyłącznie w mięsie. Ten tekst to też taki klasyk z klasyków.

Ryba to nie mięso!

Tak oczywiście, ryba wcale nie jest mięsem! Schabowy to też nie mięso, rośnie na łące, a pszczoły zapewne zbierają z niego nektar i na miód przerabiają. Genialne! Jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech zerknie w definicję, bo wiadomo, że Ciocia Wikipedia wie wszystko. Przekonanie o tym, że ryba nie jest mięsem, wzięło się z religii chrześcijańskiej, bo jest dozwolona podczas postu. I tyle w temacie.

Taka z Ciebie wegetarianka, a jajka i mleko jesz!

To już rzadziej, ale też się zdarza, że mówiący to delikwent ukazuje swoją niewiedzę i nie rozróżnia wegetarianizmu od weganizmu. Jego prawo, sama nie ogarniam tych wszystkich nizmów, bo się tego narobiło od cholery i jeszcze więcej, ale jak już sie o czymś mówi, to wypadałoby wiedzieć o czym. 

Zjadłabyś kebaba, to od razu by Ci przeszło!

Nie, nie przeszłoby. Po za tym są też kebaby wege i są bardzo dobre :D

Na pewno zjesz jak się napijesz.

I cóż, musze Cię rozczarować, ale również nie, nie zdarzyło mi się. Jak wspomniałam wyżej nie tęsknię za schabowym itp. więc nawet będąc w stanie... nie do końca racjonalnie myślącym, mi się to nie zdarzyło. 

Nie widać, że nie jesz mięsa.

Oj, ten tekst także jest w gronie w tych ulubionych, z ulubionych, choć kiedyś spotykałam się z nim częściej. Często też spotykany z pytaniem "Odchudzasz się?" Uwielbiam takich ludzi serio. Zdaję sobie sprawę, że większość ludzi wege jest szczupłych, naprawdę, ale Ciebie jednak muszę uświadomić, że jestem wegetarianką, bo nie chcę jeść mięsa, a nie po to, aby się odchudzać, a sam wegetarianizm nie jest dietą odchudzającą. Więc takowe stwierdzenie jest po prostu... żałosne.

I to chyba byłoby na tyle! Jeżeli jesteś osobą, która używa tego typu stwierdzeń to przestań :) Mam nadzieję, że czytając ten post bawisz się tak świetnie jak ja, gdy go pisałam :) 

Błyskawiczny domowy chleb razowy bez drożdży i zakwasu

Błyskawiczny domowy chleb razowy bez drożdży i zakwasu

 Dzisiaj przedstawiam przepis na wyjątkowo dobry, łatwy i szybki w wykonaniu domowy chleb bez drożdży i zakwasu, tak jak napisałam wyżej w tytule. I tak, to jest możliwe, choć samo pojęcie pieczenie chleba wydaje się skomplikowanie brzmieć, prawda? Ja też tak myślałam, dopóki nie odkryłam pewnego przepisu, choć musiałam go modyfikować, bo nie był idealny, aż po kilku próbach doszłam do tego, aby stworzyć domowy chleb doskonały. Wszystkie sklepowe wypieki mogą się schować, bo ten zdecydowanie wygrywa. Pozostaje świeżuteńki przez 2-3 dni, a i później aż tak szybko nie czerstwieje, no chyba, że będzie tak smaczny, że zniknie od razu po upieczeniu, bo to nie wykluczone. To jak, pieczemy?



Składniki

ok. 450 gramów mąki orkiszowej (ja sypię 2,5 szklanki)
500g jogurtu naturalnego
2 łyżki oleju
czubata łyżeczka sody oczyszczonej
łyżeczka proszku do pieczenia
opcjonalnie ulubione ziarna

Przygotowanie:

Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni (góra-dół). Mąkę przesiewamy przez sitko, dodajemy sodę, proszek do pieczenia, jogurt i olej.  Wszystko dokładnie mieszamy przez kilka minut tak, aby ciasto dobrze się napowietrzyło. 

Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy ciasto. Na wierzchu można posypać ulubionymi ziarnami. Chleb piekę godzinę i piętnaście minut, ale po godzinie można sprawdzać, jak się nasz chleb ma, ponieważ każdy piekarnik jest inny. Należy sprawdzić patyczkiem, czy chleb jest w środku upieczony.

Polecam jeszcze ciepły z masłem i solą!

Dodatkowo: Mąka nie musi być orkiszowa, może być zwykła pszenna, a jogurt można zastąpić kefirem, bądź maślanką, jednak nie próbowałam piec chleba z tymi zamiennikami.

Jeśli ktoś tak, jak ja boi się drożdży i zakwasu, a chce spróbować upiec chleb, to niech zakasa rękawy i do roboty, bo zdecydowanie warto! :) 

Warzywny lunchbox; Fasola z kalafiorem w sosie chilli-pomidorowym

Warzywny lunchbox; Fasola z kalafiorem w sosie chilli-pomidorowym

 Dzisiaj wrzucam Wam przepis, który jest świetnym pomysłem na obiad, kolację, czy do lunxboxa do pracy (tak jak było to u mnie, któregoś pięknego styczniowego dnia). Przepis jest banalny, oraz wegański. Swoja drogą chyba, jak większość przepisów, które tutaj wrzucam 0_o. Tak, mnie też to dziwi. 



Składniki;

fasola,
kalafior
cebula
pomidor
sos słodki chili
oregano, bazylia, sól pieprz, kurkuma
ziarna do posypania
tłuszcz do smażenia

 Przygotowanie:

Fasolę trzeba dzień wcześniej namoczyć, a potem ugotować (można zrobić więcej i mrozić), ale ta z puszki też się nada. Rozgrzać odrobinę tłuszczu na patelni i pokroić drobno cebulę i podsmażyć przez chwilę. W międzyczasie podzielić kalafior na malutkie różyczki, a potem dorzucić do cebuli. Dodać wody i gotować pod przykryciem przez parę minut, dopóki kalafior nie będzie al dente. W tym czasie pomidora obieramy ze skórki (warto go najpierw sparzyć, to sama schodzi) i kroimy na drobno, a potem dodajemy na patelnię i mieszamy. Dodajemy fasolę (moja była ciepła jeszcze po gotowaniu, wiec dałam na końcu, tak samo można zrobić z puszkową. Czekamy aż nadmiar wody odparuję, a gdy sos ma już odpowiednia konsystencję, dodajemy łyżkę, bądź dwie słodkiego sosu chili (zależy czy lubisz bardziej ostre potrawy, czy mniej) i doprawiamy. Po przełożeniu na talerz posypujemy ulubionymi pestkami. 


Smacznego!

   Inne przepisy z fasolą na tym blogu:

Prosta pasta z białej fasoli!


Prosta pasta z białej fasoli

Prosta pasta z białej fasoli

Dzieńdoberek w tą pochmurną niedzielę!   Dawno nie było tutaj czegoś kulinarnego nie? Trzeba to szybko naprawić, więc dzisiaj na tapet wjeżdża kolejny wegetariański, ba nawet wegański przysmak, który jest znany na pewno wszystkim roślinożercom, ale niekoniecznie komuś, kto z nami ma niewiele wspólnego. To jest też przepis, który wyjdzie każdemu, bo tego nie da się zepsuć, a smakuje wyśmienicie. Mowa tutaj o jednej z najprostszych past do chleba; fasolowej. Bardzo często zwana też wegańskim smalczykiem, choć dla mnie niewiele ma to wspólnego ze smalcem, ale nazewnictwo swoją drogą, nie wnikam w takie szczegóły; grunt że smaczne i proste. 


Składniki:

biała fasola 
cebula
olej, bądź oliwa
sól, pieprz, bądź inne ulubione przyprawy do smaku.

Przygotowanie:

Podstawą jest ugotowana biała fasola; może to być namoczona i przygotowana przez Ciebie, albo po prostu taka z puszki. Nie ma tutaj wielkiej różnicy. Cebulkę trzeba drobniutko pokroić i podsmażyć na tłuszczu. Wrzucamy wszystko do kielicha blendera. Dodajemy przyprawy i blendujemy na gładką masę. Jeżeli pasta wydaje się zbyt sucha, można dodać oliwy, bądź wody po fasoli i zblendować. 

I to wszystko, prawda, że proste? 



A Ty robisz takie smarowidła do chleba? Jak jest Twoja ulubiona pasta do chleba? :) 

3 jesienne herbatki na chłodne dni

3 jesienne herbatki na chłodne dni

Jesień już bez wątpienia zastukała w nasze okna i nawet, jak nie chcemy przyjąć tego do świadomości tak jak ja!) to już jest właśnie ta pora, kiedy trzeba z szafy powyciągać grube swetry i koce. Osobiście nie trawię tej pory roku, choć jest to takie mniejsze zło, bo zima to już w ogóle zbrodnia, zwłaszcza dla kierowców. Nigdy mnie też nie ogarnia, ta cała jesienna otoczka, która jest wszechobecna głownie na instagramie; swetry, kocyk, książka, długie skarpetki i te inne szmery-bajery. To zdecydowanie nie dla mnie. I do tego zrobiło się zimno, wszyscy chorzy, więc trzeba się rozgrzać. Czym? Najlepiej zdrowymi, ziołowymi herbatkami! Co prawda jesień nie jest moim sezonem na nie, bo lubię je przez cały rok, ale teraz w okresie przeziębień, to nie zaszkodzi, prawda? Najlepiej jeśli są to zioła ususzone, czy przetworzone przez Was samych - zdecydowanie najzdrowiej, ale można też poszukać w zielarskich sklepach.


Przedstawiam Wam moje ulubione mieszanki, choć rzecz jasna się do nich nie ograniczam i mieszam dowolnie, czasem jeszcze coś dodając, te jednak były najczęstsze, które pojawiają się w mojej szklance.

1. Lipa + pokrzywa + miód + imbir + kurkuma + cytryna
Kilka kwiatów lipy, kilka liści pokrzywy, łyżeczka miodu, plaster imbiru, szczypta kurkumy i plasterek cytryny, Trochę tęsknię za tą mieszanką, bo w tym roku nie mam lipy, ale piję to samo, ale bez tego jednego składnika.

2. Hibiskus + cytryna + imbir
Kilka liści hibiskusa, plaster cytryny, 1-2 plastry imbiru


3. Czarna herbata + cytryna + kurkuma + imbir + miód
Zwykła herbata w torebkach, bądź sypana, plaster cytryny, imbiru, szczypta kurkumy i łyżka miodu. Zamiast cytryny można też użyć pomarańczy, aby zmienić nieco smak. Uwielbiam zwykła herbatę i nie zawsze chce mi się pić mieszanki, więc inne dodatki, to tylko... dodatki, których dorzucam minimalnie dla smaku. 

 

Często w mojej herbacie ląduje pokrzywa i mięta, czasami czystek, czy dawniej pigwa. Opcji jest mnóstwo i można mieszać dowolnie.

Lubicie takie nietypowe herbaty? Podzielcie się swoimi pomysłami!

Sałatka pomidorowa

Sałatka pomidorowa

Kiedyś natrafiłam na instagramie na przepis na pomidorową sałatkę, która wydawała się inna, niż wszystkie i wiedziałam, że będę musiała ją zrobić. Prędzej, czy później, ale  zrobię. Od  pierwszej wzmianki po prostu wiedziałam, że będzie świetna. Pomidory, orzechy, sos sojowy; wcześniej się raczej nie stykałam z takim połączeniem, a na pewno sama nie kombinowałam. Mowa tutaj o birmańskiej sałatce pomidorowej z Jadłonomii, ale ja nie byłabym sobą, gdyby zrobiła wszystko wedle przepisu, więc tylko rzuciłam na niego okiem, miałam podstawę, a w głowie już wytworzyła mi się moja wersja, która nieco odbiega od oryginału. Link do wyjściowego przepisu podam niżej, a teraz przedstawiam Ci moją wariację na temat pomidorowej sałatki od Marty.



Składniki:
pomidory
cebula
rzodkiewka
sos sojowy
sok z cytryny
ulubione ziarna (u mnie był to słonecznik, siemię lniane i migdały)
orzechy ( u mnie włoskie)
zielenina ( u mnie pietruszka, bazylia i seler)
sól i pieprz do smaku


1. Pierwsze co robimy, to siekamy drobno cebulkę, a potem wyciskamy sok z cytryny i zalewamy ją sosem sojowym. Mieszamy, żeby smaki się połączyły i odstawiamy, gdzieś na bok.
2. Kroimy pomidory i rzodkiewkę. Siekamy orzechy, zieleninę, kruszymy płatki migdałowe i dorzucamy ulubione ziarna.
3. Wszystko wrzucamy do miski. Cebulkę w zalewie z sosu sojowego i soku cytrynowego dodajemy na samym końcu. U mnie moczyła się przez około pół godziny, ale dobra była już po piętnastu minutach.
4. Doprawiamy do smaku i mieszamy razem wszystkie składniki. Sałatka gotowa!

Sałatka jest wegańska i dość szybka w przygotowaniu. Można jeść bez dodatków, bądź stosować ją jako dodatek; u mnie w parze z pieczonymi frytkami, tak jak widać na zdjęciu. Wiem też, że fotografia kulinarna nie jest moją najmocniejszą stroną, ale będę starała się z tym walczyć.
A tutaj wrzucam link do przepisu z Jadłonomii!

Z kwestii takich organizacyjnych to zmieniłam szablon. Nie jest idealny, ale jest bardziej zbliżony mojego ideału, niż poprzedni :) Jak Ci się podoba?

Lubisz takie sałatki? Możesz podrzucić swój ulubiony przepis! 
Najsmaczniejsze placki ziemniaczane! + mała informacja

Najsmaczniejsze placki ziemniaczane! + mała informacja

Dzisiaj prosty rzecz jasna wegetariański przepis ode mnie na najlepsze na świecie, chrupiące placki ziemniaczane. Gdybym tylko mogła, to pewnie robiłabym je codziennie (na szczęście potrafię robić je rzadziej, bo gdybym przygotowywała je każdego dnia, to pewnie wyglądałabym, jak trzy szafy, a tak to tylko jedna). U mnie w domu każdy robi placki ziemniaczane po swojemu; ja robię tak, jak teraz Ci prezentuje, mama robi inaczej i tata jeszcze inaczej. Oczywiście wszystkie są dobre, a moja wersja to troszkę taka przerobiona mieszanka przepisów rodziców. Taka jestem cwana! Oboje zawsze robili je na małych oczkach, z drobno posiekaną cebulką, pietruszką/koperkiem i doprawione vegetą, a tata dodatkowo ścierał marchew, seler i pietruszkę. A jaka jest moja wersja?

Zaraz się przekonasz!

Składniki:

2-3 duże ziemniaki
pół marchwi
pół pietruszki
kawałek selera
pół niewielkiej cebuli
2 ząbki czosnku
koperek, bądź nać pietruszki
2 jajka
2-3 łyżki mąki
olej do smażenia

Przyprawy; sól, pieprz, majeranek, zioła prowansalskie, bądź inne według upodobań. Czasami dorzucę też vegety, ale staram się rezygnować z używania jej.

Warzywa obieramy; ziemniaki, marchew, pietruszkę i seler ścieramy na szerokich oczkach. Koniecznie na szerokich, ponieważ to właśnie tutaj kryje się ta słodka tajemnica ich chrupkości, Cebulkę siekamy w drobną kostkę. Czosnek trzemy na drobnych oczkach, ale jeśli nie lubisz czosnku, możesz dać tylko jeden ząbek, bądź pominąć go zupełnie, ponieważ dzięki niemu placki nabierają takiego fajnego, charakterystycznego czosnkowego posmaku. Jeśli zebrała się woda z ziemniaków, to odlewamy, jeśli nie to wbijamy jajka, sypiemy mąkę, doprawiamy i dodajemy posiekaną na drobno zieleninę. Wszystko trzeba wymieszać. Pamiętaj o tym, aby masa nie była zbyt rzadka, ani też za gęsta. W razie potrzeby można dosypać jeszcze mąki.
Rozgrzać olej na patelni i łyżką nakładać małe placuszki. Im cieńsza warstwa, tym bardziej chrupiąca.
Smacznego!


Informacja
Dużo ostatnio myślałam nad tym blogiem, gdy miałam trochę więcej wolnego czasu i doszłam do pewnego wniosku - muszę zmienić nazwę. Tak raz już to zrobiłam, ale to była bardziej kwestia nicku, który jednak był wcześniej do mnie nie adekwatny. Ostatnio stwierdziłam jednak, że nie chcę, aby mój blog był pod takim samym adresem, jak mój nick. Po prostu nie i  nawet nie wiem, czemu wcześniej wydało mi się to dobrym pomysłem?!

Jak ten blog będzie się nazywał?
Czarne światło.

Tak jak teraz, ale spolszczone - po prostu.
Mam nadzieję, że nikomu nie wadzi ta zmiana :) 
Trzymajcie się! :) 

Kreatywne pomysły na wegańską Wielkanoc

Kreatywne pomysły na wegańską Wielkanoc

Dziś jest Wielki Piątek i... Czy Ty też czujesz, że te święta wcale nie są świąteczne? To nie ten sam klimat, zupełnie inna atmosfera, prawda? Nie zmienia się jednak to, że Wielkanoc to nadal moje ulubione święta i choć obchodzimy je w tym roku troszkę inaczej, to jednak obchodzimy.

U mnie w domu nie ma wegan i tylko ja jestem wegetarianką, ale dosyć często zdarza mi się także gotować po wegańsku, choć nie planuję aż tak restrykcyjnie zmienić swojej diety. Razem z mamą zawsze coś przygotowujemy i ja zawsze robię coś wege, a dzisiaj przeszukując internet w celu znalezienia pomysłu na ten rok i znalazłam tyle fajnych rzeczy, że postanowiłam coś Ci podrzucić, a nuż się zainspirujesz.

Wybrałam jednak przepisy i dania, o których nie pomyślałabym, że można je podrobić, bo musisz wiedzieć, że weganie naprawdę mnie zaskakują i szczerze podziwiam ich pomysły!

Niektóre przepisy są całkiem proste, inne z mnóstwem dziwnych składników, jednak bez wątpienia warto zwrócić na nie uwagę.

Wegańskie jajka według Vegenerata - osobiście nie wykorzystam, ponieważ uwielbiam jajka i nie wyobrażam sobie z nich zrezygnować, ale powiedz; czy to nie jest genialne?
Łosoś z marchewki według Jadłonomii - ten widziałam już kiedyś i zdecydowanie muszę go  wypróbować w przyszłości!
Żurek z pieczonym jabłkiem według Jadłonomii - u mnie w domu gotuje się żurek tradycyjny, ale mam chęć zrobić swój, a ten przepis wygląda obiecująco.
Twaróg migdałowy z przepisu Er vegan - sytuacja jak z jajkami; jem nabiał, ale przepis sam w sobie jest warty podzielenia się nim.
Bezsernik według Wegepanny - to kolejny ciekawy przepis. Co prawda ja jestem ciastowym beztalenciem, ale może ktoś się pokusi?

Zostawiam Cię z tymi kilkoma przepisami. Dodam, że ja prawdopodobnie zrobię pasztet z fasoli i wyjdzie tak, jak zawsze, czyli z tego, co mam pod ręką, bo ciężko jest mi się trzymać przepisów, bo od razu pojawia się chęć, aby go modyfikować.

Trzymaj się w tych ciężkich czasach i dobrych i bezpiecznych świąt!

Dlaczego to robisz- wegedioto?

Dlaczego to robisz- wegedioto?

Żyjemy w czasach, gdzie każdy może być taki, jak zechce, gdzie dozwolone jest bardzo wiele, a rzeczy na które ludzie zerkali nieprzychylnie dwadzieścia lat temu, dziś są na porządku dziennym. Żyjemy także w dobie internetu, gdzie co i raz można napotkać na dziwne zachowania ludzi. Albo tak totalnie nie do uwierzenia, co ścinają z nóg.
Nikogo nie zdziwi już fakt, iż ktoś rezygnuje z mięsa; o wegetarianizmie i weganizmie słychać coraz więcej. Dlaczego jednak niektórzy weganie i wegetarianie sami sobie szkodzą?


Oczywiście nie mam na myśli wszystkich, ale często spotykam się z tym, że nas, którzy zrezygnowaliśmy z mięsa traktuje się inaczej, jakby nam coś do głowy strzeliło. I to mnie boli. Większość z nas to normalni ludzie, którzy chcą sobie żyć po swojemu i nikomu nie wadzą, a jednak obrywają ze ferment, który czasem sieją jednostki. Dlaczego tak się dzieje?
Ano już spieszę z odpowiedzią! Po co wdawać się w gownoburze na fejsie i na siłę przekonywać wszystkich do swych racji? Po co tatuować sobie na czole napis vegan? Tak, coś takiego ktoś zrobił.
Spotykacie kogoś z napisem na czole; nie ważne jakim, może to być vegan, studiuje prawo, wyznaje islam, albo kocham laskę z bloku obok. Nie istotne, ale co w pierwszym odruchu można pomyśleć o takiej osobie? 
No właśnie.
Więc po co?


Ale mniejsza z tym, wszakże każdy ma prawo robić, co mu się żywnie podoba, nieprawdaż? Niech więc już ma ten swój ten tatuaż. Niestety, ale czasem nóż mi się w kieszeni otwiera, na inne ludzkie zachowania roślinożerców.
Po co też na siłę niektórzy próbują przekonywać wszystkich do swoich racji? Dlaczego wszędzie wpychacie nos innym do talerza, skoro nie chcecie, aby wam tego nie robiono?

Do czego dążę? Ano do tego, że są normalni wege ludzie i wegeidioci. Na użytek tego tekstu pobawię się w słowotwórstwo i nazwę ich wegdiotami. Ja wiem, wiem; każdy kto jest wege chciałby, aby nas było więcej, ja wszystko rozumiem, ale to, co dzieje się teraz, a raczej to, co robią wegedioci tylko ludzi zniechęca. Od vegan słyszałam, że powinnam przejść na weganizm, a na grupach wegańskich, czy wegetariańskich, często widzę różne komentarze ludzi, gdzie wszędzie sypie się krytyka, najczęściej wtedy, gdy ktoś pyta się o skład produktu. Ktoś zapyta, czy rzecz X jest wegańska; normalny wegus odpowie tak, lub nie, co zrobi wegediota? Naskoczy na Ciebie, że to nie zdrowe, że jest olej palmowy i w ogóle wyrzuć do kosza.

Wegedioci zapominają, że każdy jest inny, że każdy ma swoje powody i styl życia, choć może i podobne, to jednak diametralnie różne. 


Nie jem.mięsa od bardzo dawna, będzie z osiem, dziesięć lat? Nie wiem. Nigdy się tym jakoś nie afiszowałam. Nigdy nie miałam potrzeby mówić wszystkim, że jestem wege; wiedzieli najbliżsi i to mi wystarczało. Owszem, nie trzymałam też tego w tajemnicy, nic się nie stało, gdy ktoś zapytał, albo gdy wyszło to na jaw. Życie toczyło się dalej. A ja wciąż nie mam potrzeby mówić wszystkim dookoła, że jestem wege, ani tym bardziej zaglądać komuś do talerza. Nie komentuję, gdy koleżanka mów, że chyba zrezygnuje mięsa, ani nie nawracam nikogo, gdy pyta mnie, jakim cudem funkcjonuję. 
I tobie, wegedioto przydałoby się to samo.
A Tobie, prawilny wege ziomku ślę szeroki uśmiech :) 
Copyright © Czarne Światło , Blogger